REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Fałszywi zaklinacze hossy zapowiadają koniec recesji

2009-11-03 10:59
publikacja
2009-11-03 10:59
Dodaj Bankier.pl w Google
Uwaga inwestorów w ostatnim tygodniu października ogniskowała się na rzekomo wspaniałym odczycie amerykańskiego PKB, który w minionym kwartale wzrósł aż o 3,5 proc. (wobec oczekiwanych 3,2). Szumnie i majestatycznie ogłoszono koniec recesji w McGospodarce, choć powyższa statystyka została zafałszowana (czytaj: zawyżona) przez państwowe kroplówki: a to program „gotówka za gruchota”, a to 8 tys. dol. ulgi podatkowej dla kupujących dom.

Pierwsza z tych danin na krótko spowolniła staczanie się przemysłu motoryzacyjnego, druga zdołała wygenerować korekcyjny wzrostowy „ząbek” na pogrążonych w bessie cenach nieruchomości. Nawiasem mówiąc, podobnie rzecz się ma ze sztucznie wyhamowanym spadkiem cen mieszkań w Polsce dzięki programowi o cokolwiek mylnej nazwie „Rodzina na swoim”. W USA przebijają się głosy o przedłużeniu wszelakiej maści rozdawnictwa, ale im dłużej to trwa, tym bardziej grozi to zgubnym narkotycznym uzależnieniem i kompletną demoralizacją wszystkich warstw społecznych.

Tymczasem przyszłość jawi się coraz mętniej, a nerwowość inwestorów narasta. Radości z wysokiego PKB wystarczyło inwestorom zaledwie na czwartkową sesję, po czym zamykająca cały miesiąc handlu piątkowa sesja zniwelowała ten wyskok z nawiązką. Spadki bliskie 3 proc. wymazały cały miesięczny dorobek Średniej Przemysłowej. W przypadku wskaźników Nasdaq Composite oraz S&P500 zanotowano pierwsze miesięczne zniżki od lutego. Bieżący tydzień obfitujący w kolejne dane zweryfikuje zasadność szybujących przez pół roku wycen. Pojawią się odczyty m. in.: indeksu ISM dla sektora przemysłu i usług, dynamiki zamówień fabrycznych a także (w piątek) comiesięczny raport z rynku pracy ze stopą bezrobocia oraz bilansem etatów w sektorze pozarolniczym.

W obliczu narastającego lęku i naporu presji sprzedających warto pokusić się o krótki panoramiczny opis dotychczasowych tendencji. Mianowicie, rynki zastanawiająco długo kupowały pusty frazes o krótkiej i łatwej recesji typu „V”, wspierając na nim swe zwyżki. Pompowano bez wytchnienia parkiety emerging markets, zasiewając ziarno pod kolejne bąble spekulacyjne finansowane tanimi dolarami. (Indeks giełdy w Argentynie nawet wyrównał rekordy hossy sprzed 2 lat.) Puchły ceny surowców niczym w dojrzałej, harmonijnej fazie globalnego wzrostu.

Ekscytowano się lepszymi od zaniżonych prognoz odczytami makroekonomicznymi tudzież wynikami finansowymi, nie przywiązując wagi do obiektywnej słabości tychże danych na tle dokonań historycznych. Wskaźnik zmienności VIX obliczany w oparciu o opcje wystawione na S&P500 długotrwale spadał i doszedł do okolic 20 pkt, tworząc nieadekwatny do powagi sytuacji fałszywe poczucie komfortu i spokoju.

Mechanizm ów zaciął się dopiero w ostatniej dekadzie października. Na wykresach wielu indeksów od dawna kłuło w oczy techniczne wykupienie i zaczęły piętrzyć się negatywne dywergencje zwiastujące poważniejsze spadki. Pokłady nerwowości graczy zdradza aż dziesięć sesji trzycyfrowych zmian indeksu DJIA w minionym miesiącu. W ostatnich dniach października VIX wystrzelił do 30, a katalizatorem erupcji nerwowości był upadek 9 banków z chicagowskiego holdingu FBOP.

Posiadały one depozyty na łączną kwotę 15,4 mld dolarów, a ich bankructwo oznacza 2,5-miliardowe obciążenie funduszu ubezpieczeń depozytów (FDIC). Sentymentu do akcji na pewno nie podbuduje też klapa reanimacji CIT Group, zaangażowanego w kredytowanie amerykańskiego small businessu. Będzie to czwarta co do wielkości upadłość w amerykańskiej gospodarce (po Lehmann Brothers, Enronie i General Motors).

Ogólnie, pomimo nielicznych jaskółek odwilży w kryzysie jawi się nam obraz mizerii i ciągnącej się recesji zamiast stabilnego ożywienia. W takich okolicznościach szczególnie nieufnie należy podchodzić do fałszywych zaklinaczy optymizmu i hossy, bo poparcie ich tez w twardych faktach jest znikome. Najbardziej dobitnym świadectwem panującej nieuleczalnej nonszalancji są kosmiczne premie przyznawane przez możne banki inwestycyjne urastające do rang globalnych władców marionetek.

Podajmy pierwszy z brzegu przykład: spekulujący potężnie na wszystkich klasach aktywów Goldman Sachs wypłaci za bieżący rok bonusy na kwotę... uwaga: 23 mld dolarów. (jeszcze rok temu instytucja ta przetrwała dzięki rządowej kroplówce). Dla porównania, jest to mniej więcej jedna trzecia rezerw walutowych Polski. Dlatego dopóki nie zmieni się mentalność śmietanki finansjery i dopóki nie wyciągnie się personalnych wniosków z przeszłości, skutkujących zmianami jakościowymi, dopóty groźby kolejnych dużo głębszych kryzysów będą wisieć nad kluczowymi gospodarkami.

Skierujmy uwagę na nasze nadwiślańskie podwórko. Przyciągnęło ono niemałe zainteresowanie za sprawą oferty Polskiej Grupy Energetycznej. Wielka mobilizacja wspierana kredytowymi lewarami poskutkowała ogromną nadwyżką popytu i przyniosła efekt łatwy do przewidzenia nawet dla średnio rozgarniętego gimnazjalisty: cena emisyjna ustalona na górnych widełkach (23 zł) oraz gigantyczna redukcja w transzy indywidualnej (niemal 97 proc.).

Równolegle trwają dwie wyliczanki: niecierpliwe odliczanie dni do (najprawdopodobniej) czwartkowego debiutu praw do akcji oraz pełne nadziei szacowanie zysków z tej wiekopomnej inwestycji. Osobiście wątpię w spektakularny triumf ciułaczy, może dlatego że źle się czuję w tłumie i z wielokrotnej obserwacji wiem, że zbiorowe polowanie na wielkie profity kończy się groszowymi korzyściami bądź nawet stratami.

Typuję, że debiut wypadnie w rejonie 25-26 zł i na tym poziomie ustaje ekonomiczny sens zabijania się o te walory nawet celem posiadania ich na dłużej. Najlepiej plan swój wypełnią banki, które zgarną jakieś 80 mln zł z tytułu udzielonych kredytów (prowizje i odsetki) zaangażowanych do tej wielkiej giełdowej operacji. Mimo wszystko zaleta papierów PGE tkwić będzie w ich defensywnym charakterze i mniejszej zmienności od notowań np. KGHM czy PKN. Dlatego nie dadzą ponadprzeciętnych zysków, a ewentualne straty przy zniżkującym rynku będą stonowane.

Indeks WIG20 dostarczył niedawno fajerwerków, dzięki którym nie można narzekać na nudę. Najpierw doszło do wybicia powyżej szczytów dwumiesięcznej konsolidacji, łapiąc w pułapkę hossy zapewne niemało entuzjastów akcji w rejonie 2400 pkt. Po czym raptownie słabnący sentyment globalny obnażył fałszywość tego sygnału i po cofnięciu o ponad 100 pkt wskaźnik blue chips ponownie drepcze w zakresie oglądanym przez cały wrzesień i połowę października.

Obraz techniczny wygląda słabo, zatem należy dopuścić scenariusz testowania linii 8-miesięcznego trendu wzrostowego biegnącej obecnie w okolicach 2100 pkt. Po drodze mogą być próby reanimacji o różnym natężeniu, a pewien promyk nadziei daje „bykom” perspektywa powrotu na parkiet gotówki zablokowanej pod ofertę PGE. Pamiętać trzeba też o starcie sezonu publikacji kwartalnych wyników naszych spółek. W każdym razie, wedle licznych znaków długich pozycji w indeksowych kontraktach terminowych obecnie posiadać nie należy.

Bartosz Stawiarski
Źródło:
Tematy

Komentarze (10)

dodaj komentarz
~Artur
a co chcecie wszystkich wyczepać z L i mieć 50% koncentracji jak giełdy istnieją istnieje coś takiego jak koniec roku i tylko frajer po 20 listopada niebędzie miał długich pozycji
~henieck
gospodarka USA jest jak w korkociągu - nawet jeśli uda się tymczasowo poprawić sytuację dodrukowaną kasą - to następna fala kryzysu będzie jeszcze gorsza z powodu tak samo dramatycznej sytuacji plus jeszcze szkody w gospodarce, deficyty i kredyty do spłacenia z poprzednich "programów naprawczych".

Jeśli ktoś jest
gospodarka USA jest jak w korkociągu - nawet jeśli uda się tymczasowo poprawić sytuację dodrukowaną kasą - to następna fala kryzysu będzie jeszcze gorsza z powodu tak samo dramatycznej sytuacji plus jeszcze szkody w gospodarce, deficyty i kredyty do spłacenia z poprzednich "programów naprawczych".

Jeśli ktoś jest w pułapce zadłużenia i bierze następny kredyt, żeby się tymczasowo ratować - to nie trzeba być profesorem ekonomii żeby rozumieć, że takie działanie gwarantuje, że zaraz problem powróci ze zwiększoną siłą. USA już dawno przeszła krytyczny moment i nie jest w stanie wyjść z tego kryzysu drogą normalnego wzrostu gospodarczego ani zwiększania podatków. Pozostaje oficjalne bankructwo albo inflacja.

Kto wymyśli inny sposób na pewno dostanie Nobla wszechczasów...

Mogą jeszcze ustanowić globalne mocarstwo militarne i złupić podległe kraje jakimś podatkiem od CO2 albo innym... Prawdopodobnie ta opcja też już się zamknęła jakiś czas temu, bo Chiny i Rosja razem są zbyt silne żeby pozwolić USA na dominację, zeby to się odbyło bez wojny nuklearnej.

Zostaje bankructwo ( reset długów w 100%) albo inflacja (reset długów zależny od intensywności i czasu trwania inflacji). Bankructwo jest najlepszym dla nich sposobem - dzięki temu nie będą musieli nic oddawać - i zrobią w trąbę ich cichego wroga- Chiny i każdego kto ma dolary albo obligacje USA.

Być może do tego się przygotowują - bo są pogłoski, że placówki zagraniczne mają wymienić dolary na lokalną walutę w ilości wystarczającej na rok przetrwania. Tak samo jak bankrutuje firma albo biuro podróży - do samego końca robi się wszystko, żeby sprawiać jak najlepsze wrażenie i żeby plan nie wyciekł - więc do samego końca obligacje USA tak samo jak Enronu będą miały najbezpieczniejszy rating AAA - a następnego dnia będzie bankructwo i zawieszenie działania całęgo systemu finansowego, dewaluacja dolara, panika - i zobaczymy "nowy porządek świata" :)

To juz chyba lepiej, żeby wybrali opcję powolnej dewaluacji waluty poprzez dodruk kasy i inflację ale obawiam się, że w ostatecznym rozrachunku to jest mniej korzystna dla nich opcja.

W najbliższych kilku/kilkunastu miesiącach zobaczymy następną odsłonę dramatu...
~tgt
do/////////henieck ..............tez tak mysle ,bedzie zle i to bardzo zle.
~qaz odpowiada ~tgt
ogólnie to większość państw rozwiniętych żyje na kredyt i jest na granicy bankructwa więc jak rypnie ameryka to i reszta popłynie w tym i my, dzięki długowi które nasze kolejne (nie)rządy przeżerają rok w rok.
~eeu
nie ma popytu, super-duet nie pomoże, bo dawcy kapitału muszą pozbierać oszczędności, mało nadwyżek w gospod. domowych i nie ma widoku na realną poprawę. Po emisji PGE nie będzie napływu gotówki, bo wszyscy ciągną na lewarze i będą szybko zwracać kasę do banków.
Hossa ostatnich miesięcy już zakończona, grube ryby skeszowane.
nie ma popytu, super-duet nie pomoże, bo dawcy kapitału muszą pozbierać oszczędności, mało nadwyżek w gospod. domowych i nie ma widoku na realną poprawę. Po emisji PGE nie będzie napływu gotówki, bo wszyscy ciągną na lewarze i będą szybko zwracać kasę do banków.
Hossa ostatnich miesięcy już zakończona, grube ryby skeszowane.
Pozdro!
~evo
Zgadadzam się z przedmówcą.
~ttt
widac ze sa u nas ludzie co jeszcze mysla ,ale co fakt to fakt kto kupil i zarobil /tzn sprzedal i ma kase/jest ok bo o tu chodzi ,a,ze sytuacja jest w Polsce zla to nie trzeba do tego analitykow ...............................ja bym chcial zeby to wszystko mocno p........o i zaczelo,sie od podstaw bo innego wyjscia nie widze ,rzad widac ze sa u nas ludzie co jeszcze mysla ,ale co fakt to fakt kto kupil i zarobil /tzn sprzedal i ma kase/jest ok bo o tu chodzi ,a,ze sytuacja jest w Polsce zla to nie trzeba do tego analitykow ...............................ja bym chcial zeby to wszystko mocno p........o i zaczelo,sie od podstaw bo innego wyjscia nie widze ,rzad bajki opowiada minister vincent to chyba jest z myslami w kosmosie ,jest gorzej jak za tzw poznego Gierka .
~GE
Przykro.. ale cokolwiek napisze WS to dość nieobiektywna podprogowa nagonka na struktury...
~piipii
Inwestor, przecież to masło maślane.
~inwestor
Wreszcie jakiś logiczny i sensowny artykuł.

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki