Media z branży finansowej zdominowane są dzisiaj przez informacje o sektorze bankowym. Jak widać, jej problemy nie dobiegły jeszcze końca. Co więcej, być może pewne uspokojenie, którego byliśmy świadkami, to tylko cisza przed burzą. A prawda czeka, by wyjść w końcu z ukrycia...
Doniesienia z Wielkiej Brytanii na zmianę zaskakują pozytywnie lub negatywnie. Tym razem tamtejsze banki, Lloyds i Royal Bank of Scotland, przestraszyły inwestorów tym, że wymagają kolejnego dokapitalizowania Obie instytucje były już wspomagane przez rząd brytyjski. Mimo to RBS otrzyma kolejne 25,5 miliardów funtów, z kolei Lloyds zamierza pozyskać środki z emisji praw poboru o wartości 13,5 miliardów funtów.
Na dokładkę szwajcarski UBS akurat dzisiaj musiał ogłosić stratę większą niż ta prognozowana przez analityków, w wysokości 564 milionów franków szwajcarskich. Tego było już zbyt wiele dla europejskich inwestorów. Rozpoczęli oni ucieczkę od akcji przedstawicieli sektora bankowego. Ucierpiały na tym między innymi Standard Chartered tracące 1,3%, HSBC zniżkujące o 3,2%, Barclays ze stratą w wysokości 1,5%, czy też BNP Paribas lub Societe Generale, które spadły odpowiednio o 4,1% i 3,7%.
Aby wyjść chociaż na chwilę poza otoczenie instytucji finansowych, można wspomnieć o branży energetycznej. Również jej nie ominęły spadki. BP straciło 0,7%, BG Group 0,6%, a Tullow Oil 2,5%. Branża ta nie ucierpiała w tak dużym stopniu jak banki, lecz też nie było ku temu nadzwyczajnego powodu. Cena ropy utrzymuje się bowiem na poziomie niewiele poniżej 77 dolarów za baryłkę.
Wśród czołowych indeksów Starego Kontynentu ciężko mówić o przyzwoitych wynikach. Dzisiejsze spadki były silne i niczego nie oszczędziły. Francuski CAC 40 zniżkował o 1,4% do 3587,1 punktów, niemiecki DAX o 1,2% do 5364,5 punktów, a brytyjski FTSE 100 o 1,3% do 5037,2 punktów.
TW































































