Miniony tydzień stał pod znakiem pesymizmu wywołanego pogarszającą się sytuacją gospodarczą Stanów Zjednoczonych. Potwierdzeniem tej tezy była rewizja danych o PKB za drugi kwartał. Annualizowaną dynamikę obniżono z 2,4% do 1,6% wobec 3,7% w pierwszych trzech miesiącach roku. Ale to i tak lepiej niż 1,4% prognozowane przez ekonomistów.
Nieco otuchy w serca inwestorów wlał Ben Bernanke. Szef amerykańskiego banku centralnego powiedział dziś, że Fed zrobi „wszystko, co może”, aby zapewnić kontynuację wzrostu gospodarczego. Łącznie z dostarczeniem „dodatkowych bodźców monetarnych”. Tłumacząc na polski: Bernanke już rozgrzewa silniki w swym słynnym śmigłowcu, z którego chce zrzucać pieniądze nakręcające koniunkturę gospodarczą.
Najprawdopodobniej to właśnie wypowiedź „Helikoptera Bena” uratowała dziś giełdowe indeksy przed dalszymi spadkami. Bowiem sesja w Europie rozpoczęła się od spadków. Indeksy zabarwiły się na zielono po publikacji danych o amerykańskim PKB. Wzrosty zagościły na krótko, bo tuż po otwarciu handlu w Nowym Jorku na rynek posypały się zlecenia sprzedaży.
I dopiero słowa szefa Fed-u odwróciły losy sesji po obu stronach Atlantyku. Dzięki temu we Frankfurcie DAX zyskał 0,7%, a londyński FTSE100 i paryski CAC40 zwyżkowały po 0,9%. O tyle samo wzrosły główne indeksy w Atenach i Brukseli, zaś parkiet w Madrycie poszedł w górę o 1,4%.
K.K.





























































