Od ostatnich kilku dni handlujący walutami żyją spekulacjami na temat zmian w polityce monetarnej największych banków centralnych. Tą grę rozpoczął Ben Bernanke, który zaczął coraz częściej mówić o niebezpiecznym wzroście oczekiwań inflacyjnych i zapowiedział koniec obniżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych.
W czwartek do tej zabawy włączył się szef EBC Jean-Claude Trichet, który zasygnalizował możliwość podwyżki stóp procentowych w Eurolandzie już w lipcu. Jednak Bernanke nie pozostał mu dłużny i po raz kolejny przestrzegł przed konsekwencjami wzrostu inflacji.
Cała ta wymiana poglądów szefów głównych banków centralnych bardziej wzmocniła jednak dolara niż euro. Za to największym poszkodowanym okazał się japoński jen, który nie może liczyć na wsparcie własnych władz monetarnych utrzymujących cenę pieniądza na śmiesznie niskim poziomie 0,5%. Notowania japońskiej waluty względem euro znalazły się na najniższym poziomie w tym roku, zaś kurs USD/JPY jest najwyższy od lutego.
W środę o godzinie 10:00 rynek walutowy wyceniał euro na 1,5476 dolara, czyli o 0,1% wyżej niż na zamknięciu wczorajszych kwotowań. Względem jena europejska waluta zyskała 0,3%, osiągając wartość 166,48 jenów.
Tymczasem dzisiaj rano do dyskusji na temat podwyżek stóp procentowych przyłączył się Erkki Liikanen, czyli szef Banku Finlandii. Jego zdaniem chociaż lipcowa podwyżka ceny pieniądza w Eurolandzie nie jest pewna, to trzeba ją „brać pod uwagę”.
Zmianę oczekiwań inwestorów widać już na rynku terminowym, gdzie wrześniowe kontrakty na stawkę Euribor w ciągu tygodnia zyskały na wartości 30 pkt. bazowych i obecnie wskazują stopę procentową na poziomie 5,23%.
K.K.


























































