Historia pokazuje, że od kilkudziesięciu lat nie było sytuacji, gdzie w roku wyborczym w USA, giełdy odnotowały ujemny wynik. Bernanke przed Komisją Budżetową Izby Reprezentantów przekonywał, że wciąż nie można powiedzieć o rynku pracy, że działa normalnie. Jak przyznaje, nastroje konsumentów ulegają poprawie, lecz nadal nie są satysfakcjonujące.Szef Rezerwy Federalnej, przyczyn pogorszenia warunków gospodarczych wyraźnie upatruje w kłopotach Europy. Według niego Fed będzie nadal monitorował rozwój sytuacji w Strefie Euro i w razie konieczności podejmie wszystkie możliwe kroki, by chronić gospodarkę Stanów Zjednoczonych. Co ciekawe dodał także, że nadmierny dług publiczny grozi bardzo dotkliwymi konsekwencjami (WIG20 wyczuwa wielki powrót luzowania w USA).
Giełdy Europy Zachodniej zakończyły czwartkową sesję na symbolicznych plusach. Niemiecki DAX wypracował 0,59 proc., francuski CAC40 0,27 proc., a brytyjski FTSE100 już tylko 0,09 proc.
Pozytywnym zaskoczeniem okazały się dane amerykańskiego departamentu pracy. W ubiegłym tygodniu przybyło 367 tys. nowych bezrobotnych, wobec oczekiwań na poziomie 371 tys. oraz poprzedniego wyniku 379 tys. Jednak teraz, najbliższym i najważniejszym testem dla Amerykanów będzie piątkowa publikacja rządowego raportu Biura Statystyki Pracy.
Ekonomiści szacują, że styczniowe zatrudnienie w sektorze pozarolniczym wzrosło o 155 tys. nowych miejsc pracy (grudzień: 200 tys.), a zatrudnienie w sektorze prywatnym wzrosło o 175 tys. (grudzień: 212 tys.). Oczekuje się także, że stopa bezrobocia utrzyma się na poziomie 8,5 proc.
Indeksy na Wall Street zakończyły sesję w mieszanych nastrojach. Dow Jones stracił 0,09 proc., natomiast S&P500 zyskał 0,11 proc., i NASDAQ 0,4 proc.
Krzysztof Gołdy
Bankier.pl
































































