Dzisiaj notowania „czarnego złota” ustanowiły nowy rekord na poziomie przeszło 143$ za baryłkę. Szybko drożejące paliwa budzą strach przed powtórka z lat 70-tych XX wieku, gdy dwucyfrowa stopa inflacji towarzyszyła stagnacji gospodarczej. Część ekonomistów uważa, że gdyby nie zmiany sposobu obliczania wskaźnika CPI w Stanach Zjednoczonych, to miernik ten wynosiłby teraz prawie 10%, a nie 4,2% jak wynika z oficjalnych danych.
Rekordowo wysokie ceny paliw szkodzą całej gospodarce, lecz największe obawy budzi ich wpływ na wydatki amerykańskich konsumentów, od których obecnie zależą losy największej gospodarki świata. Dlatego też spory wpływ na przebieg dzisiejsze sesji może mieć publikacja zrewidowanych danych indeksu Michigan Sentiment. Analitycy mają nadzieję, że wskaźnik ten pozostał na bardzo niskim poziomie 56,7 pkt.
„Ceny ropy oraz negatywne nastawienie do sektora finansowego pozostają podstawowymi problemami rynku, podczas gdy kurs ropy bije nowe rekordy, a kolejne raporty analityków mówią o nowych odpisach w bankach” – napisała dzisiaj w liście do klientów Claire Collingwood, makler w londyńskim CMC Markets.
Reakcję rynku mogą też wywołać dane o aktywności ekonomicznej w regionie Chicago – szacuje się, że w czerwcu indeks ten spadł o 0,6 pkt. do poziomu 48,5 pkt. Taki odczyt wskazywałby na coraz szybsze pogarszanie się koniunktury w tym regionie.
Powodów do optymizmu nie dostarcza też rynek terminowy, na którym kontrakty na indeks Nasdaq zniżkują o 0,3%. Z kolei o godzinie 13:30 futures na S&P500 pozostają bez zmian na poziomie 1.280 pkt.
K.K.



























































