Według American Automobile Association średnia cena detaliczna zwykłej benzyny sięgnęła 3,368 dolara za galon (czyli ok. 2,55 zł/l) i jest już o 25% wyższa niż przed rokiem. Jeśli takie ceny przy dystrybutorach utrzymają się przez resztę roku, to Amerykanie mogą ograniczyć pozostałe wydatki konsumpcyjne. To zaś uderzyłoby w wyniki spółek handlowych i przełożyło się na niższą dynamikę wzrostu gospodarczego. Ekonomiści z Deutsche Banku oszacowali, że każdy wzrost cen ropy o 10 USD skutkowałby spadkiem dynamiki amerykańskiego PKB o 0,5 punktu procentowego.
Amerykańscy inwestorzy wiążą jednak spore nadzieje z prezesem Rezerwy Federalnej. Ben Bernanke na forum Senatu przedstawi jutro półroczny raport na temat polityki monetarnej. Rynki finansowe oczekują, że pomimo galopujących cen paliw Fed utrzyma skrajnie ekspansywny kurs w polityce pieniężnej: czyli obietnicę zerowych stóp procentowych i kontynuację programu dodruku pieniądza.
Dzięki tym rachubom giełdowa hossa może zostać utrzymana jeszcze przez wiele miesięcy, zasilana kapitałem przepływającym z rynku amerykańskich obligacji skarbowych. Już teraz rynkowe stopy procentowe w strefie euro są wyraźnie wyższe niż w USA, co prowadzi do osłabienia dolara względem euro.
Ten ostatni czynnik może stać się dziś głównym sprzymierzeńcem giełdowych byków. Słabszy dolar oznacza bowiem wyższe zyski notowanych w Nowym Jorku międzynarodowych korporacji, które znaczną część dochodów uzyskują poza granicami USA.
Zaś w samej Ameryce czeka nas publikacja istotnych danych makroekonomicznych. Przed sesją światło dzienne ujrzy styczniowy raport o dochodach i wydatkach gospodarstw domowych (według ekonomistów obie kategorie wzrosły o 0,4% mdm). Kwadrans po rozpoczęciu notowań w Nowym Jorku pojawi się styczniowy indeks PMI dla regionu Chicago – analitycy spodziewają się niewielkiego spadku z 68,8 pkt. do 67,5 pkt.
K.K.
































































