Można powiedzieć, że dziś obozowi byków udało się to, co nie powiodło się w czwartek – kursy akcji poszły zdecydowanie w górę, niwelując część strat z początku tygodnia. Jednak powody tej zwyżki nie były zbyt przekonujące. Analitycy tłumaczą ją danymi o inflacji, która w maju wzrosła do 4,2% r/r z poziomu 3,9% w kwietniu. Za to po wyłączeniu cen żywności i energii wskaźnik ten zgodnie z oczekiwaniami ustabilizował się na poziomie 2,3%. Jednakże osobny raport Uniwersytetu Michigan pokazał, że oczekiwania inflacyjne ludności pozostają na dość wysokim poziomie 5,1%. A to właśnie na ten ostatni parametr powoływał się Ben Bernanke sugerując możliwość podwyższenia stóp procentowych.
Niemniej jednak giełdowi inwestorzy uznali oficjalne dane o inflacji za wystarczająco dobre, co na tyle poprawiło nastroje, iż rynek całkowicie zignorował najgorszy od 28 lat odczyt indeksu nastrojów konsumentów. Wskaźnik Uniwersytetu Michigan spadł w czerwcu bardziej od prognoz i znalazł się na poziomie 56,7 pkt. wobec 59,8 pkt. w maju.
Pod wpływem powszechnej chęci odrobienia strat na piątkowej sesji Dow Jones wzrósł o 1,37%, osiągając wartość 12.307,35 pkt. Indeks S&P500 zyskał równe 1,5%, kończąc dzień wynikiem 1.360,03 pkt. Najlepiej zachował się Nasdaq, który po zwyżce o 2,09% znalazł się na poziomie 2.454,50 pkt. W ujęciu całego tygodnia indeks DJIA zyskał 0,8%, ale już S&P500 stracił 0,1%, zaś Nasdaq spadł o 0,8%.
Wśród największych spółek na minusie znalazły się tylko walory Coca-Coli, które zostały przecenione o 3%. Zniżka kursu Coca-Coli była efektem komunikatu z greckiej spółki zależnej, która ostrzegła przed spadkiem sprzedaży w Europie Południowo-Wschodniej.
Na szerokim rynku wyróżniały się za to walory banku inwestycyjnego Lehman Brothers, które po pięciu dniach dynamicznych spadków dzisiaj zyskały na wartości aż 14%. Jednak zdaniem maklerów było to jedynie efektem zamykania przez inwestorów krótkich pozycji i realizacji zysków przed weekendem.
K.K.





























































