2011-10-24 13:59 Źródło: Wirtualny Nowy Przemysł
Dlaczego Bytom powiedział „nie” Kompanii Węglowej
Należąca do Kompanii kopalnia Bobrek-Centrum przedstawiła prezydentowi Bytomia plan ruchu na lata 2012-2014. Ten go nie zaakceptował. W czwartek publicznie wyjaśnił powody swej decyzji.
Plan ruchu kopalni Bobrek-Centrum, która wydobywa węgiel pod miastem, przewiduje jego dalszą eksploatację pod gęsto zabudowanymi terenami miasta. Problem w tym, że zgodnie z tym, co wiedzą w Urzędzie Miejskim, przewidywane skutki jej oddziaływania na powierzchnię będą dorównywać lub nawet przekraczać odporność domów, pod którymi górnicy zamierzają węgiel kopać. Poza tym koncesja na wydobycie węgla pod Karbiem i sąsiadującymi z nim Miechowicami dopuszcza mniejsze wpływy górnicze na powierzchnię niż te, które przewidziano w planie ruchu kopalni.
Obszar, który według projektu planu przedstawionego prezydentowi Bytomia, ma zostać objęty wpływami eksploatacji górniczej prowadzonej przez Ruch Bobrek kopalni Bobrek-Centrum w latach 2012-2014.
Zagrożonych budynków, jak wykazuje bytomski magistrat jest aż ponad czterysta. W Urzędzie wyciągają więc z tego logiczny wniosek, że najpewniej wcześniej czy później, ulegną one uszkodzeniu. Prezydent Piotr Koj nie zaakceptował więc planu, bo nie dowiedział się z niego czy miasto rzeczywiście jest zagrożone, czy Kompania zabezpieczy budynki i czy gotowa jest usunąć skutki ewentualnych szkód górniczych. Poza tym Kompania powołuje się na szereg dokumentów i ekspertyz, których prezydent nie zna, bo mu ich nie przedstawiono.
- Skoro nie mamy pewności, czy miasto nie ucierpi, nierozsądne byłoby godzenie się na plany wydobywcze kopalni - wyjaśnia rzeczniczka bytomskiego Urzędu Miasta, Katarzyna Krzemińska-Kruczek. - I naprawdę bardzo niepokoi nas liczba budynków, które mogą być zagrożone - dodaje.
- Wszystkie nasze dokumenty, które dotyczą tej sprawy, są także do dyspozycji prezydenta Bytomia - podkreśla rzecznik prasowy Kompanii Węglowej, Zbigniew Madej. - Rozmawiałem dziś z dyrektorem kopalni Bobrek-Centrum. Powiedział mi, że nikt z przedstawicieli miasta dotąd nie prosił go ich udostępnienie.
Kompania, pomna przykrych doświadczeń z Karbia, a także odpowiadając poniekąd na postulat wojewódzkiego inspektora nadzoru budowlanego, zrezygnowała z dokonania oceny odporności budynków na szkody górnicze metodą punktową i zleciła przeprowadzenie stosownych analiz zespołowi ekspertów. Te prace właśnie trwają. I to pewnie między innymi tych właśnie eksperckich raportów zabrakło prezydentowi Bytomia.
Być może winien zamieszaniu jest także pośpiech wymuszony poczynionymi wcześniej uzgodnieniami i regulacjami prawnym. Kopalnia musiała przygotować i przedstawić do akceptacji swój plan do końca września. Musiała to i przedstawiła.
- Najważniejsze jest dla mnie bezpieczeństwo mieszkańców - konsekwentnie powtarza prezydent Koj.
Jeszcze w październiku odbędzie się posiedzenie roboczego zespołu, który tworzą przedstawiciele miasta, Kompanii i Okręgowego Urzędu Górniczego. I to będzie pierwsza okazja, by wyjaśnić sobie wątpliwości i zbliżyć się do porozumienia.
Na konferencji prasowej prezydenta zjawiła się delegacja górniczej „Solidarności”. W odmowie akceptacji planów produkcyjnych kopalni związkowcy dostrzegają zagrożenie dla miejsc pracy 3,5 tys. górników.
wnp.pl (Zbigniew Konarski)
http://gornictwo.wnp.pl/dlaczego-bytom-powiedzial-8222-nie-8221-kompanii-weglowej,152948_1_0_0.html
Plan ruchu kopalni Bobrek-Centrum, która wydobywa węgiel pod miastem, przewiduje jego dalszą eksploatację pod gęsto zabudowanymi terenami miasta. Problem w tym, że zgodnie z tym, co wiedzą w Urzędzie Miejskim, przewidywane skutki jej oddziaływania na powierzchnię będą dorównywać lub nawet przekraczać odporność domów, pod którymi górnicy zamierzają węgiel kopać. Poza tym koncesja na wydobycie węgla pod Karbiem i sąsiadującymi z nim Miechowicami dopuszcza mniejsze wpływy górnicze na powierzchnię niż te, które przewidziano w planie ruchu kopalni.
Obszar, który według projektu planu przedstawionego prezydentowi Bytomia, ma zostać objęty wpływami eksploatacji górniczej prowadzonej przez Ruch Bobrek kopalni Bobrek-Centrum w latach 2012-2014.
Zagrożonych budynków, jak wykazuje bytomski magistrat jest aż ponad czterysta. W Urzędzie wyciągają więc z tego logiczny wniosek, że najpewniej wcześniej czy później, ulegną one uszkodzeniu. Prezydent Piotr Koj nie zaakceptował więc planu, bo nie dowiedział się z niego czy miasto rzeczywiście jest zagrożone, czy Kompania zabezpieczy budynki i czy gotowa jest usunąć skutki ewentualnych szkód górniczych. Poza tym Kompania powołuje się na szereg dokumentów i ekspertyz, których prezydent nie zna, bo mu ich nie przedstawiono.
- Skoro nie mamy pewności, czy miasto nie ucierpi, nierozsądne byłoby godzenie się na plany wydobywcze kopalni - wyjaśnia rzeczniczka bytomskiego Urzędu Miasta, Katarzyna Krzemińska-Kruczek. - I naprawdę bardzo niepokoi nas liczba budynków, które mogą być zagrożone - dodaje.
- Wszystkie nasze dokumenty, które dotyczą tej sprawy, są także do dyspozycji prezydenta Bytomia - podkreśla rzecznik prasowy Kompanii Węglowej, Zbigniew Madej. - Rozmawiałem dziś z dyrektorem kopalni Bobrek-Centrum. Powiedział mi, że nikt z przedstawicieli miasta dotąd nie prosił go ich udostępnienie.
Kompania, pomna przykrych doświadczeń z Karbia, a także odpowiadając poniekąd na postulat wojewódzkiego inspektora nadzoru budowlanego, zrezygnowała z dokonania oceny odporności budynków na szkody górnicze metodą punktową i zleciła przeprowadzenie stosownych analiz zespołowi ekspertów. Te prace właśnie trwają. I to pewnie między innymi tych właśnie eksperckich raportów zabrakło prezydentowi Bytomia.
Być może winien zamieszaniu jest także pośpiech wymuszony poczynionymi wcześniej uzgodnieniami i regulacjami prawnym. Kopalnia musiała przygotować i przedstawić do akceptacji swój plan do końca września. Musiała to i przedstawiła.
- Najważniejsze jest dla mnie bezpieczeństwo mieszkańców - konsekwentnie powtarza prezydent Koj.
Jeszcze w październiku odbędzie się posiedzenie roboczego zespołu, który tworzą przedstawiciele miasta, Kompanii i Okręgowego Urzędu Górniczego. I to będzie pierwsza okazja, by wyjaśnić sobie wątpliwości i zbliżyć się do porozumienia.
Na konferencji prasowej prezydenta zjawiła się delegacja górniczej „Solidarności”. W odmowie akceptacji planów produkcyjnych kopalni związkowcy dostrzegają zagrożenie dla miejsc pracy 3,5 tys. górników.
wnp.pl (Zbigniew Konarski)
http://gornictwo.wnp.pl/dlaczego-bytom-powiedzial-8222-nie-8221-kompanii-weglowej,152948_1_0_0.html



Dodaj komentarz