Amerykańscy deweloperzy budują już tyle domów, co w 2007 roku – wynika z danych amerykańskiego Biura Cenzusowego. Lecz do szczytu boomu z 2005 roku brakuje jeszcze bardzo dużo.
W listopadzie annualizowana liczba wydanych zezwoleń budowlanych w Stanach Zjednoczonych sięgnęła 1482 tysięcy – podało rządowe Biuro Cenzusowe. To aż o 11% więcej niż rok temu i najwięcej od maja 2007 roku.
Drugi najwyższy wynik w ciągu ostatnich 12 lat odnotowano w statystykach rozpoczętych budów. W całych USA rozpoczęto 1365 tys. (w ujęciu annualizowanym) nowych inwestycji mieszkaniowych. To o 13,6% więcej niż w listopadzie 2018 roku. To wynik tym bardziej godny uwagi, że ciężka zima na środkowym zachodzie obniżyła ogólnokrajowe statystyki. Za to na Południu aktywność budowlańców była największa od marca 2007 roku.
Jeśli chodzi o ceny, to te już od kilku lat są wyższe niż w szczycie kredytowej bańki w latach 2005-07. Ale pod względem wolumenu amerykańskiemu rynkowi pierwotnemu wciąż daleko do rekordów sprzed kilkunastu lat. Przykładowo, w styczniu 2006 roku rozpoczynano budowę 2,27 mln nowych domów (w ujęciu annualizowanym), a liczba wydanych zezwoleń sięgnęła 2,218 mln. W obu przypadkach były to najwyższe rezultaty od lat 70-tych XX wieku.

Po bańce wywołanej za sprawą zbyt luźnej polityki pieniężnej Rezerwy Federalnej i poluzowaniem standardów kredytowych przez banki komercyjne (słynne kredyty subprime) na amerykańskim rynku mieszkaniowym nastąpiła zapaść, jakiej nie widziano od czasów Wielkiego Kryzysu. W 2009 roku deweloperzy rozpoczynali ok. pół miliona budów w ujęciu annualizowanym – ledwie jedną czwartą tego co w szczycie boomu. Teraz w Ameryce buduje się 2,5-krotnie więcej niż dekadę temu, ale wciąż raptem połowę tego, co w rekordowym 2005 roku.
KK































































