Ostatnie dni na rynkach finansowych były dość nerwowe. Inwestorzy wyprzedawali akcje, surowce i waluty krajów rozwijających się w obawie przed niekontrolowanym wyjściem Grecji ze strefy euro, zapaścią hiszpańskiego sektora bankowego i coraz gorszą koniunkturą gospodarczą niemal na całym świecie.
Po weekendzie obawy te próbowali uśmierzyć politycy, obiecując podjęcie działań „wspierających wzrost gospodarczy” i ograniczenie niepopularnych oszczędności budżetowych. Choć taka polityka na dłuższą metę zapewnia eskalację kryzysu, to w krótkim terminie okazała się dobrym pretekstem do podkupienie przecenionych akcji i odreagowania na silnie wyprzedanych rynkach.
W dzisiejszym kalendarium zabraknie publikacji mających istotny wpływ na decyzje inwestorów. Takim raportem nie będzie ani kwietniowy odczyt inflacji CPI w Wielkiej Brytanii (prognoza: 3,1% rdr), ani regionalny wskaźnik koniunktury w amerykańskim Richmond (oczekuje się 12 pkt. wobec 14 pkt. w kwietniu). Jedyną medialną publikacją będą wyniki sprzedaży domów na rynku wtórnym w USA. Analitycy dość odważnie spodziewają się wzrostu obrotów z 4,48 mln do 4,6 mln.
Prawdziwe znaczenie będą miały dopiero majowe odczyty indeksów PMI z największych gospodarek. To one pozwolą odpowiedzieć na pytanie, czy Europa pogrąża się w jeszcze głębszej recesji i czy wzrost gospodarczy w Stanach Zjednoczonych nie okaże się iluzoryczną efemerydą.
Mimo poprawy nastrojów inwestycyjnych należy mieć na uwadze, że wszelkie problemy peryferyjnych krajów strefy euro pozostają tak samo aktualne jak przed weekendem. Inwestorzy powoli oswajają się z wizją opuszczenia eurolandu przez Grecję i koniecznością bail-outu hiszpańskich banków z pieniędzy europejskich podatników. Takie decyzje zostaną zapewne podjęte w najbliższych tygodniach lub miesiącach i mogą one wywołać nową, kilkumiesięczną falę wzrostów trwającą aż do następnego uderzenia kryzysu nadmiernego zadłużenia.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl




























































