Trwająca przez kilka lat na warszawskiej giełdzie hossa sprawiła, że uczestnicy funduszy lokujących aktywa na rynku akcji mogli cieszyć się zyskami. Fakt ten jednak sprawił, że patrząc na systematyczne wzrosty wartości jednostek uczestnictwa, klienci TFI przestali dostrzegać fakt, że jest to inwestycja obarczona dość dużym ryzykiem, szczególnie w przypadku funduszy najbardziej agresywnych. I dopiero spadki wartości giełdowych indeksów, które rozpoczęły się w ubiegłym roku i trwają do chwili obecnej, pokazały, jakie zagrożenia niesie ze sobą lokowanie oszczędności w funduszach.
Przez ostatnie kilka lat uczestnicy funduszy inwestycyjnych w Polsce liczyli zyski z inwestycji, teraz natomiast z coraz większą obawą spoglądają na fundusze lokujące na rynku akcji. Dla wielu spośród nich niemiłym zaskoczeniem było stwierdzenie, że fundusze to nie tylko zyski, i to całkiem duże, ale także możliwość wahań wartości jednostek uczestnictwa, którego skala uzależniona jest od sytuacji na giełdzie. Od pewnego czasu, widząc możliwości zysków, jakie stwarzały fundusze, ogromna rzesza klienta właśnie tam przenosiła swoje oszczędności, chyba nie do końca mając świadomość ryzyka, jakie się z tym wiąże.
Często odbywało się to wcale nie na skutek reklam czy sugestii ze strony doradcy lub pracownika banku, ale np. namowy kogoś z bliskich, sąsiadów, przyjaciół itp. Wiele osób nie zdawało sobie chyba sprawy, że zyski, jakie wielu inwestorów osiągnęło w ostatnich 3–4 latach wcale nie muszą się powtórzyć w przyszłości, zwłaszcza w przypadku funduszy, które żadnych dokładnie określonych stóp zwrotu po prostu zagwarantować nie mogą.
Apogeum wpłat osiągnęło szczyt latem ubiegłego roku, kiedy ceny jednostek uczestnictwa były najwyższe, od tego czasu wpłaty do funduszy systematycznie się zmniejszają, a klienci zdecydowanie częściej decydują się na wybór lokaty bankowej.
– Długotrwała hossa pozwoliła niemal wszystkim zapomnieć o tym, że fundusze są powiązane bezpośrednio z giełdą. Mniejsi inwestorzy, często prawie bezwiednie traktowali zakup jednostek, jako sposób na szybki i pewny zarobek. Fundusze zaczęły pełnić rolę „superlokaty”, a o ryzyku chciano jak najszybciej zapomnieć. Ale spadki na parkiecie zweryfikowały te oczekiwania. Myślę, że w Polsce przez dłuższy czas będziemy mieli do czynienia raczej z ostrożnym podejściem do funduszy – tempo przyrostu ich aktywów nie będzie już tak lawinowe.
Tym bardziej, że w efekcie bessy pojawiły się także alternatywne produkty inwestycyjne tzw. struktury, zdobywające coraz więcej zwolenników – uważa Wojciech Wężyk, rzecznik prasowy Goldenegg-Niezależni Doradcy Finansowi. Czytając różnorodne komentarze w prasie oraz wypowiedzi inwestorów w internecie, jakie od pewnego czasu się pojawiają, można odnieść wrażenie, że straty, które ponieśli w ostatnich miesiącach uczestnicy funduszy to wina przede wszystkim towarzystw i zarządzających.
Inwestorzy namówieni przez pracowników dystrybutorów wpłacali pieniądze do funduszy lub na skutek reklam decydowali się na inwestycję, która zamiast spodziewanych zysków przyniosła jak na razie same straty. Wynika z tego, że to inni odpowiedzialni są za błędne decyzje, co do wyboru instrumentów finansowych, w których lokowane są oszczędności, a sam uczestnik funduszu padł jedynie ofiarą agresywnej polityki sprzedażowej lub przekazu reklamowego. I w ogóle, według wielu „znawców” tematu, którzy wpisują swoje komentarze na różnych portalach finansowych, to najlepiej samemu zarządzać własnymi pieniędzmi, bo inni robią to kiepsko. Czy tak było w istocie?
Z pewnością reklamy funduszy, które szczególnie w ubiegłym roku pojawiały się niemal wszędzie sprawiły, że wielu klientów zdecydowało się właśnie im powierzyć oszczędności. Na dodatek, z uwagi na coraz szerszą dystrybucję funduszy, nie tylko w bankach, lecz także w innych sieciach sprzedaży, do zakupu zachęcało klientów wielu doradców.
Jednak zrzucanie winy tylko i wyłącznie na reklamę oraz sprzedawcę wydaje się nieporozumieniem. To nie doradca podejmuje decyzje, ale sam klient, i nawet w sytuacji, kiedy zachęca do skorzystania z oferty funduszy, nie należy decydować się na nią tylko dlatego, że inni przez ostatnia lata dzięki niej zarabiali.
Tym bardziej, że trudno uwierzyć, że nikt w momencie podejmowania decyzji, nie mówił o ryzyku wahań inwestycji w przypadku funduszy akcji czy o czasie oszczędzania, który w odniesieniu do funduszy powinno się raczej określać w latach, a nie miesiącach. Pierwszą zasadą przy wyborze jakiejkolwiek inwestycji jest zastanowienie się właśnie nad tym, co można zyskać, a co stracić. Czy szansa na zyski nie przesłania ryzyka, jakie wiąże się np. z inwestycjami giełdowymi?
I oczywiście kolejna kwestia, która wydaje się kluczowa. Jak zdywersyfikować oszczędności, aby ryzyko ograniczyć do minimum? Dopiero odpowiedzi na te pytania dadzą informacje, w co można inwestować, a czego raczej unikać, ale nad tym trzeba się zastanowić, zanim wpłaci się pieniądze do funduszu.
Grzegorz Piotrowski




























































