Spośród trzynastu zidentyfikowanych przez badaczy amerykańskich cykli giełdowych tylko w ośmiu przypadkach odpowiadały one zmianom cyklicznym gospodarki a nawet wyraźnie je poprzedzały. Jeśli dołączyć do tej analizy dodatkowe kryteria zgodności przebiegu, takie jak czas trwania hossy na giełdzie i długość trwania dobrej koniunktury w gospodarce oraz długość trwania bessy na rynkach giełdowych i okres dekoniunktury w gospodarce, to zgodność przebiegu giełdy i gospodarki pokrywa się zaledwie w 60%. W przypadku Polski, choć okres obserwacji jest wyjątkowo krótki, w dwóch przypadkach przyspieszonego wzrostu – giełda z dość dużym wyprzedzeniem zasygnalizowała zmianę koniunktury. W dwóch przypadkach, kiedy koniunktura pogarszała się – wskaźniki giełdowe zareagowały z opóźnieniem około jednego kwartału. W dwóch przypadkach nastroje na parkiecie zupełnie nie pokrywały się ze zmianami koniunktury gospodarczej.
W okresie hossy na giełdzie indeksy rosną przeciętnie o 60% zaś w okresie bessy ich spadki sięgają średnio 20%. Im wyższa kapitalizacja giełdy, tym amplitudy wahań są mniejsze. W przypadku warszawskiej giełdy wahania te były znacznie silniejsze niż przeciętna dla giełd światowych. Nawet jeśli pominąć początkowy okres funkcjonowania giełdy i jej boom z 1993r, to wzrosty giełdowe sięgały od 90% do 300%, to przy spadkach wartości indeksu w szczycie były wyższe o 50% do 250% od wartości po spadku.
Amplitudy wahań wskaźników giełdowych w tych przypadkach, gdy cykle koniunkturalne pokrywają się z cyklami giełdowymi, obniżają lub podnoszą krajowy PKB w stosunku 1:4. Dwudziestoprocentowy wzrost indeksów giełdowych podnosi wartość PKB o średnio 5% i w podobnych proporcjach przyczynia się do obniżenia wartości PKB w okresie recesji. Wahania Produktu Krajowego wywołane zmianami tendencji giełdowych w większym stopniu dotyczą inwestycji, zaś w minimalnym stopniu przekładają się na zmiany konsumpcji. Oczywiście mowa tu zmianach indeksów w średnim i długim horyzoncie czasu, nie zaś o wahaniach krótkookresowych. Te ostatnie są niezwykle częste w przypadku giełdy i trudne do przewidzenia, ale jednocześnie pozostają bez większego wpływu zarówno na zmiany Produktu Krajowego jak i na stan finansów firm i konsumentów.
Czy kilkudniowe raptowne spadki indeksów giełdowych oznaczają bessę na rynkach? Ekonomiści są zgodni: niedźwiedź rozpanoszył się na giełdzie jeśli spadki indeksów przekroczyły 15% od swej najwyższej wartości i sytuacja nie uległa poprawie przez okres co najmniej 3 miesięcy. O spokojnym i stabilnym wzroście można mówić wtedy, gdy indeksy giełdowe wzrastają w skali roku w stopniu niewiele przekraczającym tempo wzrostu PKB. Przyjmuje się, że 5% stopa zwrotu z inwestycji giełdowych w skali roku jest gwarancją dalszego wzrostu notowań w roku następnym. Wszelkie dodatkowe przyspieszenia na ogół nie mają pokrycia w tzw. fundamentach gospodarczych. Po czym rozpoznać krótkookresowe załamania notowań giełdowych, które mają na ogół charakter paniki a nie znajdują pokrycia w procesach związanych z rozwojem gospodarki?
Analizy historycznych danych z różnych giełd świata przynoszą następującą obserwację: w okresach zapowiadających trwałą zmianę dotychczasowego trendu, częstotliwość drgań o amplitudach nieznacznie wyższych niż w okresach względnego spokoju, ulega zwiększeniu. Zjawisko to dotyczy wielu serii statystycznych. W szczególności pomocne jest przy obserwacji potencjalnych zmian cen i stosowane jest do krótkookresowych prognoz inflacji. Wskaźniki giełdowe wyrażają przecież cenę, stąd podobny typ zachowania. Jednym słowem, jeśli indeksy ześlizgują się w dół jak po równi pochyłej, to najprawdopodobniej mamy do czynienia z krótkookresowym wahnięciem, które w ciągu najbliższych dni lub tygodni powinno być zniwelowane. Jeśli natomiast indeksy giełdowe ulegają częstym wahaniom o podwyższonych amplitudach i sytuacja ta utrzymuje się przez kilka tygodni, to najprawdopodobniej mamy do czynienia z oznakami zmiany dotychczasowego trendu.
Notowania giełdowe są mieszaniną faktów i uczuć. Fakty odzwierciedlają stan gospodarki i notowanych na giełdzie korporacji, uczucia są wyrazem nadziei i obaw inwestorów. Nigdy nie wiadomo w jakich proporcjach te dwa tak różne czynniki są ze sobą zmieszane i które przeważą przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych. Niektóre udaje się jednak zidentyfikować. Wczesne sygnały o nasilających się oczekiwaniach inflacyjnych podbijają indeksy w górę. Inwestorzy uważają bowiem, że nieznaczny wzrost inflacji nie zaszkodzi gospodarce zaś potencjalny wzrost cen skłonni są bardziej zaliczać na poczet przyszłych zysków notowanych spółek niż w poczet ponoszonych przez nich kosztów. Ponadto, inwestorom dość dobrze znany jest efekt nasilonej konsumpcji we wstępnej fazie wzrostu cen.
Syndrom konsumentów polegający na tym aby „zdążyć z zakupami przed inflacją”, polegający na wzmożonych zakupach konsumpcyjnych w sytuacji, gdy w gospodarce narasta przekonanie o rychłym wzroście cen, napędza, choć na krótką metę, dodatkowe zyski przedsiębiorstw i podwyższa giełdowe notowania. Jednak im szybciej rośnie inflacja, tym bardziej przyczynia się ona do spadku indeksów giełdowych. Związane to jest przede wszystkim ze wzrostem stóp procentowych, Stąd, przydatna staje się obserwacja krótkookresowych realnych stóp procentowych. Ich wzrost oznacza na ogół pogorszenie nastrojów giełdowych albowiem jest wyrazem wyższej ceny pieniądza, ograniczeń w płynności rynków finansowych i w konsekwencji mniejszych możliwości inwestowania na giełdzie.
Z badań zachowań inwestorów indywidualnych wynika również, że w okresach większych załamań indeksów giełdowych bardziej skłonni są oni do likwidowania swych inwestycji niż do rewizji dotychczasowego portfela. Takie zachowania dodatkowo pogłębiają spadki indeksów.
Ostatnie lata dla inwestorów giełdowych były niezwykle korzystne, lecz o nadchodzącej korekcie mówiło się coraz częściej. Ostatnie spadki na warszawskim parkiecie przede wszystkim odzwierciedlają światowe nastroje. Jednak, nie oznacza to że nie ma zagrożeń. W ciągu ostatnich trzech miesięcy krótkookresowe stopy rynkowe znacznie wzrosły. Jeszcze w czerwcu stawki trzymiesięcznego WIBOR wynosiły 4.50, w sierpniu wzrosły do poziomu 4.95. Koszty funkcjonowania przedsiębiorstw zwiększają się, podczas gdy tempo napływu nowych zamówień od kilku miesięcy spada. Krajowym eksporterom coraz trudniej konkurować na światowych rynkach, nie sprzyja im coraz mocniejsza złotówka. Dynamika produkcji wyraźnie wyhamowała, to samo dotyczy eksportu. Wszystko to oznacza gorsze wyniki finansowe przedsiębiorstw, również tych notowanych na giełdzie. Tak więc poza czynnikami psychologicznymi i światowym pesymizmem na światowych parkietach, czynniki pochodzące z naszej gospodarki przyczyniają się do wyhamowania nadoptymizmu, który w ostatnim czasie ogarniał warszawki parkiet. W przypadku krótkotrwałych, choć nieraz dotkliwych korekt, które nie rozprzestrzeniają się na całą gospodarkę, ani nie mają w niej swych korzeni, optymizm na giełdę powraca wzbogacony o dodatkowe siły, co jest efektem „wyczyszczenia” portfeli inwestycyjnych oraz rewizji dotychczasowego ryzyka inwestycyjnego i oby tak było tym razem.
Maria Drozdowicz
BIEC






























































