W grudniu 2005 roku Europejski Bank Centralny rozpoczął trwającą do ubiegłego czerwca serię podwyżek stóp procentowych, w wyniku której koszty kredytu wzrosły o 1,5 pkt. proc., do poziomu 4,00%. Ze względu na rozpoczęty w sierpniu kryzys na rynkach kredytowych EBC wstrzymał się z dalszymi podwyżkami, a w tym samym czasie pozostająca jak dotąd pod kontrolą inflacja wymknęła się z zasięgu celu inflacyjnego. CPI dla strefy euro wzrósł z poziomu 1,7% w sierpniu do 3,2% w styczniu, w czym sporą zasługę miały drożejąca ropa i żywność.
W normalnych warunkach nikt nie zastanawiałby się nad dalszymi działaniami banku centralnego i każdy finansista w ciemno obstawiałby dalsze podwyżki kosztu kredytu. Zwłaszcza że coraz więcej ekonomistów jest zdania, że obecne wzrosty cen żywności, paliw i energii mogą być zjawiskiem trwałym wynikającym z rosnącego popytu w krajach rozwijających się, a zwłaszcza w bardzo ludnych Chinach oraz Indiach.
Tymczasem pomimo bardzo „jastrzębiej” retoryki Jean-Claude Tricheta, inwestorzy zdają się być święcie przekonani o nadchodzących..... obniżkach stóp procentowych. Zwolennicy tej tezy niebezpodstawnie argumentują, że oczekiwane spowolnienie gospodarcze w Eurolandzie i USA zmniejszy presję inflacyjną, a kurs ropy przecież też nie może rosnąć w nieskończoność. Ponadto na świecie panuje teraz tendencja do obniżania ceny pieniądza, co ma pomóc globalnej gospodarce uniknąć recesji. Poza Stanami Zjednoczonymi, gdzie od września Fed obniżył koszty kredytu aż o 225 pkt. bazowych, swoje stawki referencyjne obniżyły banki centralne Kanady i Wielkiej Brytanii. Jeżeli EBC nie przyłączy się do tej koalicji, to wówczas można się spodziewać aprecjacji euro, co powinno powstrzymać wzrost cen i z pewnością wywoła kolejną falę protestów unijnych eksporterów.
Część obserwatorów odnosi jednak wrażenie, że analitycy i zarządzający funduszami razem z politykami starają się wywrzeć pewnego rodzaju presję na EBC, aby ten przymknął oko na inflację i zechciał złagodzić swoją politykę monetarną pomagając eksporterom, bankom oraz giełdowym inwestorom. Jednakże takie działanie stałoby w sprzeczności z podstawowym celem Europejskiego Banku Centralnego, jakim jest dbanie o stabilność cen w strefie euro. A cel ten jak na razie pozostaje niezrealizowany, ponieważ inflacja CPI znacznie przekracza „dopuszczalny” przez EBC limit 2%.
Dlatego też ważniejsza od czwartkowej decyzji, którą poznamy o godzinie 13:45, będzie późniejsza konferencja Jean-Claude Tricheta, który być może zasygnalizuje dalsze ruchy w europejskiej polityce monetarnej.
K.K.



























































