Z rynków finansowych i globalnej gospodarki dochodzą negatywne informacje. Stanom Zjednoczonym coraz poważniej zagraża wtórna recesja, na którą Amerykanie mają tylko jeden patent: dalszy dodruk pieniądza. W Europie drzemie kryzys fiskalny - inwestorzy nie odzyskali zaufania do krajów PIIGS. Japońskich eksporterów wykańcza najmocniejszy od 15 lat jen, a dynamika PKB spadła w drugim kwartale w okolice zera.
Rynki akcji reagują spadkami, które w przypadku realizacji recesyjnego scenariusza zapewne zamienią się w bessę. Obligacje skarbowe Niemiec i USA nie gwarantują nawet ochrony przed przyszłą inflacją, podobnie jak niemal zerowe oprocentowanie lokat bankowych. W takiej konfiguracji złoto praktycznie nie ma konkurentów, a popyt inwestycyjne przez ostatnie kwartały bił wieloletnie rekordy.
Stan posiadania funduszy typu ETF już niemal wyrównał rekord z czerwca i pod koniec sierpnia wyniósł 2.072 ton. To mniej więcej dwukrotność rezerw kruszcu Szwajcarii. Złoto kupują nie tylko detaliści, ale także zarządzający funduszami, którzy za jednym zamachem zgarniają dziesiątki ton. W zeszłym kwartale do Johna Paulsona dołączył Eric Mundich, który za pośrednictwem funduszu SPDR Gold Trust kupił ok. 20 ton złota.
Odwrotny manewr wykonał legendarny inwestor George Soros, który za pomocą tego samego ETF-u spieniężył ok. 6% posiadanego metalu. Niemniej jednak Soros Fund Mangement pośrednio wciąż posiada ok. 16 ton złota. Soros kupował żółty metal i równocześnie rozgłaszał tezy o rodzącej się na tym rynku „bańce spekulacyjnej”. Teraz ten znany inwestor twierdzi, że rozsądnie jest inwestować w początkowym stadium bańki.
Tymczasem końcówka sierpnia przyniosła klasycznie wakacyjny marazm na rynku złota. Zmienność od kilku dni jest minimalna. We wtorek o godzinie 14:20 za uncję kruszcu płacono 1.235 dolarów, czyli o 0,1% mniej niż dzień wcześniej.
K.K.






























































