Za sytuacje tą odpowiada również niewielka liczba nowych mieszkań przeznaczonych na wynajem lub na sprzedaż, w ubiegłym roku było to zaledwie 34 tys. W tym roku będzie nie wiele wyższa. Zgodnie z danymi GUS-u liczba mieszkań oddanych do użytku przez deweloperów w ciągu pięciu miesięcy tego roku była zaledwie o 2,8% większa niż przed rokiem.
Ograniczenie ilości budowanych mieszkań powoduje brak gruntów z przygotowanymi planami zagospodarowania przestrzennego, na których można budować domy. Dodatkowo niewiele działek posiada warunki zabudowy terenu (WZT), których wydanie trwa bardzo długo. Powoduje to wydłużenie czasu rozpoczęcia inwestycji, jak również podnosi jej koszty.
Rozwiązaniem tego problemu mogłaby być nowelizacja ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym, która umożliwiłaby natychmiastowe zwielokrotnienie podaży gruntów pod inwestycje.
Kolejną przeszkodą przy budowie mieszkań jest biurokracja. Procedury związane z odbiorem budynków powodują opóźnienia, które mogą sięgać 2 – 3 miesięcy.
Z jednej strony brak zmian w prawie utrudnia działanie inwestorów, z drugiej strony wprowadzane zmiany zwiększają popyt na mieszkania. Konsumenci boją się podwyżki VATu z 7% na 22% na artykułu budowlane. Za zwiększenie popytu odpowiedzialne były również nowe regulacje dotyczące kredytów walutowych, które weszły w życie w lipcu. Osoby chcące kupić mieszkanie obawiały się, że trudniej im będzie uzyskać tańszy kredyt we frankach szwajcarskich. Zmiana ta jednak nie zahamuje gwałtownie popytu na mieszkania, ponieważ wymagania banków w przypadku zaciągania pożyczek w polskiej walucie nie są wygórowane – wystarczają przeciętne zarobki.
Szybki wzrost cen w Polsce spowodowany jest również większym zainteresowaniem inwestorów zagranicznych kupnem mieszkań w celach spekulacyjnych.
M.J.
Źródło: "Gazeta Prawna"
Janusz K. Kowalski "Ceny jak w Lizbonie"



























































