Nastawienie inwestorów do branży finansowej jest wyjątkowo negatywne. Dzisiaj wystarczyła informacja, że Lloyds Banking Group nie dogadała się z brytyjskim rządem w sprawie ubezpieczenia swoich aktywów, by kurs spółki zanurkował o 20%. W powstałej z połączenia HBOS oraz Lloyds TSB grupie finansowej większościowym udziałowcem jest rząd Jej Królewskiej Mości.
Jeszcze większe kłopoty mają banki po zachodniej stronie Atlantyku. Dzisiaj rząd Stanów Zjednoczonych objął 36% udziałów w Citigroup, ratując tą instytucję przed upadłością. Od początku roku w USA zbankrutowało już 14 banków. W ubiegłym roku amerykański nadzór zamknął 25 banków, w tym największą instytucję depozytowo-kredytową w kraju – bank Washington Mutual.
Europejscy inwestorzy martwią się też sytuacją w regionie Europy Środkowej. Dzisiaj premier Węgier zaapelował o pomoc do Unii Europejskiej. Ferenc Gyurcsany domaga się 180 mld euro unijnego wsparcia dla 12 krajów regionu (10 nowych członków UE oraz Chorwacji i Ukrainy). Pieniądze miałyby pójść na krótkoterminowe finansowanie rządów, restrukturyzację długów sektora prywatnego oraz rekapitalizację banków.
Z pomocą Europie Środkowej ruszyły już międzynarodowe instytucje finansowe. Bank Światowy, Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju oraz Europejski Bank Inwestycyjny zainwestują w regionie 24,5 mld euro.
To jednak nie wystarczyło by zatrzymać przecenę na głównych rynkach Starego Kontynentu. Choć warto odnotować, że skala spadków na giełdach w Budapeszcie, Pradze i Warszawie była zdecydowanie mniejsza niż na zachodzie Europy.
W Londynie indeks FTSE100 spadł o 2,2% i znalazł się na najniższym poziomie od prawie sześciu lat. Niemiecki DAX po stracie 2,5% jest najniżej od jesieni 2004 roku. Paryski CAC40 obniżył się o 1,5%, kończąc dzień na poziomie z 2003 roku.
K.K.




























































