Oczywiście ta wiara nie wygrywa w dłuższej perspektywie, ponieważ inwestorzy są prawie pewni, że USA wkroczyło w recesję, która może być długa i bolesna. Oznacza to, że o miękkim lądowaniu za Oceanem nie ma mowy. Uczestnicy gry boją się przysłowiowych trupów w szafie oraz spekulują, które banki są u skraju bankructwa podobnie jak Bear Stearns.
Działania FED-u są postrzegane jako żałosne kroki w celu zapobieżenia tego, co jest nieuchronne. Ochrona słabych banków może wywołać efekt moral hazard . Banki centralne nie chcą pozwolić na bankructwo stratnych instytucji, tylko je utrzymują, by w ten sposób ustabilizować sytuację na rynkach finansowych. Gdyby nieefektywne instytucje upadły, sytuacja w gospodarce USA szybciej zostałaby uzdrowiona poprzez terapię szokową. Oczywiście to tylko domniemania.
Tymczasem fakty są bolesne. Dane makroekonomiczne z USA są bardzo kiepskie. Wskaźnik aktywności w okręgu New York spadł do poziomu -22,2 pkt przy prognozach -5 pkt. Natomiast produkcja przemysłowa spadła o 0,5 przy prognozach na poziomie -0,1%. Jedyną lepszą wiadomością było to, że wzrósł więcej od oczekiwań napływ kapitału do USA i wyniósł 62 mld $.
Z kraju natomiast mieliśmy bardzo pocieszające dane o wzroście wynagrodzeń w lutym o 12,8% i zatrudnienia o 5,9%. Te doniesienia nie miały wpływu na rynki akcji, natomiast lekko umocniły złotego, który dziś trzymał się nieźle mimo dużych zawirowań na rynkach światowych (rekordy słabości dolara wobec euro i jena).
Natomiast sesja w Warszawie zakończyła się sporym spadkiem WIG 20 o 3,55%. Poziom wsparcia 2750 pkt nie wytrzymał ataku podaży, został pokonany, a indeks nie miał sił by nadrabiać dużych strat z rana. Fakt, ze jesteśmy teraz na poziomie 2741 pkt, czyli nie daleko oporu 2750 pkt i przy wystąpieniu pozytywnych impulsów można ten poziom pokonać w następnych dniach (np. obniżka stóp procentowych przez FED w wysokości 100 bądź 150 pkt bazowych). Dzisiaj najgorszy scenariusz się nie zrealizował w postaci spadku i pokonania dołka ze stycznia br. na poziomie 2669 pkt. Jednakże jeżeli wyprzedaż utrzyma się przez kilka dni, tegoroczny rekord słabości zostanie pokonany, a drzwi staną otworem dla zniżek ku wsparciu 2500 pkt.
W odróżnieniu do WIG20 inne średnie radziły sobie lepiej. WIG40 spadł tylko o 1,43%, WIG80 o 2,03%, a WIG o 2,82%. Pocieszające były niskie obroty, które na koniec dnia sięgnęły tylko 1,1 mld zł. Statystyka sesji okazała się przygniatająca, bo 283 spółki staniały, a tylko 37 zdrożały, m.in., akcje 06MAGNA, CEDC, BBIZENNFI, INDYKPOL i PROKOM. W porównaniu z mocno taniejącymi papierami na rynku, były to niewielkie wzrosty.
Jutro dane z rynku nieruchomości w USA i ważna decyzja FED-u w sprawie stóp procentowych. Wyobraźnia inwestorów będzie zaprzątnięta obawami o stan gospodarki USA, aczkolwiek po tak dużej przecenie występuje minimalna szansa na korektę spadków i wzrosty.




























































