Poranek stał pod znakiem optymizmu wywołanego zakończeniem handlu na Wall Street. Amerykańskie giełdy urosły po niemal 3%, zwiększając wiarę w kontynuację giełdowego odbicia. Indeksy jednak szybko osunęły się w neutralne rejony, gdzie leniwie spędzały czas aż do godziny 14:30.
Wówczas bardzo słabe dane z amerykańskiego budownictwa mieszkaniowego doprowadziły do wyraźniejszej przeceny akcji. Jednakże poziomy z wczorajszego zamknięcia działały niczym magnes. Zwłaszcza że pozytywnie zaskoczyła amerykańska produkcja przemysłowa, która w skali rocznej osiągnęła najwyższą dynamikę od 13 lat.
Ostatecznie zamknięcie wypadło właśnie w pobliżu kursów sprzed 24 godzin. Londyński FTSE100 oraz paryski CAC40 zyskały po 0,4%, zaś niemiecki DAX urósł o niespełna 0,3%. Za to pod kreską znalazły się ateński ASE oraz fiński HEX, który spadł aż o 2,3%. Fatalan postawa Helsinek była skutkiem 9-procentowe przeceny akcji Nokii, która obniżyła prognozę tegorocznej sprzedaży. W zupełnie innej lidze grał za to Bukareszt, gdzie indeks BET poszybował w górę o 5,2%.
Tymczasem niepokojące rzeczy działy na rynku długu. Dziś pod presją sprzedających ponownie zlazły się obligacje Hiszpanii i Portugalii. Rentowność hiszpańskich 10-latek wzrosła o 15 pb., osiągając poziom 4,93%, a premia za ryzyko (mierzona różnicą względem rentowności papierów niemieckich) osiągnęła najwyższą wartość w historii strefy euro (220 pb.). W ten sposób rynek wyraża swoją nieufność wobec europejskich polityków, którzy podejmują nieudolne próby zahamowania przyrostu długu publicznego.
Pomimo gwarancji udzielenia 110 mld euro pożyczek przez MFW i UE rentowność 30-letnich obligacji Grecji znów przekroczyła poziom 10%, charakterystyczny raczej dla państw afrykańskich niż członków strefy euro.
K.K.





























































