2009-11-05 09:36 Źródło: Krzysztof Kolany - Bankier.pl
Banki centralne na start – już czas na podwyżki stóp
Wraz z zakończeniem najcięższej (miejmy nadzieję) fazy recesji decydenci w bankach centralnych bardzo niemrawo rozpoczęli wyścig o utrzymanie wartości emitowanego przez siebie pieniądza. Wygląda na to, że te zawody i tak wygra inflacja.
Dziś Europejski Bank Centralny zapewne utrzyma główną stopę procentową na rekordowo niskim poziomie 1% obowiązującym od maja tego roku – takiej decyzji spodziewają się wszyscy z 56 ekonomistów ankietowanych przez agencję Bloomberga. W środę zgodnie z oczekiwaniami niemal zerową stawkę funduszy federalnych utrzymał amerykański Fed. Zarówno Fed jak i EBC najprawdopodobniej nie podwyższą ceny pieniądza wcześniej niż w drugiej połowie przyszłego roku.
Na razie uczestnicy rynku zastanawiają się kiedy i w jaki sposób EBC zamierza zakończyć nadzwyczajne programy wspierania systemy bankowego. Chociaż dla ekipy Tricheta będzie to zapewne mniejszy problem niż dla drużyny Bena Bernanke, ponieważ EBC zdecydował się jedynie na skup hipotecznych listów zastawnych za skromne 60 mld euro wobec 1,725 biliona dolarów, za jakie Rezerwa Federalna nabywa różnorakie aktywa finansowe. W Europie słabnie też popyt na 12-miesięczne, „promocyjne” pożyczki, jakie EBC udziela bankom komercyjnym. Ale obserwatorzy zakładają, że detale europejskiej strategii wyjścia poznamy dopiero w grudniu.
Tymczasem na świecie niektóre banki centralne zaczynają zaostrzać kurs, podnosząc stopy i widząc majaczące na horyzoncie widmo inflacji. Bank Rezerw Australii zdecydował się już na dwie podwyżki (obie po 25 pb.), podwyższając koszty kredytu do 3,5%. W ślady Australijczyków poszli Norwegowie, którzy podwyższyli stawkę o 25 pb., do 1,5%. Ale te działania nieprędko znajdą licznych naśladowców. Przynajmniej w Europie Zachodniej, gdzie zarówno Bank Anglii jak i Szwajcarski Bank Narodowy robią wszystko, co w ich mocy by zwiększyć inflację oraz osłabić rodzimą walutę. Taka sama polityka obowiązuje także w Kraju Kwitnącej Wiśni, gdzie Bank Japonii utrzymuje główną stopę procentową na poziomie 0,1%.
W ten sposób funt szterling, frank szwajcarski oraz japoński jen, które przez dekady były uważane za „twarde waluty”, mogą tracić na wartości względem euro. Równocześnie w realnej gospodarce po dodatnich odczytach PKB w USA, Francji i Niemczech technicznie możemy mówić o końcu recesji (lub raczej o zakończeniu jej pierwszej fazy). I choć wskaźniki CPI po obu stronach Atlantyku wciąż przyjmują wartości ujemne (czyli mamy deflację), to już najbliższe miesiące doprowadzą do skokowego wzrostu dynamiki cen. Wynika to choćby z efektu bazy w przypadku cen ropy, która od stycznia podwoiła swoje notowania. W ten sposób nawet powoli rosnącej gospodarce Eurolandu z powodu zalewu taniego pieniądza już wkrótce może grozić znacznie wyższa inflacja. Tymczasem wpływ podwyżek stóp procentowych będzie odczuwalny dopiero za dwa-trzy kwartały. Może się więc okazać, że przesuwanie terminu pierwszej podwyżki na lato 2010 będzie błędem.
Krzysztof Kolany
Dziś Europejski Bank Centralny zapewne utrzyma główną stopę procentową na rekordowo niskim poziomie 1% obowiązującym od maja tego roku – takiej decyzji spodziewają się wszyscy z 56 ekonomistów ankietowanych przez agencję Bloomberga. W środę zgodnie z oczekiwaniami niemal zerową stawkę funduszy federalnych utrzymał amerykański Fed. Zarówno Fed jak i EBC najprawdopodobniej nie podwyższą ceny pieniądza wcześniej niż w drugiej połowie przyszłego roku.
Na razie uczestnicy rynku zastanawiają się kiedy i w jaki sposób EBC zamierza zakończyć nadzwyczajne programy wspierania systemy bankowego. Chociaż dla ekipy Tricheta będzie to zapewne mniejszy problem niż dla drużyny Bena Bernanke, ponieważ EBC zdecydował się jedynie na skup hipotecznych listów zastawnych za skromne 60 mld euro wobec 1,725 biliona dolarów, za jakie Rezerwa Federalna nabywa różnorakie aktywa finansowe. W Europie słabnie też popyt na 12-miesięczne, „promocyjne” pożyczki, jakie EBC udziela bankom komercyjnym. Ale obserwatorzy zakładają, że detale europejskiej strategii wyjścia poznamy dopiero w grudniu.
Tymczasem na świecie niektóre banki centralne zaczynają zaostrzać kurs, podnosząc stopy i widząc majaczące na horyzoncie widmo inflacji. Bank Rezerw Australii zdecydował się już na dwie podwyżki (obie po 25 pb.), podwyższając koszty kredytu do 3,5%. W ślady Australijczyków poszli Norwegowie, którzy podwyższyli stawkę o 25 pb., do 1,5%. Ale te działania nieprędko znajdą licznych naśladowców. Przynajmniej w Europie Zachodniej, gdzie zarówno Bank Anglii jak i Szwajcarski Bank Narodowy robią wszystko, co w ich mocy by zwiększyć inflację oraz osłabić rodzimą walutę. Taka sama polityka obowiązuje także w Kraju Kwitnącej Wiśni, gdzie Bank Japonii utrzymuje główną stopę procentową na poziomie 0,1%.
W ten sposób funt szterling, frank szwajcarski oraz japoński jen, które przez dekady były uważane za „twarde waluty”, mogą tracić na wartości względem euro. Równocześnie w realnej gospodarce po dodatnich odczytach PKB w USA, Francji i Niemczech technicznie możemy mówić o końcu recesji (lub raczej o zakończeniu jej pierwszej fazy). I choć wskaźniki CPI po obu stronach Atlantyku wciąż przyjmują wartości ujemne (czyli mamy deflację), to już najbliższe miesiące doprowadzą do skokowego wzrostu dynamiki cen. Wynika to choćby z efektu bazy w przypadku cen ropy, która od stycznia podwoiła swoje notowania. W ten sposób nawet powoli rosnącej gospodarce Eurolandu z powodu zalewu taniego pieniądza już wkrótce może grozić znacznie wyższa inflacja. Tymczasem wpływ podwyżek stóp procentowych będzie odczuwalny dopiero za dwa-trzy kwartały. Może się więc okazać, że przesuwanie terminu pierwszej podwyżki na lato 2010 będzie błędem.
Krzysztof Kolany
- Banki centralne na start – już czas na podwyżki stóp Autor: ~jkfdshlkjfjh 2009-11-05 10:52
- Zgadza sie koniec pierwszej fazy. Zaczyna się druga ta poważniejsza.



Dodaj komentarz