Wczorajsza decyzja o pozostawieniu stóp procentowych w Wielkiej Brytanii na niezmienionym poziomie wzmogła w inwestorach przekonanie o długiej drodze, jaką trzeba jeszcze przebyć, aby nadeszło ożywienie gospodarcze. Swoje zrobiły tez spekulacje na temat możliwego rozszerzenia programu skupu obligacji przez Bank Anglii. To z pewnością nie oznacza końca problemów.
Nastroje graczy rynkowych w kontekście decyzji Banku Anglii tłumaczy Ulrich Leuchtmann z Commerzbanku. „Na rynku istnieje silne przekonanie, że Bank Anglii nie skupia się na rosnącej inflacji, lecz na realnej gospodarce. W normalnej sytuacji wyższa inflacja oznacza wyższe stopy procentowe, co powinno z kolei służyć walucie. Jednak jest to prawdą jedynie wtedy, kiedy bank centralny reaguje na wyższą inflację”.
Dzisiejsze publikacje danych makroekonomicznych z Wielkiej Brytanii wskazały między innymi spadek deficytu w bilansie handlu międzynarodowego. Wskaźnik ten zmalał w sierpniu w stopniu większym od oczekiwań, z 6,43 miliardów funtów do 6,24 miliardów funtów. Analitycy spodziewali się odczytu w wysokości 6,3 miliardów funtów. Inflacja producencka PPI wzrosła z kolei we wrześniu z 0,2% m/m i 0,8% r/r do 0,5% m/m i 1,4% r/r.
Lloyds Banking Group obniżyło swoje prognozy dla funta szterlinga. Na koniec roku za euro powinno się płacić 92 pensy, z kolei w czerwcu będzie to 88 pensów. W piątek po godzinie szesnastej za euro płacono 0,9253 funta, czyli o 1% więcej niż wczoraj o tej samej porze, kiedy to kurs tej pary wynosił 0,9253 funta. W analogicznym okresie sam funt z kolei potaniał o 1,2% w stosunku do dolara z 1,6118 dolara do 1,5929 dolara.
TW






























































