Na amerykańskim rynku długu mamy do czynienia z paniką kupna. Inwestorzy kupują długoterminowe papiery dłużne rządu USA, jakby jutro miała nadejść gospodarcza katastrofa. To mieszanka strachu przed recesją z rachubami na wznowienie QE przez Rezerwę Federalną.
Na wstępie zaznaczmy dwie kwestie. Po pierwsze, amerykański rynek długu cechuje się wyższą płynnością i wyższymi obrotami od rynku akcji. Po drugie, zwykle jest to rynek niezwykle stabilny, gdzie zmiany o kilka punktów bazowych (100 pb. = 1 pkt. proc.) uchodzą za gwałtowne. Te informacje uzupełnijmy faktem, że rentowność obligacji porusza się w przeciwnym kierunku niż jej cena. Czyli spadek rentowności oznacza wzrost ceny rynkowej obligacji.
W środę rentowność obligacji 30-letnich USA spadła do najniższego poziomu w historii. Amerykański rząd może pożyczać pieniądze na baaardzo długi termin po stałym koszcie ledwie 1,95% rocznie (a w trakcie dnia było to nawet 1,91%). Tak taniego długu nie było nawet tuż po zakończeniu II wojny światowej.
Dochodowość benchmarkowych obligacji 10-letnich zmalała do zaledwie 1,47% (w porywach nawet do 1,45%), zbliżając się do historycznego rekordu sprzed trzech lat (1,32%). Równocześnie spadek rentowności papierów 2-letnich zatrzymał się na 1,50%. Oznacza to pogłębienie się inwersji krzywej terminowej na najpopularniejszym interwale 10-2 lata.
Przeczytaj także
W ciągu ostatnich 50 lat każdą recesję w USA poprzedziło tego typu odwrócenie krzywej rentowności. Czyli sytuacja, gdy papiery krótkoterminowe płacą więcej niż długoterminowe. Inwersja między obligacjami 10-letnimi a 3-miesięczynymi bonami skarbowymi trwa już od trzech miesięcy.
Przeczytaj także
- Głębsza inwersja wysyła mocny sygnał, że nadchodzi znaczące spowolnienie (wzrostu gospodarczego – przyp. red.) – skomentował Brian Rehling z Wells Fargo Investment Institute cytowany przez agencję Reuters. – Recesja jest możliwa w ciągu następnych 12-18 miesięcy, ale nie jest przesądzona – dodał Rehling.
Zobacz także
Podczas recesji zyski firm maleją, rośnie też ryzyko bankructw. Dlatego inwestorzy przerzucają kapitał z rynku akcji na rynek długu, jeszcze zanim recesja się zmaterializuje. To pierwsze wytłumaczenie obecnej sytuacji. Drugie jest takie, że rynek wyprzedza decyzje Rezerwy Federalnej. Decyzje, o których sami decydenci w FOMC jeszcze nie wiedzą, że je podejmą.
Przeczytaj także
Przez poprzednie 30 lat Fed przyzwyczaił nas, że na każde spowolnienie wzrostu gospodarczego w USA reaguje poluzowaniem polityki monetarnej. Od czasów Alana Greenspana niewypowiedzianym wprost zadaniem Rezerwy Federalnej stało się zapobieganie recesji w gospodarce i bessie na Wall Street. Polityka Greenspana została doprowadzona do absurdu za kadencji Bena Bernanke, pod którego rządami Fed ordynował bezprecedensowe poluzowanie monetarne w odpowiedzi na każde większe perturbacje na rynkach finansowych.
Dlatego też rynek jest przekonany, że nawet łagodna recesja (lub silniejsze spowolnienie wzrostu) skłoni Fed do powzięcia nadzwyczajnych środków. Łącznie z powrotem do polityki zerowych (lub wręcz ujemnych!) stóp procentowych oraz do wznowienia „ilościowego poluzowania” (QE), w ramach którego bank centralny USA na masową skalę skupował obligacje rządowe płacąc za nie świeżo wykreowanymi pieniędzmi. A każdą poprzednią falę QE poprzedzał wzrost cen (czyli spadek rentowności) obligacji. Fed występował więc w roli „ostatniego frajera”, bez skrupułów kupujących bardzo drogie obligacje.
































































