Nieoficjalnie wiadomo już, co znajdzie się w ostatecznym porozumieniu pomiędzy greckimi politykami. Według medialnych doniesień Grecja zgodzi się na 20-procentową redukcję płacy minimalnej, obniżenie niektórych emerytur oraz redukcję zatrudnienia w administracji o 15 tys. etatów. Oszczędności mają w tym roku wynieść 3 mld euro. To otwierałoby drogę do przyznania Grecji 130 mld euro drugiego pakietu pożyczkowego i redukcji długu po stronie prywatnych wierzycieli. Pojawiły się nawet pogłoski, że na zamianę greckich obligacji zgodzi się także Europejski Bank Centralny, trzymający ok. 40 mld euro greckich długów.
Jednakże wiadomości z Aten tak naprawdę nie powinny mieć większego znaczenia dla rynków akcji. Inwestorzy są dobrze poinformowani i od przynajmniej roku mają świadomość, że Grecja jest faktycznym bankrutem a niemieckie i francuskie banki nie mają co liczyć na odzyskanie więcej niż 30 centów z każdego euro pożyczonego Helladzie. Sposób przeprowadzenia restrukturyzacji greckiego długu jest właściwie sprawą drugorzędną.
Przy braku istotnych danych makroekonomicznych Amerykanie nadal roztrząsali opublikowane w piątek zaskakująco dobre dane z rynku pracy. Co ciekawe, komentatorzy zauważyli, że spadek bezrobocia był w większym stopniu skutkiem erozji siły roboczej niż wzrostu zatrudnienia. O tym fakcie mówił już Ben Bernanke, co jest dobrą wiadomością, ponieważ zwiększa szansę na trzecią rundę dodruku pieniądza (tzw. QE3).
Nie brakuje więc pretekstów do kupowania akcji, choć ich ceny nie należą już do niskich. Po środowej zwyżce indeks S&P500 osiągnął najwyższą wartość od siedmiu miesięcy, Dow Jones jest najwyżej od maja 2008 roku, a Nasdaq śrubuje rekordy niewidziane od przeszło 11 lat. Mimo sześciu tygodni dynamicznych wzrostów optymizm amerykańskich inwestorów pozostaje nad wyraz silny.
Paliwem dla wzrostu cen akcji pozostają wyniki kwartalne spółek. Choć w czwartym kwartale dynamika przyrostu zysków firm z indeksu S&P500 była najsłabsza od trzech lat, to przeszło dwie trzecie korporacji pokazało wyniki lepsze od rynkowego konsensusu. Jak dotąd kryzysowa stabilizacja w strefie euro, tylko lekkie spowolnienie wzrostu w Azji i przyzwoite wyniki gospodarki USA pozwoliły giełdowym indeksom na odrobienie większości jesiennych strat. Jednakże ten optymizm oparty jest na bardzo wątłych podstawach i niskich obrotach na nowojorskich giełdach.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl





























































