Wydarzeniem dnia niewątpliwie była z dawna oczekiwana zgoda strefy euro na przyznanie Grekom 130 mld euro pożyczki. Dzięki temu Ateny nie zbankrutują w marcu, a dług prywatny zostanie zamieniony na zobowiązania wobec MFW i europejskich podatników.
Europa zareagowała na te rozstrzygnięcia realizacją zysków: główne indeksy strefy euro zakończyły dzień pod kreską. Lecz Amerykanie nie zwykli dogłębnie rozpatrywać europejskich problemów. Dla nich sprawa jest zamknięta, a przy zerowych stopach procentowych w Rezerwie Federalnej rynek akcji pozostaje jedyną sensowną alternatywą.
Tym niemniej zastanawiający jest fakt, iż S&P500 nie był w stanie przewyższyć szczytu z kwietnia 2011 r. Nie pomogły nawet lepsze od prognoz wyniki spółek, które w minionym kwartale zwiększyły zyski o 9,4%, do rekordowych 96,58 USD przypadających na cały indeks. Oznacza to, że S&P500 jest obecnie wyceniany na 14,1-krotność ubiegłorocznych zysków. Czyli teoretycznie poniżej swej półwiecznej średniej.
Z rynku jakby znikły wszelkie obawy, a wśród komentatorów dominują optymiści. Z drugiej strony niemal wszystkie pozytywne informacje zostały już zdyskontowane, a po tak silnych wzrostach z początku roku przeważyć może chęć do realizacji zysków. Realne pozostają zaś problemy w postaci nadmiernego zadłużenia i recesji w Europie, bardzo wysokich cen ropy oraz spowolnienia wzrostu w Azji.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl






























































