Departament Skarbu wspólnie z Rezerwą Federalną, FDIC oraz prywatnymi inwestorami chce utworzyć podmiot nazwany Public Private Investment Fund, który skupiłby od banków toksyczne aktywa. Celem tego planu, podobnie jak poprzednich, jest ożywienie rynku kredytowego. Rząd Stanów Zjednoczonych chce, aby banki pożyczały pieniądze równie hojnie jak przed kryzysem..
Równocześnie Rezerwa Federalna poinformowała o rozszerzeniu skali programu TALF (polegającego na skupie obligacji zabezpieczonych wierzytelnościami kredytowymi) do kwoty jednego biliona dolarów (bilion to tysiąc miliardów). Gotówkę na to przedsięwzięcie wyłożą amerykańscy podatnicy – środki będą bowiem pochodzić z drugiej transzy programu TARP (tzw. Plan Paulsona).
- System finansowy działa przeciwko ożywieniu gospodarczemu, podczas gdy recesja wywiera coraz większą presję na banki. Dla każdego Amerykanina niezmiernie ważne jest zrozumienie, że bitwa o wzrost gospodarczy musi być stoczona na dwóch frontach: tworzenia nowych miejsc pracy oraz ożywienia rynków kredytowych – powiedział dziś Timothy Geithner, nominowany w styczniu na stanowisko sekretarza skarbu Stanów Zjednoczonych.
Kwota, jaką amerykańskie władze są gotowe wyłożyć na ratowanie sektora finansowego stanowi równowartość 10,5% PKB Stanów Zjednoczonych. Oznacza to też powiększenie bilansu Rezerwy Federalnej o 55%. Gdyby program ten zrealizowano w 100%, to pasywa Fed-u byłyby 3,5-krotnie wyższe niż pod koniec sierpnia ubiegłego roku.
Bezpośrednio po ogłoszeniu tego planu indeks Dow Jones spadł o 200 punktów, zaś o godzinie 17:45 S&P500 oraz DJIA traciły po przeszło 3%. Reakcja na rynku walutowym była dość niejednoznaczna: początkowo dolar osłab względem euro i zyskał wobec jena, by już po kilkunastu minutach zupełnie odwrócić te tendencje. Kurs złota nieznacznie wzrósł, osiągając poziom 914$ za uncję.
K.K.































































