Stopa bezrobocia w USA wyniosła w kwietniu 8,1% wobec 8,2% w marcu – podało Biuro Statystyki Pracy (BLS). To najniższy odczyt od stycznia 2009 r. Badanie przeprowadzone na próbie przeszło 50 tys. gospodarstw domowych pokazało spadek liczby bezrobotnych o 173 tys. Bez pracy pozostawało 12,5 mln Amerykanów, którzy aktywnie poszukiwali zatrudnienia.
Lecz te dane tylko maskują prawdziwy problem, jakim jest deficyt pracy w największej gospodarce świata. Bowiem równocześnie liczba pracujących zmniejszyła się o 169 tys. po spadku o 31 tys. w marcu. Ze statystyk siły roboczej wypadło aż 342 tys. Amerykanów, a liczba osób biernych zawodowo wzrosła o przeszło pół miliona i wynosi już 88,4 mln.
Źródło: BLS. Opracowanie: Bankier.pl
Nieco bardziej optymistyczna była druga część raportu BLS, gdzie dane o zatrudnieniu zbierane są od przedsiębiorstw i podlegają modyfikacjom statystycznym. Ta metoda uznawana jest za bardziej wiarygodną przez ekonomistów zatrudnionych w instytucjach finansowych i dlatego cieszy się większym zainteresowaniem rynków.
Według tego źródła w kwietniu liczba zatrudnionych w sektorach pozarolniczych zwiększyła się o 115 tys. To rezultat gorszy od większości prognoz analityków, którzy spodziewali się wzrostu zatrudnienia o 160-170 tys. Sektor prywatny utworzył 130 tys. nowych miejsc pracy, czyli raptem połowę tego co średnio w grudniu, styczniu i lutym. W odniesieniu do oczekiwań inwestorów dane srodze rozczarowały. Na osłodę BLS zaserwował rewizję w górę statystyk za luty i marzec, które łącznie dodały 53 tys. etatów.
Słabość rynku pracy w Stanach Zjednoczonych objawia się też krótkim tygodniem pracy – średni czas pracy to 34,5 godziny tygodniowo. Zamrożeniu uległy także wynagrodzenia: przeciętna stawka godzinowa pozostała na tym samym poziomie co w marcu i wyniosła 23,38 USD. To tylko o 1,8% więcej niż przed rokiem. Wzrost wynagrodzeń nie nadąża więc nawet za oficjalną miarą kosztów życia (CPI ). Oznacza to realny spadek zarobków Amerykanów, którzy za te same pensje mogą nabyć mniej towarów i usług.
Piątkowe dane to kolejny czynnik podważający tezy o dynamicznym wzroście gospodarczym w Stanach Zjednoczonych. To też kolejna publikacja makroekonomiczna znacząco słabsza od oczekiwań, co może prowadzić do kontynuacji giełdowej korekty, spadku cen surowców przemysłowych i niższych rentowności papierów skarbowych. Takie dane mogą nasilić oczekiwania na działania ze strony Rezerwy Federalnej w postaci trzeciej rundy ilościowego poluzowania monetarnego (tzw. QE3).
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl
































































