Chociaż sesja na europejskich giełdach zaczęła się wzrostami, to w miarę upływu czasu nastroje konsekwentnie ulegały pogorszeniu. Inwestorów niepokoi jeden zasadniczy czynnik, mianowicie europejski kryzys finansów publicznych. Niestety dotychczas unijni politycy nie znaleźli sposobu na rozwiązanie problemów, dlatego nie można oczekiwać odwrócenia niepomyślnych tendencji.
Wzrost rentowności może mieć związek z ostatnimi pogłoskami, że Europejski Bank Centralny ustalił limit zakupów obligacji na 20 mld euro. Dotychczas frankfurcka instytucja ani razu nie osiągnęła tego pułapu, dlatego rynek może próbować przetestować determinację EBC i spróbować pozbyć się części obligacji.
Echa niemieckiej porażki
Wszyscy mają w pamięci nieudaną aukcję niemieckich obligacji, jaka odbyła się w środę. Berlin zdołał pozyskać jedynie 3,6 mld euro przy założonym celu 6 mld euro, gdyż zaoferował inwestorom zbyt małe odsetki. To wydarzenie pokazało, że żaden kraj strefy euro, nawet Niemcy, nie może być nadmiernie pewny siebie.
Kontrowersje wzbudził fakt, że niesprzedaną część obligacji objął Bundesbank. Tym samym pojawił się rozdźwięk między sprzeciwem Berlina wobec zwiększenia zaangażowania Europejskiego Banku Centralnego w finansowanie długu publicznego a działaniami niemieckiego banku centralnego. Z tego powodu Niemcy zostały mocno skrytykowane przez prezesa banku Dexia.
Piątkowa aukcja włoskich bonów skarbowych skończyła się całkowitą porażką. Rentowność bonów wzrosła do 6,5 proc. wobec 3,5 proc. ostatnim razem. Przebieg oferty pokazał, że zastąpienie Silvio Berlusconiego przez Mario Montiego nie zdołało zwiększyć zaufania wobec Rzymu.
Z mglistego obrazu strefy euro wyłania się jeden scenariusz, który może uspokoić nastroje na rynkach. Jest nim wyposażenie Europejskiego Banku Centralnego w możliwość nieograniczonego skupu obligacji. Tym sposobem finanse krajów zostaną ustabilizowane w zamian za wysoką inflację.
Złoty czeka na interwencję
Euro kosztuje ponad 4,5248 złotego, czyli najwięcej od końca września. Za dolara należy zapłacić powyżej 3,4222 złotego, co jest najwyższym poziomem od połowy minionego roku. Frank szwajcarski zmierza w kierunku 3,70 złotego i kosztuje obecnie 3,6888 złotego.
Złoty jest walutą wrażliwą na nastroje na rynkach, dlatego w obecnej sytuacji mocno tanieje. Na niekorzyść polskiej waluty przemawia wysoka inflacja oraz niskie stopy procentowe. W dodatku istnieje realne zagrożenie problemami budżetowymi rządu, za czym przemawiają wiadomości na temat zmiany sposobu liczenia długu publicznego przez rządzących. Jednocześnie Polskę czeka wyhamowanie wzrostu gospodarczego. Dodatkowym balastem dla polskiej waluty było obniżenie ratingu Węgier do poziomu "śmieciowego".
W piątkowe popołudnie złotemu może pomóc jedynie interwencja Narodowego Banku Polski lub Banku Gospodarstwa Krajowego. Jednak działania polskich władz nie przyniosą odwrócenia trendu. Zatrzymanie przeceny złotego będzie możliwe jedynie, kiedy sytuacja krajów europejskich zostanie ustabilizowana. Jest to jednak odległa perspektywa.
W piątek po godz. 17:30 za jedno euro płacono 4,5341 zł a za dolara 3,4219 zł. Kurs euro/dolar wynosił 1,3251.
Piotr Lonczak
Bankier.pl
p.lonczak@bankier.pl




























































