Od czerwca 2007 roku, kiedy to EBC podwyższył koszty kredytu o 0,25 pkt. proc. główna stopa procentowa w Eurolandzie wynosi 4%. W tym czasie wskaźnik CPI wzrósł z 1,9% do 3,6% w marcu, by w kwietniu obniżyć się do 3,3% (dane wstępne). Tak wysoka inflacja z pewnością nie podoba się europejskim władzom monetarnym, których oficjalnym celem jest utrzymywanie wzrostu cen detalicznych w granicach „tuż poniżej” 2%.
Jednakże słabnąca koniunktura gospodarcza w strefie euro wywołuje naciski na Europejski Bank Centralny, aby ten poszedł w ślady Fed-u i zdecydował się na obniżenie stóp procentowych. Przed takim scenariuszem zdecydowanie oponował szef EBC Jean-Claude Trichet, który wielokrotnie w ostatnich miesiącach powtarzał, że priorytetem jego instytucji pozostaje sprowadzenie inflacji do celu.
„Oczekujemy na komentarz EBC i na rynku panuje obawa, że będzie on bardzo jastrzębi” – powiedział agencji Bloomberga Peter Mueller, strateg rynku papierów dłużnych w Commerzbanku. Również inni analitycy zrewidowali swoje prognozy na temat działań EBC – obecnie wielu oczekuje tylko jednego cięcia w tym roku – o 25 pkt. bazowych we wrześniu.
Tymczasem nie brakuje argumentów przemawiających za podwyżką stóp: rekordowo droga ropa oraz galopujące ceny żywności wraz z zatrzymaniem aprecjacji euro mogą wkrótce boleśnie uderzyć po kieszeniach europejskich konsumentów. Może to jeszcze nasilić i tak silne żądania płacowe, czyli mogą pojawić tzw. efekty drugiej rundy nakręcające spiralę inflacyjną. W takich warunkach inflacja może łatwo wymknąć się spod kontroli EBC i późniejsze jej ograniczenie będzie wymagało jeszcze bardziej restrykcyjnej polityki pieniężnej.
K.K.





























































