Zacięty wyścig o francuski tron. Dla rynku nie będzie zwycięzcy

główny analityk Bankier.pl

Na ostatniej prostej przed pierwszą turą wyborów prezydenckich we Francji czterech kandydatów idzie łeb w łeb i każdy z nich ma spore szanse na awans do drugiej rundy. Tyle że z punktu widzenia inwestorów kandydaci ci dzielą się na złych, bardzo złych i brzydkich.

Pierwsza tura wyborów prezydenckich we Francji odbędzie się w niedzielę 23 kwietnia. Kandydatów jest 12, ale według sondaży liczy się tylko czterech. Dwaj z nich, którzy uzyskają najwięcej głosów, zmierzą się 7 maja w drugiej turze. Tam zwycięzca może być już tylko jeden.

Od połowy marca sondaże mają dwóch faworytów: Marine Le Pen i Emmanuela Macrona, którzy ponoć mogą liczyć na 22-24% głosów. Ale sondażowe wyniki tej dwójki od kilku tygodni maleją. Mocno rosną za to notowania Jean-Luca Melenchona, wycenianego ostatnio na 18-20%. W okolice 20% powróciło sondażowe poparcie dla Francoisa Fillona. Zatem w drugiej turze niemal równie prawdopodobna jest dowolna kombinacja dwójki z wyżej wymienionych kandydatów.

Od komunisty po „bankiera Rothshildów”

Furorę robi ostatnio kampania Jean-Luca Mélenchona. 66-letni polityk obecny jest na scenie od ponad 40 lat, gdy dołączył do Partii Socjalistycznej, którą opuścił w roku 2008, uznając za zbyt mało lewicową. Pięć lat temu Mélenchon założył własną formację, która krytykuje socjalistyczne rządy prezydenta Hollanda za zbytnią prorynkowość.

(fot. Alain Jocard / FORUM)

Z praktycznego punktu widzenia Mélenchona można określić mianem komunisty: proponuje zwiększenie „praw pracowniczych”, rozbudowę programów socjalnych oraz zwiększenie redystrybucji dochodu w państwie, które już teraz pochłania 57% PKB (najwięcej wśród krajów OECD), w tym 31,5% PKB przeznacza na wydatki socjalne (też rekord w OECD).

Kandydat skrajnej lewicy zasłynął pomysłem obłożenia 100-procentową stawką podatku od dochodów osobistych zarobków przekraczających 360 tysięcy euro rocznie. Optuje także za złagodzeniem praw dotyczących imigracji i popiera legalizację marihuany, czym zaskarbił sobie sympatię wielu młodych wyborców. Opowiada się też za obniżką wieku emerytalnego do 60 lat i widzi Europejski Bank Centralny w roli bankomatu dla rządów krajów członkowskich.

Mélenchon jest krytyczny wobec Unii Europejskiej (chce renegocjować traktaty unijne), przeciwstawia się globalizacji, jest przeciwnikiem NATO, choć nie deklaruje woli opuszczenia UE. Uważa Rosję za „naturalnego” sojusznika Francji.

Z punktu widzenia inwestorów i francuskiej gospodarki to chyba najgorszy kandydat z całej czwórki.

Sondażowe poparcie dla kandydatów na stanowisko prezydenta Francji.
Sondażowe poparcie dla kandydatów na stanowisko prezydenta Francji. (Elabe)

Dyżurnym straszakiem mediów głównego nurtu jest jednak Marine Le Pen. Naczelnym postulatem 49-letniej liderki Frontu Narodowego jest wyjście Francji ze strefy euro i ogłoszenie referendum na temat opuszczenia Unii Europejskiej. Antyunijnemu nastawieniu Le Pen towarzyszy retoryka antyimgracyjna i protekcjonistyczna. Marine Le Pen chciałaby przywrócić kontrole graniczne, zrywając z obowiązującą w UE zasadą swobodnego przepływu ludzi, towarów i kapitału, stanowiącą fundament wspólnego europejskiego rynku.

(fot. Patrick Kovarik / Reuters)

Ekonomiczne postulaty Marine Le Pen sytuują ją na głębokiej lewicy i tak mocno przechylonej na lewo francuskiej sceny politycznej. Krytykowała zakaz finansowania deficytu państwa pożyczkami z Banku Francji i deklarowała sprzeciw wobec prywatyzacji państwowych przedsiębiorstw. Opowiada się także za zwiększeniem i tak już mocno rozdętych wydatków socjalnych (pochłaniających 31,5% PKB) i obniżeniem wieku emerytalnego. W tym ujęciu jest to – mówiąc brutalnie – program narodowo-socjalistyczny.

Z drugiej strony przewodnicząca FN zdradza dość frapujące inklinacje w kierunku standardu złota, który na dłuższą metę blokuje rozbudowę państwa opiekuńczego. Deklaruje także zamiar ograniczenia deficytu budżetowego do 1,3% PKB. Niebezzasadna jest także krytyka współczesnego systemu finansowego i podatkowego, które preferują wielkie korporacje kosztem drobnego biznesu.

Równocześnie proponowane przez Marin Le Pen rozwiązania mogą Francji tylko zaszkodzić, przy okazji doprowadzając do rozpadu strefy euro i faktycznej likwidacji wolnego handlu w ramach UE. Zatem z punktu widzenia inwestycyjnego kandydatura Marine Le Pen wiąże się z wysokim ryzykiem recesji w strefie euro i możliwości rozpadu europejskiego bloku walutowego.

W polityce zagranicznej pani Le Pen opowiada się przeciwko sankcjom nałożonym na Rosję i uchodzi za polityka zdecydowanie prorosyjskiego.

Jak twierdzi Peter Bodis, wiceprezes Pioneer Pekao TFI, Marine Le Pen nie ma szans na ostateczne zwycięstwo w wyścigu o francuski fotel prezydencki. Choć, jak mówi, po Brexicie i wyborach w USA obawy rynku są zrozumiałe.

Emmanuel Macron jest najmłodszy (w grudniu skończy 40 lat) w stawce, uchodzi za najmniej kontrowersyjnego z całej czwórki i wzbudza najmniejsze emocje. To wieloletni urzędnik, absolwent elitarnej uczelni administracyjnej École nationale d'administration i były minister gospodarki w rządzie socjalistycznego premiera Manuela Vallsa. Macron miał przeprowadzić reformy, które choć trochę poprawiłyby warunki prowadzenia biznesu we Francji. Reformy wyszły słabo, za to z rządu wyszedł sam Macron, zakładając „progresywny” ruch „En Marche!”

(fot. Toby Melville / Reuters)

Macron opisuje siebie jako „socjaliberała” i „centrystę” – czyli polityka niezbyt przywiązanego do poglądów i gotowego poprzeć każdą inicjatywę cieszącą się poparciem znacznej grupy wyborców. To socjalista wierzący w „trzecią drogę” usiłujący łączyć wolny rynek z państwowym rozdawnictwem. Co we Francji jest rzeczą bardzo rzadką, w roku 2015 zadeklarował się jako zwolennik wolnego rynku, uelastycznienia kodeksu pracy i redukcji deficytu budżetowego. To technokrata, przedstawiciel „socjalizmu z ludzką twarzą”, dającej nieco więcej swobody gospodarczej i niepodważający instytucji międzynarodowych w stylu UE, MFW oraz traktatów typu CETA czy TTIP intensywnie zwalczanych przez europejską lewicę (i nie tylko przez nią).

Ze względu na doświadczenie we francuskim Ministerstwie Finansów i kilkuletnią pracę w banku inwestycyjnym Rothschild & Cie Banque to pupilek tzw. rynków finansowych. Macron gwarantuje brak szaleństw w stylu Mélenchona lub Le Pen i nieco więcej zdrowego rozsądku niż inni przedstawiciele Partii Socjalistycznej (którą opuścił w roku 2009).

- Rynek obstawia, że zwycięzcą wyborów prezydenckich we Francji zostanie Emmanuel Macron. Dlatego każdy inny wariant będzie wiązał się ze zwiększoną niepewnością na rynku - komentuje Marek Rogalski z Domu Maklerskiego BOŚ. Kurs złotego może być podatny na wyższą zmienność.

Ostatnim z pierwszej czwórki jest François Fillon, zwany we Francji kandydatem „prawicy”. Fillon przetrzymał skandal związany z zarzutami o fikcyjne zatrudnianie za publiczne pieniądze swojej małżonki i dzieci na stanowiskach asystentów. Kandyduje mimo przedstawienia mu zarzutów przez prokuraturę. Fillon nie neguje nepotyzmu. Zaprzecza tylko oskarżeniom, jakoby były to etaty fikcyjne.

(fot. POOL / FORUM)

Reprezentujący partię Republikanie 63-letni polityk uchodzi za „konserwatystę” i zwolennika prorynkowych reform, zapowiadając obniżenie opodatkowania pracy i wydłużenie tygodnia pracy, podwyższenie wieku emerytalnego do 65 lat oraz redukcję 500 tysięcy etatów w sferze publicznej. Fillon był etatowym członkiem rządu w latach 1993-97 i 2002-12, z czego ostatnie pięć lat spędził na fotelu premiera pod rządami prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego.

(PKO BP)

Jako jeden z nielicznych francuskich polityków miał odwagę powiedzieć, że finanse kraju są w opłakanym stanie, deficyt budżetowy jest permanentny i zobowiązał się do jego zbilansowania. Obietnicy nie zrealizował – deficyt fiskalny w 2016 nadal przekraczał dopuszczalny limit 3% PKB. Teraz obiecuje obniżenie podatków dochodowych (których stawki są jednymi z najwyższych na świecie) kosztem podwyższenia podatków pośrednich (które też nie należą do niskich).

Fillon jest kandydatem mainstreamu i jeszcze w grudniu był niemal w ciemno typowany jako zwycięzca drugiej tury. To kandydat obiecujący stabilizację i być może drobne korekty w polityce gospodarczej czy kosmetyczną redukcją wydatków publicznych. Jednak po oskarżeniach o nepotyzm jego udział w drugiej turze stanął pod znakiem zapytania.

Pary i scenariusze

Jeśli wierzyć sondażom (co ostatnio zakrawa na skrajną naiwność), w drugiej turze „powinni” spotkać się Marine Le Pen i Emmanuel Macron. Najnowsze badanie przeprowadzone przez firmę Elabe daje w drugiej rundzie miażdżące zwycięstwo Macronowi (62% do 38%). Zatem takie rozstrzygnięcie pierwszej tury powinno być dobrze przyjęte na rynku i manifestować się spadkiem rentowności francuskich obligacji i umocnieniem euro wobec dolara.

Jeśli w drugiej turze spotkają się Fillon i Le Pen, to porażka liderki Frontu Narodowego nie będzie już taka pewna. Sondażowa i hipotetyczna przewaga byłego premiera wynosi 57% do 43%, a o wyniku rozstrzygną wyborcy Partii Socjalistycznej, którzy po prostu mogą nie zagłosować w drugiej turze.

Hipotetyczne sondaże przed drugą turą wyborów prezydenckich we Francji.
Hipotetyczne sondaże przed drugą turą wyborów prezydenckich we Francji. (Elabe)

Całkowicie bezpieczna dla mainstreamu i rynków finansowych jest konfrontacja Macrona z Fillonem, którą według sondaży gładko wygra ten pierwszy (65% do 35%). Zresztą rozstrzygnięcie będzie tu bez znaczenia, bo obaj kandydaci deklarują dość podobne poglądy na gospodarkę. Macron powinien też gładko rozprawić się w drugiej turze z Jean-Luca Mélenchonem (59% do 41%) – wtedy to zwolennicy prawicy będą musieli zatkać nosy i zagłosować na socjalistę.

Ale najciekawiej prezentują się dwa – obecnie uważane za najmniej prawdopodobne – scenariusze. W pierwszym do drugiej tury wchodzą Mélenchon oraz Fillon i zgodnie z sondażami wygrywa ten pierwszy (57% do 43%)! Wtedy Francja ma u władzy skrajnego lewicowca, aczkolwiek od niepamiętnych czasów uczestniczącego w lokalnej polityce.

Krew w żyłach establishmentu mrozi jednak dopiero ostatni scenariusz: gdy w drugiej turze znajdą się Mélenchon i Le Pen. Dla Francji byłby to wówczas wybór gorszy niż między dżumą a cholerą. Ewakuacja kapitału znad Sekwany byłaby wówczas więcej niż wskazana, a reakcje inwestorów mogą być trudne do przewidzenia. Na parze euro-dolar parytet 1 do 1 byłby zagrożony.

Patrząc na dynamikę sondaży, takie rozstrzygnięcie wcale nie jawi się jako skrajnie nieprawdopodobne. Akcje Mélenchona od miesiąca idą ostro w górę, a poparcie dla kandydatów spoza układu – takich jak Marine Le Pen - bywa regularnie niedoszacowywane. Wtedy mogłoby się okazać, że liderka Frontu Narodowego wcale nie jest najgorszą kandydatką do Pałacu Elizejskiego.

Prezydent nie ma władzy absolutnej

Na uspokojenie mogę dodać, że nawet wybór najgorszego z kandydatów nie gwarantuje katastrofy. Prezydent we Francji ma dużą władzę, ale niewiele może zmienić bez większości w parlamencie. Ze względu na specyfikę francuskiej ordynacji wyborczej szanse na uzyskanie sprzyjającego parlamentu ma jedynie François Fillon, ponieważ oficjalny kandydat Partii Socjalistycznej cieszy się poparciem zaledwie 8% wyborców.

Dlatego oprócz wyborów prezydenckich (23 kwietnia i druga tura 7 maja) bardzo ważne będą rozstrzygnięcia w rozpisanych na 11 i 18 czerwca wyborach do Zgromadzenia Narodowego. Francuska ordynacja zakłada dwie rundy głosowania w okręgach jednomandatowych. W drugiej turze wybiera się pomiędzy dwoma kandydatami, którzy uzyskali najwięcej głosów w pierwszej turze. Dodatkowo w „dogrywce” biorą udział wszyscy kandydaci, którzy w pierwszej turze uzyskali przynajmniej 12,5% głosów.

W praktyce taki system na ogół eliminuje kandydatów spoza dwóch głównych partii politycznych. W poprzednich wyborach Front Narodowy zdobył tylko dwa mandaty w Zgromadzeniu Narodowym, choć jego kandydaci w pierwszej turze uzyskali 13,6% głosów. Dla porównania Unia na rzecz Ruchu Ludowego (UMP – poprzedniczka Republikanów) uzyskała w pierwszej turze 27,1% głosów, ale ostatecznie zdobyła 194 mandatów. Jeszcze ciekawszy był przypadek francuskich Zielonych, którzy otrzymali tylko 5,5% głosów, ale wywalczyli 17 miejsc w parlamencie.

Zatem ewentualna prezydentura Mélenchona lub Le Pen prędzej będzie oznaczać paraliż władzy wykonawczej, niż realizację skrajnych postulatów tych kandydatów.

Krzysztof Kolany

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 0 ~Obiektywnie

Marine Le Pen będzie kolejnym prezydentem Francji, a sondaże są tak samo wiarygodne jak te dotyczące Trumpa, Brexitu czy też Andrzeja Dudy. W drugiej turze Le Pen pzejmie elektorat największych, którzy odpadną w pierwszej turze.

! Odpowiedz
1 3 ~icek

Na tle reszty banksterów i komuchów jedynie Marine Le Pen brzmi autentycznie. We Francji to skrajna prawica, a dla Francji to ostatnia deska ratunku. A cała szopka i tak jest zdalnie sterowana przez Rotszyldów.

! Odpowiedz
1 7 ~heeeeee

Za 5, a może 10 lat obaj kandydaci najprawdopodobniej będą wyznawcami islamu i też nie powinno mieć to dobrego wpływu na rynek

! Odpowiedz
0 2 ~Melenchon

-Przepraszam, panie sekretarzu stanu-rozpocząłem naszą utarczkę-czy to pan ustala wysokość podatków?
-Dlaczego pan pyta?
-Pytam, ponieważ maksymalna stopa podatkowa wynosi obecnie 102 ¾ procent.
-Bardzo możliwe. Nie sprawdzałem.
-Nie przeszkadza panu, że wysokość naszych podatków woła o pomstę do nieba?
-Nie jestem teologiem, mój panie, tylko ekonomistą.
-W takim razie proszę mi zdradzić, po co jeszcze w ogóle mamy pracować.
-Jestem zaszokowany pańskim cynicznym nastawieniem. Czyż uczciwy obywatel może żyć bez pracy?
-A z pracy może?
-Przecież chodzi tylko o tymczasową regulację. Kiedy podniesiemy podatek od wartości dodanej o 4 ¾ procent, podatki bezpośrednie dadzą się bez przeszkód obniżyć do 98 procent, i w ten sposób zejdziemy znowu poniżej 100 procent.
-O śmieszne dwa procent.
-Niechże pan sobie poszuka jakiegoś dodatkowego zajęcia. Wyprowadzanie piesków na spacer jest praktycznie wolne od podatku.
-Postaram się. Ale te 102 ¾ procent, jakie płacimy obecnie, to chyba naprawdę trochę za dużo
-Niewątpliwie. Również minister finansów jest w pełni świadom tego problemu. Długośmy się nad nim zastanawiali. Niektórzy współpracownicy wyrażali nawet obawę, że jeśli ludzie będą musieli dopłaca do każdej zarobionej marki 2 ¾ feniga, to może im to zmącić radość z pracy. Koniec końców nie widzieliśmy jednak żadnej alternatywy.
-Dlaczego?
-Zapowiedział swój przyjazd prezes Banku Światowego z Nowego Jorku.
-Rozumiem, chodziło o to, żeby zrobić na nim wrażenie naszą gotowością do ofiar.
-Dokładnie tak. Był zachwycony. Wobec tego obiecaliśmy mu, że będziemy brać w krzyżowy ogień pytań wszystkich tych podatników, którzy przekroczyli próg podatkowy w wysokości 100 procent. Ostatecznie powinniśmy przecież wiedzieć, skąd ci spryciarze maja pieniądze, żeby płacić więcej, niż zarabiają, nieprawdaż? Dzięki temu moglibyśmy bez wątpienia pociągnąć do odpowiedzialności paru podejrzanych osobników. Minister finansów rozmyślił się jednak w ostatniej chwili.
-Dlaczego?
-Z uwagi na moralność podatkową.
-Rzeczywiście, coś w tym jest. Jeśli do tej pory tylko dwie trzecie ludności uchylało się od płacenia podatków, to w takim wypadku robiliby to wszyscy.
-No cóż, jesteśmy krajem śródziemnomorskim.
-Nie da się zaprzeczyć.
-Proszę jednak nie zapominać, że to rząd ostatecznie pada ofiarą tej sytuacji. W połowie czerwca maksymalna stopa podatkowa była jeszcze całkiem do przyjęcia, łącznie 95 ¾ procent. Ale w październiku ceny rakiet poszły w górę, a Bank Panamsko-Izraelski sp. z o.o.
stracił na Wybrzeżu Kości Słoniowej parę miliardów. W takiej sytuacji nie dało się już uniknąć obłożenia wszystkich pensji zryczałtowanym 7-procentowym podatkiem na dwanaście lat. Niestety, sekretarz generalny związków zawodowych odrzucił stanowczo te regulację. Po długich pertraktacjach znaleziono jednak rozwiązanie kompromisowe: 14 procent od połowy pensji. Podniosło to automatycznie maksymalna stopę zamożnych darmozjadów do 102 ¾ procent. Nie było innego wyjścia.
-Czyżby 100 procent nie wystarczało? Żeby pobudzać prywatną inicjatywę, jeśli pan wie, co mam na myśli.
-Jak pan to sobie, na miłość boską, wyobraża? Co by na to powiedziały uboższe warstwy ludności? Z nas się ściąga, a z bogatych nie?
-Kto właściwie osiąga ten najwyższy próg podatkowy?
-Mogę pana uspokoić. Chodzi wyłącznie o ludzi z miesięcznym uposażeniem powyżej 315 $.
-A więc to są pańskim zdaniem ci bogacze?
-Wszystko jest względne. Wszak naszym celem jest urzeczywistnienie klasycznych zasad równości społecznej: praca według zdolności, płaca według przedstawionych dokumentów. Najwięcej zarabiający znajdują się już pod kontrolą. Skoro nie możemy przeszkodzić, żeby się bogacili, niech przynajmniej oszukują. To chyba lepsze niż nic, prawda?
-Ja nie oszukuję.
-To już pańska sprawa. Zgodnie z literą ustawy nie jest pan obecnie do tego zobowiązany, w każdym razie formalnie. I proszę zważyć, że sam podatek dochodowy wynosi zaledwie śmieszne 75 procent, reszta to dobrowolne obligacje państwowe-nawiasem mówiąc, fantastyczna inwestycja: w roku 2054 otrzyma pan od urzędu skarbowego wszystkie swoje pieniądze z powrotem.
-Wtedy wszyscy będziemy już dawno w grobie.
-Indywidualnych tragedii nigdy naturalnie nie można wykluczyć. Ministerstwo finansów i tak wychodzi obywatelom naprzeciw. Nie dalej jak wczoraj zwolniono ojców rodzin posiadających dzieci powyżej 55 roku życia z dodatkowego podatku kawalerskiego. Czy można więcej wymagać?
-Tak. Proszę obniżyć podatek dochodowy.
-Znów pan zaczyna?
-Zastanawiam się tylko, jak to możliwe, że obywatele tego kraju, którzy płacą tak wysokie podatki, dysponują prywatnie ogromnymi sumami.
-To istotnie jakaś tajemnicza sprawa. Niektórzy określają to również jako cud.
-Więc dlaczego ja, osioł, płacę wszystkie podatki?
-Nie mam pojęcia. Może nie jest pan w pełni władz umysłowych?
-Możliwe. Niedawno byłem u lekarza.
-I co powiedział?
-Opłata gotówką, bez pokwitowania.
-Jasne. Proszę złożyć na niego donos, a będzie pan mógł odliczyć sobie od podatku dziesięć procent.
-Bardzo dziękuję, ale wolałbym jednak zarabiać na życie uczciwą pracą.
-Proszę bardzo. To jest wolny kraj.
-Bogu dzięki. Mimo że tego lata czeka mnie osobiście finansowa katastrofa.
-Czemu to?
-Będę musiał pracować w godzinach nadliczbowych.
-To pański problem.
-Tysiączne dzięki.
-Nie ma za co. Od tego tutaj jestem.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
5 14 ~PISOUT

100% podatku powyżej 350 tys. euro? To już trzeba mieć całkowicie wyżarty mózg przez komunizm... Jak ktoś taki w ogóle może mieć jakiekolwiek poparcie? Oby tych dwóch psycholi nie wygrało (Melenchon i Le Pen), bo to jednak przyjemnie na wakacje pojechać do Francji nad morze lub w góry, a skrajni socjaliści doszczętnie zrujnują kraj. Wenezuela, Argentyna, Zimbabwe na ogromną skalę...

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
4 5 ~Muchamed

Zapraszam do Nicei na deptak

! Odpowiedz
0 0 (usunięty) odpowiada ~Muchamed

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
0 0 ~pa

Francję w tym momencie niszczy coś więcej niż tylko gospodarczy socjalizm. Po załamaniu socjalizmu da się jeszcze coś odbudować, po gehennie kultury i rozpętaniu wojny rasowej już nie będzie co zbierać

! Odpowiedz
0 0 (usunięty) odpowiada ~Muchamed

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
3 27 ~taki_jeden

Ja bym chciał, żeby wygrał komuch. Przyjemnie byłoby zobaczyć jak im upaństwawiają bistra i co robi komunizm z krajem wysokorozwiniętym. Bo kogo na świecie interesuje, co robił komunizm z Mongolią, czy inną Polską?

! Odpowiedz
EUR/USD 0,41% 1,1197
2017-06-23 21:59:00
USD/PLN -0,39% 3,7666
2017-06-23 21:59:00
EUR/PLN 0,01% 4,2180
2017-06-23 21:59:00
CHF/PLN -0,11% 3,8860
2017-06-23 21:59:00

Porównywarka kantorów internetowych

za

Znajdź profil

Księgarnia Bankier.pl

Giełda. Podstawy inwestowania. Wydanie kieszonkowe Giełda. Podstawy inwestowania. Wydanie kieszonkowe Cena: 19,90 zł  Zamów książkę
Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl