Zdaniem analityków amerykańskiej walucie sprzyja sentyment inwestorów, którzy wierzą w zbawczą moc „pakiety stymulującego” dla gospodarki proponowanego przez ekipę Baracka Obamy. Jeśli gospodarka USA jeszcze w tym roku powróciłaby na ścieżkę wzrostu gospodarczego, to Fed mógłby zostać pierwszym z głównych banków centralnych, który zacząłby podnosić stopy procentowe.
Tymczasem w Eurolandzie narastają oczekiwania na kolejne obniżki ceny pieniądza. Spekulacje te dodatkowo przybrały na sile po dzisiejszej publikacji Eurostatu. Według wstępnych szacunków w grudniu wskaźnik HICP dla strefy euro spadł z 2,1% do 1,6% r/r wobec oczekiwań na poziomie 1,8%. Inflacja w Eurolandzie znalazła więc na najniższym poziomie od prawie pięciu lat.
„Na początku nowego roku uczestnicy rynku coraz częściej myślą o obniżkach stóp procentowych w EBC. Różnice w oczekiwanych stopach procentowych przesuwają się na korzyść dolara” – powiedział agencji Bloomberga Tom Fitzpatrick, strateg walutowy w nowojorskim Citigroup Global Markets.
O godzinie 17:10 za euro płacono już 1,3398 dolara, a wiec o 1,7% mniej niż na zamknięciu poniedziałkowych kwotowań. Dolarowi nie zaszkodziły słabe dane z rynku nieruchomości oraz silny spadek zamówień w przemyśle. Rynek walutowy zlekceważył także niespodziewany wzrost indeksu ISM dla amerykańskiego sektora usług.
K.K.
































































