W środę indeks S&P500 przełamał wsparcie wyznaczone przez minima z października. Według analityków technicznych teraz czeka nas testowanie dołków z dna bessy internetowej. Nikt nie chce nawet spekulować, co będzie, jeśli rynek zejdzie jeszcze niżej. W efekcie główne azjatyckie giełdy straciły dzisiaj od 1,7% (Szanghaj), do prawie 7% (Tokio, Seul).
Widząc kolejną falę przeceny akcji wielu uczestników rynku znów zaczęło pozbywać się wszystkich ryzykownych aktywów i zamienia uzyskaną gotówkę na amerykańskie obligacje skarbowe (czyli dolary) lub spłaca pożyczki zaciągnięte w Japonii.
Zdaniem analityków dalszą aprecjację jena może zatrzymać tylko skuteczna interwencja walutowa Banku Japonii. Dzisiaj po rynku rozeszły się plotki, że bank centralny Korei sprzedawał dolary i kupował wony, chcąc wzmocnić własną walutę. Dealerzy twierdzą, że wkrótce do gry mogą wejść również inne azjatyckie banki centralne.
Tymczasem w czwartek o godzinie 9:40 dolara można było zamienić na 95,22 jenów, a więc o 0,5% mniej niż na zamknięciu wczorajszych kwotowań. W środę kurs USD/JPY spadł o 1,2%. Euro traci na wartości 0,4% i jest notowane na poziomie 119,15 jenów.
„Przed nami jest wyboista droga. Para dolar-jen zamknęła się poniżej istotnego krótkoterminowego wsparcia na poziomie 96 jenów. To otwiera nam drogę do testowania ostatnich minimów na poziomie wysokości 94,50 jenów” – powiedział agencji Bloomberga Brian Dolan, główny strateg w firmie FOREX.com. W październiku kurs USD/JPY osiągnął 13-letnie minimum na poziomie 90,93 jenów za dolara.
K.K.


























































