Warto zaznaczyć, że w skali tygodniowej indeksy w Stanach Zjednoczonych zanotowały ostatnio już czwarty spadek z rzędu. W trakcie weekendu na spotkaniu państw zrzeszonych w ramach Grupy G7, przedstawiciele państw członkowskich zapewniali, że Grecja na bieżąco realizuje plan cięć budżetowych, które mają doprowadzić do spadku deficytu w 2012 roku z obecnych 12,7% PKB o 3 punkty procentowe.
Ministrowie finansów członków G7 zgodnym głosem mówili, że będą starać się redukować zadłużenie sektora finansów publicznych w krajach europejskich. Inwestorzy jednak wraz z kolejną taką deklaracją są coraz bardziej pewni, że sprawy już dawno wymknęły się politykom spod kontroli. Rozważają też oni, co czeka gospodarki, które ostatecznie zdecydują się wycofać środki z planów stymulujących. Niewiele zmienią w tym zakresie deklaracje nawet takich postaci jak Jean-Claude Trichet, według których sytuacja Grecji jest pod kontrolą.
„Na rynku panuje awersja do ryzyka. Lepsze od oczekiwań dane makroekonomiczne i wyniki spółek w Stanach Zjednoczonych są odsuwane w cień przez niepewność co do rozwoju sytuacji w Europie. Inwestorzy powinni nadal być ostrożni. Nie zdziwię się, jeśli w tym tygodniu indeksy będą się staczać po równi pochyłej”, uważa Mihcael Holland z Holland & Co. Obecnie S&P 500 znajduje się 57% powyżej dwunastoletniego minimum z 9. marca 2009 roku.
Coraz częściej rozważana jest tez możliwość utracenia przez Stany Zjednoczone ratingu kredytowego Aaa. Agencja Moody’s ostrzega, że utrata przez rząd USA kontroli nad deficytem może skutkować baczną zrewidowaniu podstaw, na jakich opiera się obecnie rating. Jakby tego dla rynku kapitałowego było mało, bank UBS zalecił redukowanie swoich portfeli walorów spółek. Dzisiejsze skromne wzrosty stanowią zatem jedynie odreagowanie przed prawdopodobną dalszą korektą. Około godziny 17.50 Nasdaq Composite wzrósł o 0,1% do 2142,9 punktów, S&P 500 o 0,1% do 1066,8 punktów, a DJIA spadł o 0,1% do 10002,2 punktów.
TW




























































