Maklerzy coraz częściej zadają sobie pytanie, jak długo ceny akcji mogą spadać praktycznie bez zatrzymania. Luty był najgorszym miesiącem na Wall Street od roku 1933, a początek marca przyniósł tylko pogłębienie spadków. Indeks S&P 500 znalazł się na najniższym poziomie od października 1996 roku, a Dow Jones powtórzył wynik ostatnio widziany 12 lat temu. Tylko Nasdaq nie zszedł jeszcze do poziomu po krachu bańki dotcomów.
W czwartek nowojorskie indeksy osuwały się praktycznie przez całą sesję. Inwestorzy byli mocno zawiedzeni faktem, że chiński premier nie zapowiedział nowego pakietu fiskalnego. Dzień wcześniej to właśnie te spekulacje przyczyniły się do silnej zwyżki cen akcji. Ale dzisiaj indeks S&P 500 spadł o 4,25%, schodząc do poziomu 682,55 pkt. Dow Jones stracił 4,09%, kończąc dzień wynikiem 6.594,44 pkt. Nasdaq obniżył się o równe 4%, przełamując barierę 1.300 pkt. Za to złoto po ośmiu z rzędu dniach spadków zdrożało o 3,1%.
Dzisiaj po raz pierwszy w historii notowania Citigroup spadły poniżej jednego dolara – w indeksie DJIA przez chwilę zagościła pierwsza spółka groszowa (centowa?). Ten niegdyś największy bank na świecie wart jest ledwie sześć miliardów dolarów, choć jeszcze w 2006 roku wyceniano go na 277 mld. W ciągu ostatnich 12 miesięcy kurs Citigroup spadł o 95%. Pomimo wpompowania weń kilkudziesięciu miliardów rządowej gotówki oraz przeszło 300 mld $ federalnych gwarancji inwestorzy najwyraźniej stracili wiarę w spółkę. Bezskuteczna okazała się też dzisiejsza wypowiedź sekretarza skarbu Timothy Geithnera, który powiedział, że rząd USA nie dopuści do upadku jakiejkolwiek dużej instytucji finansowej.
Za to nieuchronna wydaje się upadłość General Motors, którego audytor napisał, że firma odnotowała tak silny spadek przychodów (w lutym spadek sprzedaży samochodów wyniósł 53,1% r/r), iż nie jest w stanie regularnie wywiązywać się ze swoich zobowiązań. Jest to wręcz podręcznikowa definicja bankructwa. Kurs GM spadł dziś o 15% - rynek wycenia największy amerykański koncern motoryzacyjny na 1,1 mld $.
W czwartek inwestorów nie rozpieszczały też dane z gospodarki. Liczba nowych bezrobotnych co prawda spadła z 670 tys. do 639 tys. (oczekiwano 650 tys.), ale dane te wciąż oznaczają szybki wzrost bezrobocia. Zmówienia w przemyśle spadły mniej od oczekiwań (o 1,9% m/m), ale pozytywną wymowę tego raportu zepsuła rewizja danych za grudzień (przeszacowanie z –3,9% do –4,9%). W czwartym kwartale nieoczekiwanie spadła też wydajność pracy (o 0,4%).
Mimo to na Wall Street wciąż istnieją optymiści. Znany amerykański inwestor Jim O'Shaughnessy uważa, że ceny akcji są tak atrakcyjne, że do końca roku wzrosną o 25%. O'Shaughnessy ocenia, że przez następne 10 lat indeks S&P 500 będzie rósł średnio o 7,3%.
K.K.






























































