Od początku tygodnia kurs eurodolara obniżył się już o 2,4%, co było efektem wypowiedzi czołowych przedstawicieli amerykańskich władz monetarnych. „Jastrzębia” retoryka Bena Bernanke i jego kolegów pozwala spodziewać się podwyżki stóp procentowych jeszcze w tym roku.
Natomiast dzisiaj handlujący walutami w napięciu czekają na majowe dane o sprzedaży detalicznej w USA. Ekonomiści szacują, że po czterech miesiącach stagnacji w tym sektorze w maju wzrośnie ona o 0,7% m/m.
Szacunki te opierają się na założeniu, że Amerykanie zaczną wykorzystywać przyznane im rabaty podatkowe. Na początku roku administracja prezydenta G.W. Busha uchwaliła projekt ulg podatkowych w kwocie przeszło 110 mld dolarów, które miały rozruszać amerykańską gospodarkę. W praktyce każda amerykańska rodzina ma dostać od rządu czek na 1.200 dolarów – władze liczą, że Amerykanie pobiegną z tymi pieniędzmi do sklepów, co zwiększy popyt wewnętrzny i pomoże poprawić koniunkturę przed wyborami prezydenckimi.
W rezultacie o godzinie 10:20 rynek walutowy wyceniał euro na 1,5432 dolara, czyli o 0,8% niżej niż na zamknięciu wczorajszych kwotowań. Względem jena „zielony” zyskiwał na wartości 0,6%, osiągając cenę 107,46 jenów. Na polskim rynku za jednego dolara płacono 2,1912 złotego, a więc o prawie 1% więcej niż w środę.
K.K.


























































