2009-11-30 22:14 Źródło: Bankier.pl
W Ameryce wzrosty, ale bez przekonania
Na ostatniej listopadowej sesji nowojorskim bykom udało się wypracować wzrostowe zakończenie. Ale bardziej wyglądało to na listopadowy window dressing niż na początek rajdu św. Mikołaja.
Główną rolę znów grały dziś wieści z Dubaju, które zaskakiwały niczym fabuła telenoweli. Jeszcze w niedzielę bank centralny ZEA zapewniał, że miejscowe banki mają zapewnione źródło awaryjnej gotówki. Ale dziś minister finansów dubajskiego emiratu powiedział wprost, że rząd nie odpowiada za 59 mld $ zobowiązań państwowej spółki Dubai World. I w końcu pod sam koniec sesji na Wall Street świat obiegła wiadomość, że Dubai World prowadzi wstępne, ale „konstruktywne” rozmowy z bankami w sprawie restrukturyzacji 26 mld $ zobowiązań.
Ta informacja oraz chęć poprawienia listopadowych stóp zwrotu w funduszach inwestycyjnych doprowadziła dziś do wzrostów w ostatniej godzinie handlu. Dzięki temu indeks S&P500 zyskał 0,4%, ale nie powrócił ponad poziom 1.100 punktów. Nasdaq o oraz Dow Jones zwyżkowały po 0,3%. W skali całego miesiąca S&P500 odnotował wzrost o 5,7%, Nasdaq zwiększył swą wartość o 4,9%, zaś DJIA podniósł się o 6,5%.
Silne wsparcie giełdowym bykom dał dziś wskaźnik Chicago PMI, który w listopadzie wzrósł z 54,2 do 56,1 pkt. wobec oczekiwanych 53 pkt. i jest najwyższy od sierpnia 2008 roku. Wynik ten oznacza, że zdominowany przez przemysł motoryzacyjny region chicagowski dzięki miliardom dolarów publicznego wsparcia szybko odbija się od bardzo niskich poziomów aktywności gospodarczej. Budujący jest zwłaszcza najwyższy od maja 2008 roku subindeks nowych zamówień. Niepokoją jednak rosnące ceny materiałów oraz trwający proces redukcji zatrudnienia.
Swoje znaczenie miały też weekednowe wyniki sprzedaży w sieciach detalicznych, co stanowi preludium do sezonu przedświątecznej gorączki zakupów, która amerykańskim handlowcom dostarcza trzeciej części całorocznych zysków. Według danych National Retail Federation zarówno „czarny piątek” jak i cały weekend wypadły bardzo słabo: sprzedaż wzrosła zaledwie o 0,5% r/r, co po uwzględnieniu inflacji bazowej oznacza realny spadek. Co prawda galerie handlowe odwiedziło więcej Amerykanów niż przed rokiem, ale wydawali oni średnio mniej pieniędzy. Takie dane sugerują, że kondycja finansowa amerykańskiego konsumenta jest bardzo słaba.
Spore zamieszanie na Wall Street wywołał też komunikat z nowojorskiego oddziału Rezerwy Federalnej, która poinformowała o rozpoczęciu „próbnej” serii operacji repo, jakich w Europie standardowo używa się w celu odciągnięcia nadmiaru gotówki z systemu finansowego. Włodarze Fed-u użyli więc dyplomacji na poziomie rosyjskich generałów, którzy testując najnowsze rakiety balistyczne, zapewniają nas o pokojowych intencjach. Ale rynki finansowe na razie wydają się wierzyć w utrzymanie ekstremalnie luźnej polityki monetarnej: dziś Departament Skarbu uplasował rekordową (44 mld $) emisję dwuletnich obligacji, uzyskując rekordowo niską rentowność (0,8%).
Krzysztof Kolany
REKLAMA
Główną rolę znów grały dziś wieści z Dubaju, które zaskakiwały niczym fabuła telenoweli. Jeszcze w niedzielę bank centralny ZEA zapewniał, że miejscowe banki mają zapewnione źródło awaryjnej gotówki. Ale dziś minister finansów dubajskiego emiratu powiedział wprost, że rząd nie odpowiada za 59 mld $ zobowiązań państwowej spółki Dubai World. I w końcu pod sam koniec sesji na Wall Street świat obiegła wiadomość, że Dubai World prowadzi wstępne, ale „konstruktywne” rozmowy z bankami w sprawie restrukturyzacji 26 mld $ zobowiązań.
Ta informacja oraz chęć poprawienia listopadowych stóp zwrotu w funduszach inwestycyjnych doprowadziła dziś do wzrostów w ostatniej godzinie handlu. Dzięki temu indeks S&P500 zyskał 0,4%, ale nie powrócił ponad poziom 1.100 punktów. Nasdaq o oraz Dow Jones zwyżkowały po 0,3%. W skali całego miesiąca S&P500 odnotował wzrost o 5,7%, Nasdaq zwiększył swą wartość o 4,9%, zaś DJIA podniósł się o 6,5%.
Silne wsparcie giełdowym bykom dał dziś wskaźnik Chicago PMI, który w listopadzie wzrósł z 54,2 do 56,1 pkt. wobec oczekiwanych 53 pkt. i jest najwyższy od sierpnia 2008 roku. Wynik ten oznacza, że zdominowany przez przemysł motoryzacyjny region chicagowski dzięki miliardom dolarów publicznego wsparcia szybko odbija się od bardzo niskich poziomów aktywności gospodarczej. Budujący jest zwłaszcza najwyższy od maja 2008 roku subindeks nowych zamówień. Niepokoją jednak rosnące ceny materiałów oraz trwający proces redukcji zatrudnienia.
Swoje znaczenie miały też weekednowe wyniki sprzedaży w sieciach detalicznych, co stanowi preludium do sezonu przedświątecznej gorączki zakupów, która amerykańskim handlowcom dostarcza trzeciej części całorocznych zysków. Według danych National Retail Federation zarówno „czarny piątek” jak i cały weekend wypadły bardzo słabo: sprzedaż wzrosła zaledwie o 0,5% r/r, co po uwzględnieniu inflacji bazowej oznacza realny spadek. Co prawda galerie handlowe odwiedziło więcej Amerykanów niż przed rokiem, ale wydawali oni średnio mniej pieniędzy. Takie dane sugerują, że kondycja finansowa amerykańskiego konsumenta jest bardzo słaba.
Spore zamieszanie na Wall Street wywołał też komunikat z nowojorskiego oddziału Rezerwy Federalnej, która poinformowała o rozpoczęciu „próbnej” serii operacji repo, jakich w Europie standardowo używa się w celu odciągnięcia nadmiaru gotówki z systemu finansowego. Włodarze Fed-u użyli więc dyplomacji na poziomie rosyjskich generałów, którzy testując najnowsze rakiety balistyczne, zapewniają nas o pokojowych intencjach. Ale rynki finansowe na razie wydają się wierzyć w utrzymanie ekstremalnie luźnej polityki monetarnej: dziś Departament Skarbu uplasował rekordową (44 mld $) emisję dwuletnich obligacji, uzyskując rekordowo niską rentowność (0,8%).
Krzysztof Kolany



Dodaj komentarz