Dzisiejsza decyzja Europejskiego Banku Centralnego nie wzbudziła większych emocji – zgodnie z powszechnymi oczekiwaniami cena pieniądza w Eurolandzie pozostała bez zmian na poziomie 4%. Od czerwca ubiegłego europejskie władze monetarne utrzymują stopy procentowe na najwyższym poziomie od sześciu lat, a tymczasem inflacja wciąż przyspiesza i wynosi już 3,5%.
Dlatego też handlujący walutami z dużą uwagą słuchali słów prezesa EBC. Jean-Claude Trichet po raz kolejny powtórzył, że jest zwolennikiem zdecydowanej wali z inflacją, a o cięciu stóp procentowych w strefie euro jak na razie w ogóle nie ma mowy.
„Doświadczamy obecnie dłuższego okresu wyższej inflacji. Mimo że napięcia na rynku finansowym mają poważny wpływ na gospodarkę, to naszym celem jest zapewnienie stabilności cen. (...) Wierzymy, że obecna polityka monetarna sprowadzi inflację pod kontrolę, a zakotwiczenie średnio i długookresowych oczekiwań inflacyjnych jest naszym najwyższym priorytetem” – powiedział we Frankfurcie Jean-Claude Trichet.
„Nadal czekamy na cięcia stóp procentowych w strefie euro, lecz może to potrwać dłużej niż wcześniej oczekiwaliśmy. Musimy chyba poczekać sześć do dziewięciu miesięcy, aż stopa inflacji się obniży” – powiedział agencji Bloomberga Michael Hume, główny ekonomista w londyńskim Lehman Brothers International.
Później dolarowi pomagały także dane ze Stanów Zjednoczonych, gdzie analityków pozytywnie zaskoczyła liczba nowych bezrobotnych. Okazało się, że w ubiegłym tygodniu do urzędów pracy zgłosiło się 357 tys. ludzi, czyli o 50 tys. mniej niż tydzień wcześniej.
W rezultacie o godzinie 17:00 rynek walutowy wyceniał euro na 1,5793 dolara, czyli o 0,3% niżej niż na zamknięciu wczorajszych kwotowań. Względem jena „zielony” stracił 0,75%, osiągając wartość 100,92 jenów.
K.K.






























































