Wydaje się, że decydującym czynnikiem dla losów dzisiejszej sesji w USA był spadek cen ropy naftowej, która straciła na wartości prawie 3%, notując kurs poniżej 129$ za baryłkę. Mimo że w ujęciu rocznym wzrost cen tego surowca nadal wynosi ponad 100%, to część graczy mogła uznać, iż zagrożenie dla pozostałych wydatków Amerykanów uległo ograniczeniu. Dlatego też najchętniej kupowano akcję spółek uzależnionych od poziomu konsumpcji. Jednak szczególnie doceniono firmy technologiczne: kurs Google wzrósł o niecałe 3%, walory Apple Inc. podrożały o 2,9%, a notowania IBM-a zwyżkowały o 2,5%.
Na tańszej ropie stracili akcjonariusze koncernów naftowych oraz posiadacze akcji kopalń złota, ponieważ kurs tego metalu spadł razem z ceną „czarnego złota”. Zyskali za to posiadacze papierów firm transportowych: notowania Federal Express zwyżkowały o 3,3%, zaś papiery UPS dały dziś zarobić 2,1%.
Ostatecznie na wtorkowej sesji Dow Jones zyskał 0,55%, osiągając wartość 12.548,35 pkt. Indeks S&P500 wzrósł o 0,68%, kończąc dzień wynikiem 1.385,35 pkt. Najlepiej poradził sobie Nasdaq, który zwyżkował o 1,5%, wspinając się na wysokość 2.481,24 pkt.
W kwestii danych z gospodarki giełdowi gracze całkowicie zlekceważyli najniższy od 16 lat (i znacznie gorszy od oczekiwań) majowy indeks nastrojów konsumentów, którzy borykają się z drożyzną na stacjach benzynowych, spadkiem cen domów oraz pogorszeniem koniunktury na rynku pracy.
Mieszane dane napłynęły za to z rynku nieruchomości: ceny na rynku wtórnym spadły w marcu o 14,4% r/r (oczekiwano spadku o 12,7%), zaś w kwietniu sprzedaż nowych domów wyniosła 526 tys. – oczekiwano wyniku nieznacznie niższego (520 tys.), lecz inwestorom spodobał się nieoczekiwany wzrost (3,3% m/m) wynikający z rewizji w dół danych za marzec. Zmniejszyła się też ilość niesprzedanych nieruchomości oraz dość niespodziewanie aż o 9,1% m/m wzrosła mediana cen. W rezultacie subindeks Dow Jones’a dla deweloperów zyskał na wtorkowej sesji 1,3%.
K.K.






























































