Zarabiaj z nami | Logowanie | Newsletter | Forum | Blogi | Konkurs

2004-03-19 05:32 Źródło: Inwestor Finansowy

Inwestor Finansowy

Szczyt G7 w Boca Raton - dolar w pysku szczura


Na początku lutego w centrum zainteresowania wszystkich bez wyjątku uczestników rynków finansowych znalazło się jedno wydarzenie. 6 i 7 lutego w Boca Raton, na Florydzie, odbyło się spotkanie ministrów oraz szefów banków centralnych państw grupy G7.

Źródło: cnn.com Boca Raton - nazwa położonego na półwyspie Stanów Zjednoczonych miasta nie od dziś budzi kontrowersje. Jak można przeczytać na jego internetowych stronach ludzie najczęściej tłumaczą ją bowiem jako „Pysk Szczura”. Na wynik odbywającego się tam posiedzenia ministrów i szefów banków centralnych państw grupy G7oczekiwano z ogromną niecierpliwością. Dlaczego? Powód był jeden, ale za to bardzo ważny. Był nim trwający od jesieni 2003 r. proces silnego spadku wartości dolara.

Wolnoć Tomku

Ostatnie spotkanie przedstawicieli najbardziej uprzemysłowionych państw świata odbyło się 21 - 22 września 2003 r. w Dubaju. W oświadczeniu po jego zakończeniu zaapelowano o zwiększenie elastyczności kursów walutowych. Miało to pomóc w zniwelowaniu braku równowagi w gospodarce światowej. Komunikat ten, choć dotyczył przede wszystkim krajów azjatyckich nie skłonił jednak ani Chin, ani Japonii do zmiany prowadzonej polityki walutowej. Pierwszy z tych krajów nie zrezygnował z utrzymywanego od wielu lat, stałego, niskiego w stosunku do dolara kursu juana. Z kolei proeksportowe władze Japonii nie tylko nie zaprzestały prowadzonych na rynku dolarjena interwencji, ale wręcz zwiększyły ich skalę. W samym tylko styczniu 2004 r. w celu powstrzymania spadku kursu USD/JPY skupiono na rynku 7,15 biliona jenów. Kwota interwencji w tym miesiącu była najwyższa w historii. W całym 2003 r. wyniosła ona 20 bilionów jenów.

Cieszy słaby dolar

Komunikat, po spotkaniu w Dunaju, doprowadził jednak do silnej wyprzedaży amerykańskiej waluty. Jako że nie nastąpiło to większym kosztem walut azjatyckich, to dolar uległ znacznej przecenie w stosunku do innych kluczowych światowych walut, w tym także do euro. Inwestorzy zwiększyli podaż waluty amerykańskiej, ponieważ doszli do wniosku, że słabszy dolar pomoże zwiększyć konkurencyjność eksportu Stanów Zjednoczonych oraz zmniejszyć tym samym ogromny deficyt handlowy tego kraju. Kurs EUR/USD w pierwszej połowie stycznia 2004 r. sięgnął poziomu 1,29 i znalazł się na najwyższym poziomie w historii. Warto przypomnieć, że jeszcze przed spotkaniem w Dubaju był on o 17 centów niższy i wynosił ok. 1,12. Tak silna aprecjacja wspólnej waluty wywołała ostrą reakcję ze strony europejskich polityków. Zaczęli się oni bardzo niepokoić o to, że zbyt mocne euro może negatywnie wpłynąć na i tak anemiczny wzrost gospodarki strefy euro. Jean-Claude Trichet po spotkaniu szefów 10 największych banków centralnych świata, które obyło się 12 stycznia w Bazylei w siedzibie Banku Rozliczeń Międzynarodowych podkreślił, że zdaniem Europy nadmierna niestabilność i brutalne wahania kursowe są niepożądane.

Źródło: Reuters

Reakcja kursu EUR/USD na wynik szczytu w Boca Raton.

Politycy Starego Kontynentu nie zamierzali jednak sami doprowadzić do wyhamowania wzrostu kursu EUR/USD, czy to poprzez bezpośrednie interwencje na rynku, czy też poprzez obniżenie poziomu stóp procentowych w Eurolandzie. Zamiast tego nawoływano Stany Zjednoczone do tego, aby w trakcie lutowego posiedzenia państw grupy G7 na Florydzie podjęto jakiekolwiek kroki, mające na celu powstrzymanie globalnej przeceny dolara, w tym głównie w stosunku do wspólnej waluty. Na rynku panowała jednak powszechna opinia, że Amerykanie pomimo raz po raz powtarzanej sentencji o tym, że polityka mocnego dolara jest kontynuowana tak naprawdę zadowolone są z obserwowanego osłabienia krajowej waluty. Przedstawiciele USA zapowiadali, że w trakcie spotkania w Boca Raton głównym tematem rozmów będzie sprawa światowego wzrostu gospodarczego, a kwestia kursów walutowych będzie tylko „jak zawsze” na nim poruszana.

Grunt to spokój

W drugi weekend lutego 2004 r. okazało się, że to jednak nie stan gospodarki, ale właśnie sprawa słabnącego dolara zdominowała obrady. W komunikacie po spotkaniu zapisano, że „nadmierne wahania i nieuporządkowane ruchy kursów walut są niepożądane z punktu widzenia wzrostu gospodarczego” oraz to, że państwa G7 uważnie monitorują rynki walutowe i prowadzoną na nich właściwą współpracę. Miało to przede wszystkim na celu uspokojenie bardzo zaniepokojonych zbyt wysokim kursem EUR/USD europejskich polityków. Podobnie jak w przypadku szczytu w Dubaju pojawił się także zapis o elastyczności kursowej. Tym razem podkreślono jednak, że jest ona konieczna w tych obszarach światowej gospodarki, w których jej obecnie brakuje. Tak jak we wrześniu 2003 r. chodziło tu przede wszystkim o kraje azjatyckie. Niestety, po raz kolejny przedstawiciele Japonii oraz innych państw regionu nic sobie nie zrobili z tych ustaleń. Według nich treść komunikatu po posiedzeniu dotycząca zwiększonej elastyczności nie dotyczyła bezpośrednio ich krajów. Zapowiedzieli oni kolejne interwencji mające na celu wyhamowanie procesu spadku ceny dolara względem ich walut.

Po zakończonym 7 lutego w Boca Raton posiedzeniu przedstawicieli państw grupy G7 rynek zachował się jednak podobnie jak po tym we wrześniu 2003 r. Cena dolara względem euro zaczęła znowu mocno spadać. Inwestorzy stwierdzili, że pomimo zawartych w komunikacie ostrzeżeń na rynku nie dojdzie do wspólnych działań (czyt. interwencji) mających na celu wyhamowanie wzrostu kursu EUR/USD. John Snow, sekretarz skarbu USA, pełniący honory gospodarza spotkania na Florydzie po zakończeniu posiedzenia powiedział: „silny dolar leży w naszym interesie. Ale o wartości walut najlepiej decyduje otwarta konkurencja na rynku walutowym. Nie można osiągnąć dobrobytu drogą dewaluacji”.

Reakcja kursu EUR/USD na wynik szczytu w Boca Raton





Źródło: Reuters



Źródło: cnn.com

Marek Nienałtowski

Warszawska Grupa Inwestycyjna S.A.






Auta dla Firm w Super Ofercie!

Fiat Professional : Ducato, Doblo, Scudo, Fiorino
Sprawdź rabaty w Viamot – Dealer w Krakowie!

Komentarze do artykułu