2011-12-20 08:55 Źródło: Szymon Matuszyński - Bankier.pl
Święta 2011: jak kupować, żeby nie zwariować
Jak w przedświątecznym szale nie zwariować, jak nie dać się w sklepach technikom wywierania wpływu i jak kupować, żeby po Nowym Roku nie obudzić się na finansowym kacu? Najważniejsze to dokładnie zakupy planować i mieć świadomość, że prezenty i wystawne dania to w święta naprawdę nie wszystko.

Choć mówi się, że kryzys puka do nas z każdej strony, sytuacja w centrach handlowych wydaje się tej tezy nie potwierdzać. Polacy, jak co roku, tłumnie ruszyli do sklepów, mając pewnie na uwadze, że irracjonalna konsumpcja napędza wzrost gospodarczy.
Według raportu firmy doradczej Deloitte tylko połowa Polaków zamierza wydać na święta mniej niż rok temu. Średnio będzie to 1.950 złotych. Biorąc jednak pod uwagę ubiegłoroczne dane, to i tak o 4,55 proc. więcej. Co ciekawe, aż 75 proc. ankietowanych zamierza święta sfinansować z oszczędności, a 23 proc. z karty kredytowej, którą zamierza spłacić po świętach.
I choć wiadomo, że minister Rostowski będzie niezwykle społeczeństwu wdzięczny, gdzieś w konsumpcyjnym szaleństwie trzeba zachować przynajmniej resztki zdrowego rozsądku. Głównie dlatego, żeby nie wejść z długami w przyszły rok, który dla wszystkich może być bardzo trudny.
Największym zagrożeniem dla stanu naszych portfeli są … sklepy samoobsługowe i wózki w centrach handlowych. O ileż to łatwiej robi się zakupy w sytuacji, gdy produkt jest na wyciągnięcie ręki i nie trzeba o jego podanie prosić ekspedientki. Swoje dokładają również hipermarketowe wózki, których swobodne prowadzenie i dostateczna pojemność ułatwia kupowanie i czyni tę czynność naprawdę przyjemną.
Jeśli więc stajemy wobec potrzeby zrobienia zakupów, a nie musimy kupować rzeczy dużych i ciężkich, weźmy koszyk mniejszy. Będzie to pierwszy hamulec przed kupowaniem produktów, które nie są nam do końca potrzebne. Zresztą odrobina gimnastyki też nam zaszkodzić nie powinna.
Traktując już jednak proces robienia zakupów zupełnie poważnie, pamiętajmy o tym, żeby nie dać się sklepie „wpuścić w maliny”. Niestety zagrożeń na nasz czyhających jest całe mnóstwo.
Pierwsze kryją się pod hasłami „promocja” i „okazja”. Zwróćmy uwagę, że bardzo często promocyjna cena niczym nie różni się od tej regularnej, a eksponowanie tego słowa staje się w tym wypadku wabikiem na klienta. Jeszcze gorzej jest z określeniem „okazja”, które samo w sobie z niższą ceną nie ma nic wspólnego – wszak słowo „okazja” interpretować można na wiele sposobów.
Jeśli robimy zakupy w hipermarkecie, zwracajmy szczególną uwagę na ewentualne różnice w cenach ofertowej i transakcyjnej. Często ta, która widnieje na półce jest inna od tej, która pokazuje się na kasie fiskalnej. W takiej sytuacji sprzedawca ma obowiązek sprzedać nam produkt po cenie ze sklepowego regału.
Kolejnym zagrożeniem są wszelkie produkty z tzw. gratisem. Jeśli nosimy się z zamiarem nabycia np. proszku, do którego dołączony jest „gratisowy” płyn, sprawdźmy koniecznie, czy kupienie tych produktów osobno nie będzie tańsze.
Takich sytuacji, szczególnie przed świętami, możemy doświadczyć bardzo wiele. Sprzedawcy czasem bezlitośnie wykorzystują szał świątecznych zakupów do stosowania nieuczciwych i nieetycznych praktyk.
Podobnym zagrożeniem są również poświąteczne wyprzedaże, kiedy to niższe ceny powodują, że konsumenci zupełnie tracą głowę. Mistrzami są w tym względzie oczywiście Amerykanie, ale jak pokazał przykład jednego z sieciowych sklepów ze sprzętem RTV –AGD, dantejskie sceny są i w Polsce możliwe.
Bardzo często w takich sytuacjach decyzję o zakupie telewizora czy komputera podejmujemy błyskawicznie, nie patrząc ani na stan sprzętu, ani na jego funkcjonalności czy ewentualne wady. Co gorsze, zwykle jako dodatek do kupowanego sprzętu, znów skuszeni „promocyjną” ceną, kupujemy inne rzeczy, których przydatność okazuje się później wątpliwa.
„Co tanie, to drogie” - warto czasem przypomnieć sobie to powiedzenie, porównując cenę produktu, do jego jakości, funkcjonalności i ewentualnych wad. Co z tego, że kupimy nowy sprzęt, którego cena jest o 40 proc. niższa, skoro zaraz będziemy musieli oddać go do serwisu?
Niezależnie od tego, czy jesteśmy w samym sercu przedświątecznego szału zakupów, czy poświątecznego szału wyprzedaży, najważniejsze abyśmy nie dali się skusić ofertom instytucji finansowych czy banków i nie zaciągnęli świątecznej pożyczki.
Oczywiście święta to czas dodatkowych wydatków. Jednak jeśli naprawdę nie musimy pożyczać pieniędzy, nie powinniśmy tego robić. A już na pewno nie przy pomocy pożyczek czy kredytów gotówkowych. To właśnie one są często powodem noworocznego kaca, gdy okazuje się, że świąteczna premia nie pokrywa się z wysokością zaciągniętych przez nas przed świętami zobowiązań.
Szczególną uwagę należy zwrócić na wszelki wabiki w stylu „kredyt za zero”, czy „raty za zero”. Pamiętajmy, że firmy udzielające kredytów i banki nie są instytucjami charytatywnymi. Dlatego dokładnie czytajmy warunki i szukajmy kruczków. Bo może się okazać, że kredyt ma tylko z pozoru niskie oprocentowanie, a konsekwencje niespłacania raty znacznie przekraczają możliwości naszego domowego budżetu.
Szymon Matuszyński
Bankier.pl
s.matuszynski@bankier.pl

Choć mówi się, że kryzys puka do nas z każdej strony, sytuacja w centrach handlowych wydaje się tej tezy nie potwierdzać. Polacy, jak co roku, tłumnie ruszyli do sklepów, mając pewnie na uwadze, że irracjonalna konsumpcja napędza wzrost gospodarczy.
Według raportu firmy doradczej Deloitte tylko połowa Polaków zamierza wydać na święta mniej niż rok temu. Średnio będzie to 1.950 złotych. Biorąc jednak pod uwagę ubiegłoroczne dane, to i tak o 4,55 proc. więcej. Co ciekawe, aż 75 proc. ankietowanych zamierza święta sfinansować z oszczędności, a 23 proc. z karty kredytowej, którą zamierza spłacić po świętach.
| Wszystko o wydatkach i oszczêdzaniu, finansach dla dzieci i studentów, utrzymaniu domu, mieszkania i samochodu codziennie w serwisie Budżet rodziny |
Największy sprzymierzeniec konsumpcji? Wózek na kółkach
Największym zagrożeniem dla stanu naszych portfeli są … sklepy samoobsługowe i wózki w centrach handlowych. O ileż to łatwiej robi się zakupy w sytuacji, gdy produkt jest na wyciągnięcie ręki i nie trzeba o jego podanie prosić ekspedientki. Swoje dokładają również hipermarketowe wózki, których swobodne prowadzenie i dostateczna pojemność ułatwia kupowanie i czyni tę czynność naprawdę przyjemną. Jeśli więc stajemy wobec potrzeby zrobienia zakupów, a nie musimy kupować rzeczy dużych i ciężkich, weźmy koszyk mniejszy. Będzie to pierwszy hamulec przed kupowaniem produktów, które nie są nam do końca potrzebne. Zresztą odrobina gimnastyki też nam zaszkodzić nie powinna.
Okazja i promocja, czyli techniki wywierania wpływu
Traktując już jednak proces robienia zakupów zupełnie poważnie, pamiętajmy o tym, żeby nie dać się sklepie „wpuścić w maliny”. Niestety zagrożeń na nasz czyhających jest całe mnóstwo.
Pierwsze kryją się pod hasłami „promocja” i „okazja”. Zwróćmy uwagę, że bardzo często promocyjna cena niczym nie różni się od tej regularnej, a eksponowanie tego słowa staje się w tym wypadku wabikiem na klienta. Jeszcze gorzej jest z określeniem „okazja”, które samo w sobie z niższą ceną nie ma nic wspólnego – wszak słowo „okazja” interpretować można na wiele sposobów.
![]() |
Gdzie po najtańszy kredyt gotówkowy? |
Takich sytuacji, szczególnie przed świętami, możemy doświadczyć bardzo wiele. Sprzedawcy czasem bezlitośnie wykorzystują szał świątecznych zakupów do stosowania nieuczciwych i nieetycznych praktyk.
Wyprzedaże… po świętach
Podobnym zagrożeniem są również poświąteczne wyprzedaże, kiedy to niższe ceny powodują, że konsumenci zupełnie tracą głowę. Mistrzami są w tym względzie oczywiście Amerykanie, ale jak pokazał przykład jednego z sieciowych sklepów ze sprzętem RTV –AGD, dantejskie sceny są i w Polsce możliwe.
Bardzo często w takich sytuacjach decyzję o zakupie telewizora czy komputera podejmujemy błyskawicznie, nie patrząc ani na stan sprzętu, ani na jego funkcjonalności czy ewentualne wady. Co gorsze, zwykle jako dodatek do kupowanego sprzętu, znów skuszeni „promocyjną” ceną, kupujemy inne rzeczy, których przydatność okazuje się później wątpliwa. „Co tanie, to drogie” - warto czasem przypomnieć sobie to powiedzenie, porównując cenę produktu, do jego jakości, funkcjonalności i ewentualnych wad. Co z tego, że kupimy nowy sprzęt, którego cena jest o 40 proc. niższa, skoro zaraz będziemy musieli oddać go do serwisu?
Dobry zwyczaj, nie pożyczaj
Niezależnie od tego, czy jesteśmy w samym sercu przedświątecznego szału zakupów, czy poświątecznego szału wyprzedaży, najważniejsze abyśmy nie dali się skusić ofertom instytucji finansowych czy banków i nie zaciągnęli świątecznej pożyczki.
Oczywiście święta to czas dodatkowych wydatków. Jednak jeśli naprawdę nie musimy pożyczać pieniędzy, nie powinniśmy tego robić. A już na pewno nie przy pomocy pożyczek czy kredytów gotówkowych. To właśnie one są często powodem noworocznego kaca, gdy okazuje się, że świąteczna premia nie pokrywa się z wysokością zaciągniętych przez nas przed świętami zobowiązań. Szczególną uwagę należy zwrócić na wszelki wabiki w stylu „kredyt za zero”, czy „raty za zero”. Pamiętajmy, że firmy udzielające kredytów i banki nie są instytucjami charytatywnymi. Dlatego dokładnie czytajmy warunki i szukajmy kruczków. Bo może się okazać, że kredyt ma tylko z pozoru niskie oprocentowanie, a konsekwencje niespłacania raty znacznie przekraczają możliwości naszego domowego budżetu.
Szymon Matuszyński
Bankier.pl
s.matuszynski@bankier.pl
- Święta 2011: jak kupować, żeby nie zwariować Autor: ~Obywatel 2011-12-20 14:32
- Nie kupować...






Dodaj komentarz