Tego typu sesje należy interpretować z przymrużeniem oka. Amerykańskie indeksy przez cały dzień radośnie zwiększył skalę wzrostów. Dow Jones zyskał 1%, Nasdaq urósł o 0,7%, zaś S&P500 po zwyżce o 0,9% teoretycznie przełamał pierwszą strefę oporu (200-sesyjna średnia krocząca i górne ograniczenie trendu spadkowego), docierając do 1.265 pkt. Pod kątem analizy technicznej sesja nie przyniosła jednak rozstrzygnięcia.
Główną przyczyną wzrostów na Wall Street były przedświąteczne decyzje Kongresu. Republikańska większość w Izbie Reprezentantów ustąpiła prezydentowi i zgodziła się wydłużyć rządową obniżkę podatku od płac i zasiłków dla bezrobotnych o dwa miesiące. Dla inwestorów oznacza to, że strumień publicznych pieniędzy (wydanych rzecz jasna na kredyt) będzie płynął do giełdowych korporacji przynajmniej do końca lutego.
Drugim pretekstem do podbicia indeksów były dane z gospodarki USA. Dość pozytywnie zaprezentował się raport z przemysłu. W listopadzie wartość zamówień na dobre trwałego użytku wzrosła o 3,8% mdm, czyli niemal dwa razy mocniej od mediany prognoz ekonomistów. Ponadto w górę zrewidowano wyniki za październik.
Mniejszym optymizmem tchnął rządowy raport o dochodach i wydatkach Amerykanów. Obie kategorie w listopadzie nominalnie zwiększyły się ledwie 0,1% mdm – czyli na granicy błędu statystycznego i poniżej realnej inflacji. Ekonomiści liczyli na większy wzrost zarówno wydatków jak i dochodów.
Bardzo słabe były dane o sprzedaży nowych domów. Listopadową sprzedaż oszacowano na zaledwie 315 tys. w ujęciu anualizowanym. To niespełna połowa liczby nowo rozpoczynanych budów, co studzi optymizm względem poprawy koniunktury w branży mieszkaniowej. Amerykańscy deweloperzy albo rozpoczynają produkcję pustostanów, albo trafnie przewidują gwałtowne odrodzenie popytu.
„Preteksty były” – to moim zdaniem najlepsze podsumowanie piątkowej sesji. Do końca roku zarządzający funduszami będą starali się podtrzymać ceny akcji na dotychczasowym poziomie, aby w folderach reklamowych pochwalić się trzecim z rzędu rokiem hossy. Ta iluzja może nawet utrzymać się w styczniu, co jednak nie powinno zaskoczyć doświadczonych inwestorów.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl






























































