Przez większość dzisiejszej sesji główne nowojorskie indeksy leniwie oscylowały wokół poziomów z czwartkowego zamknięcia. W przypadku indeksu S&P500 był to najniższy poziom od przeszło 11 lat. Kolejny raz rozstrzygnięcie przyniosła dopiero ostatnia godzina handlu, w której ceny akcji wzrosły średnio po przeszło 6%.
Podobnie jak wiele razy w ostatnich tygodniach wzrosty zostały wypracowane rzutem na taśmę i bez jakiegokolwiek fundamentalnego uzasadnienia. Niemniej jednak część komentatorów twierdzi, iż dzisiejsza zwyżka była efektem ogłoszenia decyzji Baracka Obamy. Telewizja NBC podała, że prezydent-elekt wybrał na nowego sekretarza skarbu Timothy Geithnera – dobrze znanego inwestorom szefa nowojorskiego oddziału Rezerwy Federalnej. W ostatnich miesiącach Geithnera pośredniczył w wielu antykryzysowych operacjach Fed-u, w tym mi.in. w akcji ratunkowej dla banku inwestycyjnego Bear Staerns.
Jednakże niezależnie od przyczyn Dow Jones wzrósł dzisiaj o 6,54%, osiągając wartość 8.046,42 pkt. Indeks S&P500 wystrzelił w górę o 6,32%, wspinając się na wysokość 800,03 pkt. Nasdaq zwyżkował o 5,18%, notując wynik 1.384,35 pkt.
Na indeksie blue chipów zaciążyły walory Citigroup, które w piątek przeceniono o 22%. W ciągu ostatnich trzech dni kapitalizacja tego drugiego co do wielkości banku w USA spadła 55%. O 3,3% obniżyły się notowania banku JP Morgan Chase – były to jedyne zniżkujące spółki z indeksu DJIA.
Podczas dzisiejszej sesji zabrakło publikacji ważnych danych makroekonomicznych. Swoistym substytutem złych wieści z gospodarki była najnowsza prognoza ekspertów z Goldman Sachs, którzy w czwartym kwartale spodziewają się spadku PKB Stanów Zjednoczonych aż o 5% r/r. Największa gospodarka świata ma się kurczyć także pierwsze dwa kwartały 2009 roku.
K.K.



























































