REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Sonda: Przeszacowane ceny mieszkań w Polsce

2009-12-31 09:36
publikacja
2009-12-31 09:36
Dodaj Bankier.pl w Google
Ceny nieruchomości w Polsce są wciąż przeszacowane – tego zdania jest prawie połowa uczestników sondy KRN.pl.

Tylko 15 proc. respondentów twierdzi, że ceny mieszkań i domów są odpowiednie do ich wartości. Mimo sporych spadków cen, jakie odnotowywaliśmy w ostatnim czasie, wciąż istnieje bardzo duża grupa osób, która nie jest w stanie pozwolić sobie na zakup własnego lokalu. Aż 44 proc. respondentów twierdzi, że ceny domów są przeszacowane o ponad 30 proc. Trochę więcej niż 1/5 ankietowanych jest zdania, że ceny są za wysokie o mniej więcej 20-30 proc. Takie wyniki nie są zaskoczeniem, ponieważ przekonanie o zbyt wysokich cenach wynika z braku możliwości zakupu mieszkania przez większość zainteresowanych. Przeważająca większość kupujących finansuje zakup nieruchomości zaciągniętym kredytem. Problemy z uzyskaniem kredytu wiążą się bezpośrednio z brakiem zdolności kredytowej większości klientów starających się o kredyt. Negatywne decyzje kredytowe związane są z polityką banków, które praktycznie zrezygnowały z szerokiej oferty kredytów hipotecznych, opierając swoją sprzedaż na kredytach konsumpcyjnych.

Poziom przeszacowania cen nieruchomości w Polsce widać szczególnie podczas porównywania poziomów wynagrodzeń w poszczególnych miastach oraz ceny metra kwadratowego. W Niemczech za średnie wynagrodzenie przeciętna osoba jest w stanie kupić około 2 m kw. powierzchni mieszkalnej. W Polsce najlepszy wynik (wśród analizowanych największych miast) w podobnym zestawieniu osiągają Katowice, gdzie za średnią pensję klient może kupić tylko 0,7 m kw. Stosunek raty kredytu do poziomu metra kwadratowego pokazuje, że często rata stanowi blisko połowę wynagrodzenia. Mimo utrudnionych warunków i niesprzyjającej kupującym koniunktury, na rynku nieruchomości wciąż utrzymuje się duży popyt na mieszkania. Wiele osób jest na tyle zdeterminowanych, by kupić własne mieszkanie mimo licznych przeszkód w organizacji finansowania. Są to przede wszystkim absolwenci wyższych uczelni, którzy do tej pory zmuszeni byli wynajmować mieszkanie lub mieszkali z rodzicami. Spore zainteresowanie zakupami na rynku mieszkań stwarza komfortowe warunki do organizacji kolejnych inwestycji mieszkaniowych. Deweloperzy nie widzą przy tym konieczności aktualizacji i obniżki cen. Ponieważ grupa ludzi, którzy są zdeterminowani kupić mieszkanie jest odpowiednio duża deweloperzy sprzedają lokale praktycznie bez wykorzystywania jakichkolwiek technik marketingowych (w przeciwieństwie do praktyki obserwowanej w krajach zachodnioeuropejskich).

Na pytanie postawione użytkownikom portalu „Czy zdecydujesz się na zakup mieszkania lub domu w najbliższym roku?” przeważająca większość respondentów (62 proc.) odpowiedziała twierdząco. Na tej podstawie widać, że wśród klientów ciągle istnieje silna presja zakupowa. Szczególnym zainteresowaniem cieszą się mieszkania 2-pokojowe, dobrze skomunikowane z centrum. Wyniki sondy świadczą o silnym przekonaniu wśród klientów, że warto kupić mieszkanie w obecnej sytuacji, kiedy jeszcze odnotowujemy obniżki cen. Zwolennikami tej teorii są również doradcy oraz pośrednicy, którzy twierdzą, że w przyszłości ceny nieruchomości mogą powrócić do trendu wzrostowego. Głównym argumentem, który służy poparciu tego scenariusza, jest fakt niedoboru podaży na rynku mieszkań oraz spadek liczby nowych inwestycji i udzielanych pozwoleń na budowę. W przyszłości może to oznaczać dla klientów ograniczone pole manewru przy poszukiwaniu mieszkania. Trend spadkowy na rynku nieruchomości jest również efektem gorszej sytuacji materialnej spowodowanej kryzysem gospodarczym. Przy czym wielu analityków jest zgodnych, że najgorsze miesiące mamy już za sobą, a pojawienie się ożywienia na rynku jest tylko kwestią czasu. Dowodem na to jest poprawa sytuacji na światowych giełdach papierów wartościowych, które reagują zawsze najszybciej na zmiany globalnej koniunktury.





Filip Jurczak
Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Kupuj, trzymaj, sprzedaj. Oto rekomendacje dla akcji z GPW
Tematy

Komentarze (15)

dodaj komentarz
~nico
Moje mieszkanie kupowane w 2005 roku za 130 tyś. jest dziś warte w 2010 roku 290 tyś. pod Poznaniem.
Kupowane jeszcze przed boomem, więc ceny mieszkań mogą być przeszacowane nie o 30-70%, ale ponad 200%. Zarobki w ciągu tych 5 lat nie wzrosły w żadnej gałęzi gospodarki o ponad 200%, tak jak wartość tej nieruchomości.
Moim zdaniem
Moje mieszkanie kupowane w 2005 roku za 130 tyś. jest dziś warte w 2010 roku 290 tyś. pod Poznaniem.
Kupowane jeszcze przed boomem, więc ceny mieszkań mogą być przeszacowane nie o 30-70%, ale ponad 200%. Zarobki w ciągu tych 5 lat nie wzrosły w żadnej gałęzi gospodarki o ponad 200%, tak jak wartość tej nieruchomości.
Moim zdaniem ceny powinny w ciągu 2 lat spaść do poziomu z 2006 roku by mógł je kupić średnio zarabiający kowalski.
~nico
Moje mieszkanie kupowane w 2005 roku za 130 tyś. jest dziś warte w 2010 roku 290 tyś. pod Poznaniem.
Kupowane jeszcze przed boomem, więc ceny mieszkań mogą być przeszacowane nie o 30-70%, ale ponad 200%. Zarobki w ciągu tych 5 lat nie wzrosły w żadnej gałęzi gospodarki o ponad 200%, tak jak wartość tej nieruchomości.
Moim
Moje mieszkanie kupowane w 2005 roku za 130 tyś. jest dziś warte w 2010 roku 290 tyś. pod Poznaniem.
Kupowane jeszcze przed boomem, więc ceny mieszkań mogą być przeszacowane nie o 30-70%, ale ponad 200%. Zarobki w ciągu tych 5 lat nie wzrosły w żadnej gałęzi gospodarki o ponad 200%, tak jak wartość tej nieruchomości.
Moim zdaniem ceny powinny w ciągu 2 lat spaść do poziomu z 2006 roku by mógł je kupić średnio zarabiający kowalski.
~Adam
rownie można napisac, ze samochody sa w Polsce przeszacowane bo nie kazdego stac na nowe auto. Wlasne mieszkanie jest w wielu krajach zachodu dobrem luksusowym. Mlodzi ludzie nie kupuja mieszkan i nie biora kredytow - wola wynajmowac, ale mieszkan na wynajem jest duzo i cena wynajmu jest znacznie nizsza od ratu kredytu. W Polsce rownie można napisac, ze samochody sa w Polsce przeszacowane bo nie kazdego stac na nowe auto. Wlasne mieszkanie jest w wielu krajach zachodu dobrem luksusowym. Mlodzi ludzie nie kupuja mieszkan i nie biora kredytow - wola wynajmowac, ale mieszkan na wynajem jest duzo i cena wynajmu jest znacznie nizsza od ratu kredytu. W Polsce mieszkan na wynajem jest mało, cena "odstepnego" czesto jest wyzsza od raty kapitalowej kredytu wiec ludzie wola kupic mieszkania, placic bankowi raty a nie wlascicielowi odstepne. Gdyby z Polski wyjechalo kolejne 5 mln ludzie lub wybudowano 2 mln mieszkan ale w miastach gdzie o dobra prace jest latwo to cena wynajmu by spadla i kupowanie przestaloby sie oplacac. Tymczasem wynajecie mieszkania w Gliwicach to 1000 zl + oplaty a rata kredytu to takze 1000 zl w czym 600 zl jest splaty kapitalu a 400 zl jest odsetek. Wole splacac miesiecznie 600 zl kapitalu i miec coraz wiekszy kawalek mieszkania swojego niz wynajmowac, placic tyle samo i nie miec zadnego prawa do mieszkania. Obecna sytuacja z mieszniami jest taka jak w latach 80-tych z samochodami, auto po wyjechaniu z fabryki zyskiwalo na wolnym rynku na wartosci. Łatwiej jednak bylo sprawoadzic do Polski 5 mln uzywanych aut z zachodu niz 2 mln mieszkan.
~flucky
Wreszcie jakaś rozsądna wypowiedź na forum - popieram w 100%. Każdy może powiedzieć że ceny są za wysokie (ja też tak twierdzę) ale juz czemu tak jest większość przerzuca na wszechogarniający "układ", banki i deweloperów. A mim zdaniem to tylko kwestia tego co się bardziej opłaca, czyli kwestia wolnego rynku - popytu i Wreszcie jakaś rozsądna wypowiedź na forum - popieram w 100%. Każdy może powiedzieć że ceny są za wysokie (ja też tak twierdzę) ale juz czemu tak jest większość przerzuca na wszechogarniający "układ", banki i deweloperów. A mim zdaniem to tylko kwestia tego co się bardziej opłaca, czyli kwestia wolnego rynku - popytu i podaży. Jakby się nie opłacało kupować to by nikt nie kupował tylko wynajmował. A w Polsce jest taki syndrom posiadania swojego mieszkania - w takiej Holandii mało kto ma swoje mieszkanie ze względu na podatki. W Anglii to samo - nie wiem jak jest gdzie indziej. Jakbym mógł wynająć mieszkanie za 300pln i widziałbym że w najbliższej przyszłości nic się nie zmieni to nie potrzebowałbym nawet sprawdzać swojej zdolności kredytowej bo kupno mieszkania nie byłoby moim celem. Na zachodzie nabycie nieruchomości jest inwestycją długoterminową (i nie chodzi tu o 15 lat)... jest inwestycją. W Polsce jest to kredyt na produkt pierwszej potrzeby - dach nad głową.
-olo- odpowiada ~flucky
chętnie powiem dlaczego ceny są za wysokie. ceny są za wysokie, bo banki prowadziły zbyt liberalną politykę kredytową. ludzie już tacy są, że jak im się pozwolić zadłużać, to zrobią to na dowolną sumę. wydawałoby się, że tanie kredyty to jest rzecz pożądana. ale należy pamiętać, że kredyty (w naszym systemie finansowym), to jest chętnie powiem dlaczego ceny są za wysokie. ceny są za wysokie, bo banki prowadziły zbyt liberalną politykę kredytową. ludzie już tacy są, że jak im się pozwolić zadłużać, to zrobią to na dowolną sumę. wydawałoby się, że tanie kredyty to jest rzecz pożądana. ale należy pamiętać, że kredyty (w naszym systemie finansowym), to jest po prostu kreowanie pieniądza z niczego - bank pożycza pieniądze, podczas gdy zabezpieczenie musi mieć jedynie na część pożyczanej kwoty. reszta to pieniądze wirtualnie wykreowane. w ten sposób bank przyczynia się do wzrostu inflacji na danym rynku (bo duża podaż pieniądza powoduje szybki wzrost cen). cały proces zaczyna się szybko nakręcać, aż pojawia się problem z niespłacanymi kredytami. wtedy banki przykręcają kurek i na danym rynku pojawia się deflacja (bo zaczyna na nim brakować pieniądza). takie są prawa ekonomii i tego uczy historia wielu baniek finansowych. dodatkowy problem pojawia się wtedy, gdy banki przestają ponosić odpowiedzialność za swoje zbyt liberalne działania, bo wtedy pojawiają się ciągoty, żeby pomagać "zbyt dużym, żeby upaść" za pieniądze wszystkich podatników. u nas na szczęście jeszcze do tego nie doszło, ale przykład stanów pokazuje, że jest to niezwykle groźne, a najwięcej na tym tracą ci, którzy zachowywali się odpowiedzialnie.

reasumując - gdyby nie zbyt dużo sztucznie wykreowanego pieniądza, to ceny byłyby znacznie niższe. sztucznie można generować do pewnej granicy, a potem trzeba zacząć płacić rachunki. banki teraz to robią i - pomimo wielu szumnych zapowiedzi analityków - jeszcze długo będą restrykcyjne w sprawie tanich kredytów (chyba, że znajdą się politycy, którzy odpowiedzialność za błędy bankowców spróbują przerzucić na podatników). ale wbrew pozorom, to wiadomość dobra dla większości kupujących, bo ceny spadną i będą mogli kupić taniej. to samo dotyczy zmieniających mieszkanie na większe, bo będą musieli mniej dopłacić. oczywiście jest to przykra wiadomość dla tych wszystkich, którzy już przepłacili, ale niestety - taka jest cena za uczestnictwo w owczym pędzie...
~Adam odpowiada -olo-
herbata nie robi sie słodka od mieszania ale od cukru.
Mozesz tu pisac swoje a ludzie wiedza swoje i ceny mieszkan niestety nie spadna.
Co do liberalnej polityki kreytowej ...... kredyciki daja w Polsce w euro na Libor + 2% marży, w krajach euro marża czesco jest w okolicach 0,5% - tak wiec tam dopiero jest liberalna polityka
herbata nie robi sie słodka od mieszania ale od cukru.
Mozesz tu pisac swoje a ludzie wiedza swoje i ceny mieszkan niestety nie spadna.
Co do liberalnej polityki kreytowej ...... kredyciki daja w Polsce w euro na Libor + 2% marży, w krajach euro marża czesco jest w okolicach 0,5% - tak wiec tam dopiero jest liberalna polityka kredytowa.
Rok 2006 sie nie wroci i mieszkania w tamtych cenach nie kupisz.
Conajwyzej potanieja "apartamenty" z 17.000 zl/m2 do 11.000 zl/m2 - niektorzy beda wtedy pisac ze mieszkania stanialy o 40%.
MIeszkania w blokach z lat 70-80tych nie stanieja ani o 5%.
-olo- odpowiada ~Adam
Twierdzisz, że ceny nie spadną i że ludzie to wiedzą. A gdzie jakiekolwiek argumenty? Ja twierdzę, że spadną (i podałem swoje argumenty). Być może "ludzie tego nie wiedzą", ale ja wierzę, że praw ekonomii się nie przeskoczy (chyba, że jacyś politycy znowu zaczną przy nich manipulować, na koszt podatników). Jeśli coś drożało Twierdzisz, że ceny nie spadną i że ludzie to wiedzą. A gdzie jakiekolwiek argumenty? Ja twierdzę, że spadną (i podałem swoje argumenty). Być może "ludzie tego nie wiedzą", ale ja wierzę, że praw ekonomii się nie przeskoczy (chyba, że jacyś politycy znowu zaczną przy nich manipulować, na koszt podatników). Jeśli coś drożało ponad 100% w ciągu 2 lat, a PKB w tym czasie wzrosło o kilka-kilkanaście procent, płace podobnie, to ewidentnie wygląda to na bańkę wykreowaną zbyt łatwo dostępnym kredytem. kredyt się skończył, banki muszą uważać żeby nie popaść w problemy z niewypłacalnymi kredytobiorcami, więc obniżki są jak najbardziej oczekiwane. tym bardziej, że kiedyś - gdy ceny były dużo niższe, to ludzie byli w stanie uzbierać pieniądze na większą część mieszkania samodzielnie. teraz - bez podwyżek płac adekwatnych do wzrostów cen - muszą liczyć na kredyt. skoro kredyty znacząco zostały ograniczone, to nie będzie chętnych (znaczy chętni są, ale nie mają możliwości) na zakupy, więc ceny będą musiały spadać. nie twierdzę oczywiście, że do poziomu z roku 2006 - bez przesady. ale deweloperzy wciąż mają zbyt wysokie (w porównaniu z innymi branżami) marże. dodatkowo zarobili olbrzymie pieniądze w ostatnich latach, więc na razie biorą klientów na przeczekanie, na zasadzie - nie musimy sprzedawać, więc nie będziemy obniżać cen, a niedługo ludzie uwierzą, że ceny nie spadną, to sobie odbijemy. ale mogą sobie na to pozwolić tylko najwięksi. reszta bankrutuje (chociaż mogłaby sprzedawać taniej; ale to już ich wybór).

Jeśli chodzi o liberalną politykę banków, to nie chodzi o niskie marże. te są jak najbardziej wskazane. chodzi o udzielanie kredytów zbyt dużej liczbie ludzi, co do których ryzyko niespłacania jest wysokie.

Jeśli chodzi o mieszkania w blokach z lat 70-80, które mają nie stanieć ani o 5%, to akurat one tanieją najszybciej (jak wynika z danych przytaczanych w różnych statystykach). do tego statystyki podają często ceny średnie, które nie w pełni odzwierciedlają naprawdę duże jednostkowe - na razie okazyjne - przeceny. ja wierzę, że z czasem te jednostkowe staną się powszechne.

~Adam odpowiada -olo-
dlaczego ludzie nie jezdza juz małymi i duzymi fiatami, skodami 120 czy wartburgami?
Przeciez samochody te sa teraz tanie - niektore kosztuja tyle co 2 miesieczny bilet autobusowy. Zamiast tego ludzie jezdza zachodnimi samochodami, czesto uzywanymi ale o 2-3 klasy lepszymi. Tak samo jest z mieszkaniami.
W Polsce mamy 2 mln
dlaczego ludzie nie jezdza juz małymi i duzymi fiatami, skodami 120 czy wartburgami?
Przeciez samochody te sa teraz tanie - niektore kosztuja tyle co 2 miesieczny bilet autobusowy. Zamiast tego ludzie jezdza zachodnimi samochodami, czesto uzywanymi ale o 2-3 klasy lepszymi. Tak samo jest z mieszkaniami.
W Polsce mamy 2 mln mieszkan w starych komunalnych kamienicach, nie remontowanych od 30-40 lat z cieknacym dachem, grzybem na scianach, woda w piwniny, nieocieplonych i ze starymi skorodowanymi instalacjami.
Jak tylko komus zacznie sie lepiej powodzic ucieka z takich mieszkan. Na Slasku, w Łodzi i paru jeszcze innych miastach sa tego całe dzielnice.
W miare bogacenia sie ludzi (co nieustannie nastepuje - nieprawdaż) kamienice takie beda opuszczane - stana sie siedliskiem narkomanow, bezdomnych w koncu zostana wyburzone. Ludzie beda sie przenosci do wybudowanych po wojnie starych blokow.
Z kolei, czesc ludzi ze starych blokow, ktorym zacznie sie lepiej powodzic zaczna sie przenosci do lepszych blokow z lat 70-80tych. Miejsce w tych blokach zrobia im ludzie ktorym tez zacznie sie lepiej powodzic i beda szukac mieszkan w nowych blokach wybudowanych po roku 1995. Ludzie z tych nowych blokow za swoje mieszkania moga wziasc niezla kase, troche dołoża i albo kupia/wybuduja sobie domek albo wprowadza sie do calkowicie nowych blokow, czesto w tzw. dobrych lokalizacjach czy na strzezonych osiedlach.
Niech tylko 3% mieszkancow zdecyduje sie na taka zamiane w ciagu najblizszych 10 lat. Oznaczac to bedzie, zapotrzebowanie na nowe lokale dla 1 mln osob - czyli cos koło 500.000 mieszkan. Mało kto przeprowadzi sie ze slamsow do super dzielnicy, ale kazdy wykona 1 krok w dalej w jakosci swojego zamieszkania.
Ja tez tak zrobilem. Odziedziczyłem 1/2 domu po babci, ale dom z lat 30-tych, nieocieplony, ze starymi kablami, zarosnietymi kamieniem rurkami z woda, cieknacym dachem, stare okna i stary piec na wegiel. Koszt remontu to polowa kosztu budowy nowego - nie bawilem sie w remontowanie rudery wybudowalem nowy podobnie jak nie naprawiałem 15 letniego fiata 125 po ojcu, kupiem sobie uzywane auto, choc fiacika moglem miec za free.

Problem nie jest w tym, ze ludzie nie maja gdzie mieszkac - tylko nie chca dalej miec tylewizora Rubin, pralki Frani, samochodu poloneza czy mieszkania w ktorym mieszkaja 5/10/20 lat.
~M.
> Tymczasem wynajecie mieszkania w Gliwicach to 1000 zl + oplaty a rata kredytu to takze 1000 zl w czym 600 zl jest splaty kapitalu a 400 zl jest odsetek.

Żeby stosunek raty/odsetek wynosił taki, jaki podajesz, kredyt musiałby być w okolicach 80 tysięcy na niecałe 10 lat. Co juz świadczy o tym, że bredzisz, bo wziąłeś dane
> Tymczasem wynajecie mieszkania w Gliwicach to 1000 zl + oplaty a rata kredytu to takze 1000 zl w czym 600 zl jest splaty kapitalu a 400 zl jest odsetek.

Żeby stosunek raty/odsetek wynosił taki, jaki podajesz, kredyt musiałby być w okolicach 80 tysięcy na niecałe 10 lat. Co juz świadczy o tym, że bredzisz, bo wziąłeś dane dotyczące kwoty kredytu, stosunku składowych rat i koszt wynajmu z wyobraźni, nie realny. Bo nigdy nory za 80 tysięcy nie wynajmiesz za 1 tysiąc miesięcznie.

Powiązane: Nieruchomości

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki