„Nie szedłbym na tą konferencję prasową mając długie pozycje w euro. Jeżeli padnie tam wzmianka o zmianie priorytetów w polityce monetarnej lub o zagrożeniu w postaci silnego euro, to kurs europejskiej waluty spadnie” – powiedział agencji Bloomberga Adam Cole, główny strateg walutowy w londyńskim oddziale Royal Bank of Canada.
I rzeczywiście słowa Jean-Claude’a Tricheta wprowadziły sporo zamieszania na rynku walutowy, bardzo dobrze widoczne na jednominutowych świecach na parze euro-dolar. Początkowo euro podrożało w odpowiedzi na stwierdzenie, że inflacja pozostaje głównym priorytetem EBC, a najważniejszą kwestią dla polityki monetarnej pozostaje zapobieżenie efektom drugiej rundy.
Szef EBC optymistycznie wypowiadał się na temat obecnej koniunktury gospodarczej w Eurolandzie: wskazywał na najniższe od 25 lat bezrobocie oraz wysoką rentowność w przemyśle. Jednakże kurs euro poszedł w dół po stwierdzeniu o istnieniu ryzyka spowolnienia gospodarczego oraz oczekiwań na kontynuację zamieszania na rynkach kredytowych.
Niemniej jednak ogólny ton wypowiedzi Tricheta pozostał dość „jastrzębi” i raczej nie pozwala oczekiwać poluzowania polityki monetarnej w strefie euro. Prezes EBC wielokrotnie wspominał o groźbie wystąpienia efektów drugiej rundy, czyli sytuacji gdy pracownicy domagają się wyższych pensji argumentując je wzrostem cen.
O godzinie 14:50 rynek walutowy wyceniał euro na 1,5360 dolara, czyli o 0,3% niżej niż na zamknięciu wczorajszych kwotowań. Względem jena europejska waluta straciła na wartości 0,8%, notując wynik 159,84 jenów.
K.K.




























































