Wszystko wskazuje na to, że na giełdzie zaczyna się bessa. Dlatego też minister pracy uważa, że nie można ryzykować przyszłymi emeryturami. O pierwszym pomyśle przetransferowania części środków z Otwartych Funduszy Emerytalnych do ZUS głośno było już przy okazji emisji słynnego filmy o Janku i jego babci pod koniec marca br. Jednak obecnie nie chodzi o częściowy transfer, ale całkowitą likwidację OFE. Jaki wpływ miałoby to na GPW i gospodarkę pisze Krzysztof Kolany w artykule pt. „Jakie będą skutki strzyżenia OFE?”.
Dla rządu taki zastrzyk gotówki można byłoby porównać do wygranej w totolotka. Przeciętny Kowalski kalkuluje mniej więcej w ten sposób: za część nagrody zaszaleję i kupię np. jacht, a resztę postaram się zaoszczędzić, zabezpieczyć, zainwestować tak, aby już nigdy nie martwić się o przyszłość. Państwo zrobiłoby dokładnie tak samo - 100 mld złotych wydałoby na szaleństwa: pomniki, urzędowe pałace, podwyżki, zasiłki itp. Resztę na wspomniane inwestycje, przy czym nie ma żadnej gwarancji, że byłyby one sensowne.Może byłyby to superautostrady, mosty albo koleje. Jednak najprawdopodobniej byłyby to najdroższe drogi, wiecznie niedokończone mosty i spóźniające się, drogie koleje. Niestety historia pokazuje, że dla wielu osób wygrana w totolotka to początek problemów. Pieniądze szybko się rozchodzą, a długi zostają. Państwo ma już ich całkiem sporo.
Szczególny rodzaj umowy
Problem polega na tym, że władza planuje zamach na „nasze pieniądze". W cudzysłowie, bo niemal każdy polityk twierdzi, że składki należą do obywateli, co jest nieprawdą. Zgodnie z prawami logiki, własność to również prawo do swobodnego dysponowania rzeczą i czerpania z niej korzyści. W przypadku pieniędzy zgromadzonych w OFE kwestię własności wnikliwie wyjaśnił Sąd Najwyższy w wyroku z 4 czerwca 2008 roku (syg. II UK 12/08).
Zgodnie z nim składki należą do obywatela, ale to państwo ma prawo nimi dysponować w celu realizacji idei zabezpieczenia społecznego. Dysponowanie zgromadzonymi pieniędzmi jest tylko odwleczone w czasie, bo w końcu i tak wrócą do płatnika w postaci emerytury, Czy wrócą? Nie wiadomo. Na ten moment składki do obywatela nie należą.
13 lat na marne
W trakcie debaty Balcerowicz vs Rostowski, w podsumowaniu były prezes NBP powiedział, że tworząc OFE 13 lat temu, podpisano szczególny rodzaj umowy społecznej z obywatelami i nie można jej tak po prostu zerwać ani dopuścić do sytuacji, w której pieniądze miałyby ciągle krążyć między OFE i ZUS. W 1998 roku państwo „obiecało", że nie będzie zarządzać częścią pieniędzy przeznaczanych na emerytury, tylko przekaże je OFE, które zainwestują otrzymane środki na giełdzie. Oczywiście inwestując w papiery wartościowe można zarówno zyskać, jak i stracić. 13 lat temu, rząd też o tym wiedział.
Masz siłę na jeszcze? |
|
Z kolei fundusze najpierw muszą pieniądze zainwestować na giełdzie w akcje, obligacje i inne papiery wartościowe, które prawdopodobnie przyniosą w przyszłości zysk. W przeciwieństwie do zusowskiej waloryzacji, nie pochodzi on z podwyższonych podatków, czy dodrukowanych pieniędzy, tylko z ludzkiej pracy, wytworzonych produktów lub wydobytych surowców (przynajmniej w teorii).
Wróćmy do totolotka
Problem leży w podejściu do oszczędzania na emeryturę, przy czym słowo „oszczędzanie" ma w tym wypadku kluczowe znaczenie. Rząd, jeżeli zrobi to, co planuje, to wcale nie zabezpieczy naszych pieniędzy, tylko po prostu je wyda. W rozumieniu przeciętnego Kowalskiego, jak oszczędzamy, to nie wydajemy. Trudno zrozumieć, dlaczego dla rządu to samo słowo ma zupełnie inne znaczenie.
Pieniądze na wygraną na loterii nie biorą się znikąd. Płacąc za los, każdy grający dokłada się do puli, która ostatecznie trafi tylko do nielicznych. Niestety wszystko wskazuje na to, że podobnie dzieje się z naszymi emeryturami. Państwo nie płaci składek za obywateli (przynajmniej za większość), czyli nie kupuje losów, tylko je dostaje. Szansa na wygraną wynosi 1 do 1, a nie 1 do 17 milionów. Nagroda też jest dużo wyższa - nie milion czy dwa, lecz 200 mld złotych! Jak to się dla nas skończy? Tak samo, jak dla sporej grupy ludzi, którzy wygrali dużą sumę pieniędzy – tragicznie.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl

































































