Rynek amerykański
W zeszłym tygodniu pisałem, że istnieje zdecydowanie większe prawdopodobieństwo wzrostu indeksów i tak się stało dzięki sesjom otwierającym i kończącym tydzień. W międzyczasie na parkiecie rozgrywana była partia szachów, którą wygrało zdecydowanie stronnictwo byków. Właściwie do piątku szanse były równe, ale dane makro przeważyły. Po prostu potwierdziły ostatecznie, że gospodarka ożywia się i to bardzo szybko.W środku tygodnia, po wystąpieniu A.Greenspana wydawało się, że wzrostów nie będzie. Rynki oczekiwały od szefa Fed jakichś fantastycznych zapewnień o szybkim ożywieniu. Tak być nie mogło i nie było. Owszem, najbardziej wpływowy człowiek świata finansów powiedział, że gospodarka powinna zacząć wkrótce rosnąć, ale nie zapomniał dodać paru ostrzeżeń. Najpoważniejsze to przypomnienie, że znacznie wzrasta zadłużenie przeciętnego Amerykanina oraz stwierdzenie, że ożywienie gospodarki będzie umiarkowane. To musiało wywołać niepokój o to, że zyski spółek wcale nie będą tak mocno rosły. Ciekawe, że analitykom i inwestorom potrzebny jest do zrozumienia tego faktu szef Fed skoro to od dawna jest całkiem jasne. Z przemówienia wynika również, że przez pewien czas stopy pozostaną bez zmian. Z jednym tylko całkowicie się z A.Greenspanem nie zgadzam, chociaż go rozumiem. Nie zgadzam się z twierdzeniem, że „enronitis” nie będzie poważnym zagrożeniem dla gospodarki. To nie jest prawda, co można udowodnić na wiele różnych sposobów. A rozumiem go, dlatego że co miał powiedzieć? Że będzie miało wpływ? Wtedy szok byłby olbrzymi i trwałby nie przez jedną sesję, ale miał wpływ przez wiele miesięcy. Uważam, że szef Fed świadomie powiedział nieprawdę i nie miał innego wyjścia.
Tak więc nie szef Fed wywołał wzrosty, ale dane makro. Nie są one wcale tak jednoznaczne, jak się powszechnie uważa. Można je pogrupować w trzy grupy: indeksy nastawienia Amerykanów do przyszłości, dane o aktywności gospodarki i sytuacja na rynku nieruchomości. W pierwszej grupie widać, że Amerykanie w lutym spuścili głowę i zaczęli wątpić w przyszłość (indeksy znacznie spadły). W drugiej są same niezwykle optymistyczne sygnały: dużo większy od prognozowanego wzrost PKB już w czwartym kwartale, zwiększenie wydatków, wzrost zamówień i wyraźnie przekraczający 50 indeks aktywności przemysłu (pierwszy raz od 19. miesięcy). W nieruchomościach sytuacja jest dosyć dziwna. Obrót na rynku istniejących domów zwiększył się o ponad 16%. Fakt, że sprzyjała temu łagodna zima, ale wynik jest mimo to imponujący. Ponieważ jest to obrót istniejącymi domami, więc oznacza to, że Amerykanie również dużo sprzedawali. Te wątpliwości pogłębia fakt, że sprzedaż nowych domów spadła w USA w styczniu o 14,8%. Jeszcze za wcześnie na wyciąganie wniosków, ale sytuacja na tym rynku coraz bardziej przypomina mi ten okres, kiedy NASDAQ sięgał ponad 5000 pkt. – też wszyscy byli zachwyceni. Po hossach są bessy i tak samo będzie na tym rynku i to niedługo.
Wnioski z tych danych, według mnie, wcale nie są jednoznacznie optymistyczne. Uważam, że spadek indeksów zaufania i nastroju został zlekceważony, bo inwestorzy doszli do wniosku, że nastroje się poprawią ze wzrostem indeksów giełdowych i po wygaszeniu „enronitis”. Ważniejsze było dla rynku to, że gospodarka odżyła i to tak szybko. To natychmiast utwierdziło zwolenników wyjścia z recesji typu V w przekonaniu, że mają rację, a inwestorów ucieszyło, że zyski spółek będą szybko rosły. Ja mam zdecydowanie inne zdanie, chociaż zdaję sobie sprawę, że trzeba dużej odwagi, żeby je wypowiadać po takich informacjach o stanie gospodarki. Uważam, że w czwartym kwartale w system zostały wpompowane olbrzymie pieniądze, a 11 obniżek stóp sprowadziło stopy poniżej inflacji. Rząd wydawał dużo pieniędzy (zbrojenia, zabezpieczenia itp.). Konsumenci korzystając z przecen i niskich stóp kupowali uważając, ze trafiają okazji, a przy okazji mocniej się zadłużali. To musiało wywołać ożywienie. To jest po prostu „chwilowe, chorobliwe przyśpieszenie”. Z kogo to cytat? O tym w części polskiej.
Teraz rozpoczyna się wyścig między tempem ożywienia gospodarki, inflacją, stopami i nastrojami konsumentów. Optymistyczny scenariusz to szybkie ożywienie gospodarki, wzrost indeksów giełdowych i poprawa nastrojów konsumentów przed dużym wzrostem inflacji, a co za tym idzie przed rozpoczęciem podwyższania stóp przez Fed. Praktycznie oznacza to, że meta tego wyścigu jest w końcu czerwca. Wtedy rozstrzygnie się, kto wygrał. Ja kibicuję pesymistom i uważam, że wyjście z recesji nie będzie typu V, a co najwyżej W, a w głębi serca jestem przekonany, że będzie to formacja graficznego znaku błyskawicy - czyli wejście w głębszą recesję po chwilowym odbiciu. O tym, dlaczego tak uważam piszę od dawna i nic się tu nie zmieniło, ale w skrócie przypomnę. Amerykańscy producenci opróżniali magazyny, co pomagało w wyjściu z recesji. Teraz, zachęceni oznakami ożywienia, zaczną je znowu zapełniać i w drugiej połowie roku znowu okaże się, że trudno je będzie opróżniać. W tym czasie wzrośnie znacznie inflacja, bo producenci zaczną kupować materiały do produkcji w większych ilościach – pokonanie trendu spadkowego przez indeks towarów CRB wyraźnie to pokazuje. Trzeba będzie podnosić stopy. Zwiększenie produkcji nie będzie powodowało znacznego spadku bezrobocia – firmy po odchudzeniu się niechętnie i powoli zmieniają strukturę zatrudnienia. To będzie oddziaływało na nastroje konsumentów. Zyski spółek nie będą takie, żeby usprawiedliwiły ceny akcji, a „enronitis” jeszcze bardziej je zmniejszy. To wywoła zniżki indeksów giełdowych i zbiednienie społeczeństwa. Być może dojdą już (może dopiero w następnym roku) problemy na rynku nieruchomości. Proszę zauważyć, że nie uwzględniam tego, co musi się w końcu kiedyś zdarzyć: akcji terrorystów.
Dla indeksów giełdowych najgroźniejsza jest jednak „enronitis”. W zeszłym tygodniu mieliśmy kolejne symptomy tej choroby, ale przeszły praktycznie niezauważone. PG&E zapowiedziało, że powtórnie poda zweryfikowane wyniki finansowe za lata 1999 – 2001. IBM zapowiedział, że już w rocznym raporcie za 2001 rok zmieni metody księgowania. To wydołało wzrost kursu, ale co będzie, jeśli się okaże, ze po weryfikacji zysk był znacznie niższy niż liczony starymi metodami? A.Greenspan zdecydowanie poparł ideę zmian metod prowadzenia księgowości, a Sekretarz Skarbu Paul O'Neill ostrzegł, że zarządy spółek mogą być pociągnięte do odpowiedzialności za niedociągnięcia w raportach finansowych. Te działania zapowiadałem już dawno – zmieni to podejście do księgowości, urealni i zmniejszy zyski. To musi mieć wpływ na ceny akcji i to nawet, jeśli nie pokażą się nowe Enrony (a wielu twierdzi, że będą się pokazywały tuzinami).
W tym tygodniu danych makro będzie mniej, ale też ważne. Środa to zamówienia fabryczne w styczniu i Beżowa Księga Fed. We czwartek mamy wydajność pracy w czwartym kwartale (po weryfikacji) i w piątek stopę bezrobocia. Najważniejsza dla mnie jest Beżowa Księga i bezrobocie. Jeśli chodzi o pozostałe to muszą być dobre skoro tak gospodarka przyśpieszyła. Fed może znowu przestraszyć tym, że ożywienie nie będzie wcale duże, ale jeśli chodzi o stopę bezrobocia to rynek oczekuje wzrostu, a ja uważam, że jeśli było ożywienie to powinien być spadek, co będzie korzystne dla akcji.
W analizie technicznej obraz wydaje się być jasny. DJIA pokonał ważny opór i powinien dojść do 10.600 pkt. z możliwym ruchem powrotnym w kierunku 10.260 pkt. Dokładnie tak samo wygląda S&P 500 po pokonaniu 1120 powinien dojść przynajmniej do 1165, a prawdopodobnie będzie atakował 1175 pkt. Zagrożenia dla dużej RGR na razie nie ma, bo wzrosty są na małych obrotach. Najmniej ciekawie wygląda NASDAQ, ale na wykresie liniowym widać, że przełamał linie trendu spadkowego. Powinien wykonać ruch powrotny poczym przełamać 1805 i ruszyć w kierunku oporu w obszarze 1880 do 1930 pkt. TRIN dał sygnał kupna.
Giełdy amerykańskie mają w tej chwili dosyć krótki czas, w którym możliwe są wzrosty (window of opportunity) ponieważ w drugiej części marca zaczną się sypać ostrzeżenia spółek (już w piątek po sesji było ostrzeżenie Oracle). To jeszcze nie będą ostrzeżenia wynikające ze zmian księgowości (przynajmniej nie przede wszystkim) – w pełnej krasie problem powinien ujawnić się w czerwcu, po zmianach przepisów. Jeśli nie pojawią się nowe symptomy „enronitis” to indeksy powinny wzrastać.



































































