REKLAMA
Podwójna szansa na wygraną! Ranking ETF w Wakacjach na Giełdzie

    Rynek amerykański

    Piotr Kuczyński2001-03-31 16:41główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion
    publikacja
    2001-03-31 16:41

    Rynek amerykański

    Tylko dwa pierwsze dni tygodnia trwała kontynuacja wzrostu będącego naturalną konsekwencją dnia odwrotu z 22.03. Wtorkowy wzrost miał wszelkie znamiona kończącej euforii i rzeczywiście to był koniec czemu znacznie pomogły ostrzeżenia Nortela i Palm. Zwyżka została wzmocniona przez zadziwiające dane o zaufaniu konsumentów podane przez Conference Board. Były dużo lepsze od oczekiwań (117 vs 105), pokazujące rosnący optymizm jeśli chodzi o bezrobocie i możliwość zwiększenia zakupów dóbr trwałego użytku w następnych miesiącach roku. Ja jednak od początku podchodziłem do tych danych z dużym sceptycyzmem. Zresztą następnego dnia usłyszałem takie głosy również u analityków amerykańskich. Cała prasa pełna opowieści o recesji, zwolnieniach z pracy, spadających zyskach i indeksach giełdowych, a w ludziach rośnie optymizm? To wydaje się psychologicznie mało prawdopodobne. Zweryfikowany indeks zaufania konsumentów z Uniwersytetu Michigan (uważam, że bardziej wiarogodny) co prawda również wzrósł, ale wcale nie tak dramatycznie (oczekiwano 90,6 było 91,5). Te raporty mogą pokazywać lekką poprawę zaufania, ale raczej na skutek obniżek stóp i tego, że urzędowy optymizm daje ludziom nadzieję, że będzie lepiej. Uważam, że o ile procesy spowolnienia w gospodarce i spadki indeksów nie zostaną szybko powstrzymane to w następnym miesiącu będziemy mieli do czynienia z dramatycznym spadkiem zaufania. Dlaczego tak dużo poświęcam miejsca temu wskaźnikowi? Po prostu w gospodarce nastawienie konsumentów i producentów do przyszłości bardzo pomaga kształtować tę przyszłość. Często staje się po prostu samo-sprawdzającą się przepowiednią.
    Ten optymizm trudno dostrzec w danych mniej „ulotnych” niż indeks zaufania. Aktywność producentów na Środkowym Zachodzie spadła do poziomu niewidzianego tam od 1982 roku co pokazał wskaźnik PMI z Chicago (katastrofalny spadek z 43,2 w lutym do 35). Warto przypomnieć, że wskaźnik powyżej 50 oznacza rozwój gospodarki. Oczywiście, takie dane wzmagają nadzieje na następne obniżki stóp, ale również obawy o recesję. Dlaczego więc giełda amerykańska w piątek nie zareagowała na tak dramatyczne spowolnienie? Z dwóch powodów. Po pierwsze był koniec kwartału i typowe „window dressing” – to zawsze powoduje wzrosty. Po drugie to był raport regionalny. NAPM dla USA będzie podany w poniedziałek. Gdyby wskazania były w połowie tak dramatyczne jak PMI (a oczekuje się lekkiego wzrostu) to jestem przekonany, że obawa o recesję wzięłaby górę nad nadziejami na następne obniżki stóp. Za najważniejsze w tym tygodniu analitycy uważają dane piątkowe o bezrobociu i płacach, ale ja nie wierzę, żeby wniosły one coś nowego. Wiadomo, że bezrobocie lekko wzrosło czego nawet te dane mogą jeszcze nie pokazać. Ja uważam, że najważniejszy (od strony danych makro) jest NAPM.
    Generalnie nastroje w USA są coraz gorsze jeśli nie patrzy się na indeksy nastrojów, a na fakty i wypowiedzi ludzi istotnych dla rynku. Wstępne szacunki mówią o odpływie w marcu kapitałów z funduszy inwestujących w akcje w wysokości 2 mld dolarów (w lutym było 3 mld). To sytuacja dawno niewidziana na rynku amerykańskim. Analitycy powoli miękną i zaczynają obniżać swoje prognozy. Lehman Brothers zredukował swoje poziomy docelowe odnośnie S&P 500 do 1.400 z wcześniejszych 1.600, JP Morgan do 1.300 z 1.400. Czekam na A.J.Cohen z Goldman Sachs – jeśli taki czołowy byk się podda to pewnie będzie koniec spadków. Oczywiście zgodnie z zasadą, że analitycy zawsze się mylą.
    W.Buffet ostatnio stwierdził, że jeszcze nie czas na kupowanie akcji, a spytany kiedy będzie ten czas odpowiedział, że wtedy, kiedy instytucje zaczną je wyprzedawać za bezcen. Przecież to znany fakt, że fundusze amerykańskie są „w akcjach” na 60-70% wartości portfela. Prezes GE J.Welch powiedział (za Reutersem) w piątek, że : „Czy to jest recesja czy nie to w wielu firmach ludzie odczuwają to jako recesję. Ja przygotowuję się na najgorsze mając nadzieję, że będzie lepiej i jestem zdania, że nie można mieć nadziei na wzmożenie aktywności gospodarczej w drugiej połowie roku”. Pogląd jak pogląd, ale 40 lat działania w biznesie i kierowania General Electric każe przemyśleć tę opinię. Nie jest wykluczone zresztą, ze rynki w poniedziałek na tę opinię zareagują.
    Bardzo ciekawie wygląda obraz techniczny rynku. Na wykresie długoterminowym DJIA widać wyraźnie, że obecny wzrost to jedynie korekta i ruch powrotny do przełamanej linii sześcioletniego trendu. Jeśli tak to można się pokusić o postawienie hipotezy, że ten ruch powrotny będzie korektą typu a-b-c. Z tego wynikałoby, że duży wzrost byłby falą A, teraz mamy jego korektę i pora na falę c w tej trójce (np. na skutek kiepskiego indeksu NAPM) co kończyłoby B i potem ruch C w kierunku podstawy diamentu, przebitej linii sześcioletniego trendu i bardzo mocnego oporu na 10.300 pkt. Inaczej mówiąc technika daje nadzieję na kwietniowy wzrost do 10.200 pkt. Problem w tym, że nie bardzo widać co miałoby ten wzrost spowodować za to jest mnóstwo powodów do spadku. Dlatego też głowy bym nie dał za akurat taki scenariusz chociaż uważam go za najbardziej prawdopodobny z czysto technicznego punktu widzenia – byłoby to bardzo książkowe.
    Nie rozważam powrotu hossy. Wybicie z dwuletniej stabilizacji i przełamanie wieloletniej linii trendu nie daje żadnych nadziei. Każe raczej myśleć o długiej bessie czyli o „twardym lądowaniu” gospodarki amerykańskiej i o tym, że J.Welch może mieć rację.
    Sześcioletni trend NASDAQ'a broni się (1800 pkt.), ale nie jest to obrona imponująca. Można postawić pytanie: jeśli S&P 500 i DJIA przełamały swoje trendy sześcioletnie to dlaczego nie miałby tego zrobić NASDAQ? Nie widać takiego powodu. Krótkoterminowo mamy wsparcie na 1800 pkt., a opór na 1980 i 2050 pkt. I teraz jest problem. Jeśli scenariusz dla DJIA się spełni to NASDAQ też powinien wzrastać. Jeśli zaś pokona 1980 to powstanie klasyczne podwójne dno z zakresem wzrostu przynajmniej do 2160 pkt. Sęk w tym, że w ogóle nie widzę powodu dla którego miałoby się tak stać.
    Oczywiście istnieje alternatywa, która intuicyjnie wydaje się bardziej prawdopodobna: przełamanie przez NASDAQ poziomu 1800 i powtórne testowanie przez DJIA 9100 pkt. Poza tym TRIN nie daje sygnału kupna. Jak z tego wybrnąć? Uważam, że po pierwsze trzeba czekać na to co pokaże NAPM w poniedziałek i jaka będzie reakcja rynku. Po drugie czekać czy NASDAQ pokona 1800 pkt., a DJIA 9700 – wtedy mamy scenariusz negatywny. Jeśli NASDAQ pokona 1980, a DJIA 9950 to mielibyśmy scenariusz optymistyczny. Trzeba pamiętać jednak o tym, że mamy bessę i to poważną i, że oba scenariusze będą prowadziły w następnych tygodniach do dużych spadków indeksów.
    Źródło:
    Tematy

    Komentarze (0)

    dodaj komentarz

    Powiązane:

    Polecane

    Najnowsze

    Popularne

    Ważne linki