Rynek amerykański
Tragiczny tydzień dla rynku. Wydawało się, że przed danymi w piątek powinno być raczej spokojnie, ale już w poniedziałek zaczęło się i to właściwie bez wielkiego powodu – jedno więcej ostrzeżenie czy informacja o zwolnieniach pracowników. To właśnie jest bardzo niepokojące bo oznacza, że inwestorzy są u kresu wytrzymałości. Cały tydzień przebiegał wg schematu: bardzo duży spadek, małe odreagowanie, bardzo duży spadek. Martwi mnie to, że indeksy spadają tak bez emocji – 2-3% na DJIA i trochę więcej na NASDAQ’u. Nie widać przerażenia, raczej spokojna wyprzedaż. Wszyscy zawodowcy wiedzą, ze takie spadki kończą się paniką. Prawie każdy analityk wypowiadając się w CNBC mówi, że czeka na fazę kapitulacji. Tego ciągle nie widać z czego wniosek, że to jeszcze nie koniec.We środę wydawało się, że problem banków japońskich staje się najważniejszy dla rynku. Istnieje olbrzymia obawa, że jeśli Nikkei będzie dalej spadał, a agencje zaczną obniżać ratingi to banki będą miały duże problemy. Ich rok obrachunkowy kończy się 31.03 - nie jest wykluczone, że będą musiały likwidować pozycje w zagranicznych papierach wartościowych, żeby ratować wewnętrzną sytuację. Jednak już następnego dnia oświadczenie Sanwa Bank, że zarówno on jak i dwa inne banki, które mają utworzyć UFJ Holdings mają dwa razy więcej rezerw do pokrycia złych kredytów i wypowiedzi rządu, że pomoże bankom nieco złagodziły sytuację. Inwestorzy japońscy dostrzegli w tym oświadczeniu nadzieję, że banki dadzą sobie radę z problemami złych długów i, że są do tego przygotowane. Ja podchodzę do tego z dużą rezerwą bo przygotowane może i są, ale kapitału na działalność mimo tego może zabraknąć więc zagraniczne papiery wartościowe i tak będą wyprzedawali.
W piątek rynek dobiła informacja, że indeks nastroju Uniwersytetu Michigan wzrósł, a nie spadł jak zakładano mając nadzieję, że takie złe nastroje zmuszą Fed do bardziej agresywnego cięcia stóp niż o 50 pkt. Wydaje się jednak, że Fed bardziej koncentruje się na danych makro, a nie na rynku akcji, a dane makro wcale takie fatalne nie są. Obawiam się (pisałem już o tym), że nie jest doceniany wpływ spadającej giełdy na gospodarkę. Nigdy w historii kursy nie odrealniły się tak jak podczas ostatnich 10 lat i olbrzymia część finansowej prosperity budowana była właśnie na rosnących cenach akcji. Teraz przychodzi za to płacić i wcale nie jest powiedziane, że obniżki stóp coś pomogą jeśli giełda będzie dalej spadała a ludzie i spółki biedniały. Za bessę wielu inwestorów obwinia A.Greenspana. Niesłusznie bo i tak by się zdarzyła chociaż działania Fed niewątpliwe ją przyśpieszyły. Nic dziwnego, że jak powiedział Bill Meehan szef analityków w Cantor Fitzgerald (za Reutersem): „A.Greenspan jest diabłem wcielonym z punktu widzenia przeciętnego Amerykanina. Niektórzy zobaczyli, że 80% ich funduszu emerytalnego po prostu wyparowała”. Zdarzają się już żądania rezygnacji AG (CNBC dostawała takie e-maile), a poza tym pojawiły się takie plotki. Nie są całkiem nieuzasadnione jako, że jeden z poważnych banków inwestycyjnych już na jesieni zeszłego roku prognozował, że AG w marcu odejdzie po zadomowieniu się nowego prezydenta w Białym Domu.
Pogarsza sytuację to, że fundusze mają mniej pieniędzy. W lutym wycofano prawie 7 mld. dolarów, marzec lepszy nie będzie. To najgorszy okres od 10 lat. A może być gorzej. Niby wszyscy wiedzą (maja nadzieję), że w drugiej połowie roku będzie lepiej, ale coraz większa ilość analityków i inwestorów zdaje sobie sprawę, że nie będzie już w spółkach takich przyrostów zysku jak w ostatnich latach, a to nie zachęca do kupna akcji.
W tym tygodniu oczywiście najważniejsza będzie wtorkowa decyzja Fed. Obniżka stóp o 50 pkt. jest pewna choćby z tego powodu, że inflacja za bardzo nie rośnie, ale rynek żąda wyższej – minimum 75 pkt. Czy ją otrzyma? Powodów makro na razie nie widać. Obniżka o 75 pkt. sugerowałaby, że Fed postanowił pomóc rynkowi akcji i niewątpliwie spowodowałaby wzrosty odreagowujące ostatnie spadki. Obniżka o 50 pkt. będzie rozczarowaniem co powinno dać spadki. Jednak z dwóch powodów nie jest to takie proste jakby się na pozór wydawało. Po pierwsze został zbudowany konsensus, że obniżka będzie o 50 pkt. i że to nie wystarczy. Jeśli wszyscy tak uważają to powinno być zupełnie inaczej. Może więc być tak, że ostatnie spadki dyskontują już to rozczarowanie. Wtedy indeksy po decyzji spadłyby, a potem gwałtownie zaczęłyby rosnąć. Po drugie, jak wszyscy wiemy, jest powiedzenie: „trzy obniżki i hossa”. Jak podaje NYT od 1921 roku 13 razy Fed stosował lekarstwo polegające na szybkim, trzykrotnym cięciu stóp. Jaki był wynik? W 12 przypadkach rok po trzeciej obniżce rynek był ponad 20% wyżej. Jest jednak wyjątek: w czasie Wielkiego Kryzysu lat trzydziestych Fed trzeci raz obciął stopy 7.12.1930 – po roku DJIA był 35% niżej... Stosunek 1:13 jest korzystny, ale jeśli się spojrzy na wykresy (np. szerokiego rynku S&P 500) w skali 20 lat to można nabrać wątpliwości. Hossa ostatniego dziesięciolecia była zdecydowaną przesadą więc i bessa może być okrutna.
Przebicia 10.000 pkt. nie jest istotnym wydarzeniem. Poziom jak poziom - czysta psychologia okrągłych liczb. Wydarzeniem było wybicie się DJIA z diamentu rysowanego od 2 lat, o który spory wiodłem przynajmniej od roku. Takie wybicie się z diamentu w analizie technicznej oznacza zmianę trendu. Zostało to potwierdzone przebiciem sześcioletniej linii trendu wzrostowego. Ponieważ diament umieszczony jest na szczycie wieloletniej hossy i budował się dwa lata to oznaczałoby, że zmienił się wieloletni trend ze wzrostowego na spadkowy. Tak mówi analiza techniczna. Drugim ważnym wydarzeniem jest potwierdzenie z horyzontu 10.300 -11.000 pkt. z czego wynika konieczność spadku przynajmniej o szerokość poprzedzającego kanału - do 9600 pkt. Teraz 10.300 stało się mocnym oporem. Poza tym świadczy to o tym, że wielcy rynku amerykańskiego zrezygnowali (czasowo?) z obrony nawet tych 30 spółek. Na wykresie miesięcznym widać, że pierwsze wsparcie jest niewiele niżej piątkowego zamknięcia (9700). Jednak na wykresie 20. letnim wygląda to bardzo źle. Korekta ostatniej hossy powinna dążyć do „normalnego” kanału trendu wzrostowego, który w tej chwili obejmuje obszar 4500-5500 pkt. Oczywiście byłby to trend wielomiesięczny (wieloletni?), a kanał będzie się stale podnosił, ale uważam, że docelowo korekta spotka się z tym kanałem. Dokładniej to widać na rocznym wykresie S&P 500 – zasłona ciemnej chmury z ubiegłego roku i kontynuacja w tym roku pokazują, że będziemy mieli korektę rozciągniętą w czasie. Na wykresie 20. letnim też widać, że indeks będzie dążył do normalnego kanału wzrostu (obecnie 550-650 pkt.). NASDAQ nie dał rady oporowi 2050 i zaczął dalej spadać w ramach kanału trendu spadkowego. Na wykresie 6. letnim widać, że naturalne wsparcie leży niewiele poniżej piątkowego zamknięcia –1800 pkt. Gdyby to wsparcie nie utrzymało się to następne, wynikające z wykresu miesięcznego, to 1500 pkt. Jeśli się nie chce zbytnio denerwować to lepiej nie patrzeć na wykres roczny. Tam widać, że spadek poniżej 1000 pkt. jest całkiem realny. Jeśli chodzi o TRIN to w dalszym ciągu mamy sygnał sprzedaży.
Co więc będzie się działo w tym tygodniu? Gdyby nie było posiedzenia FOMC to obawiałbym się małego krachu w poniedziałek (krachy lubią ten dzień). Jednak nie ma przecież sensu spadać tuż przed posiedzeniem Fed. Wydaje się więc, że rynki poczekają do wtorku.Reakcja na decyzje Fed (powyżej napisałem jaka może być) ustali trend przynajmniej na kilka sesji. Uważam jednak, że nawet jeśli to będzie wzrost to jedynie korekcyjny. Mamy bessę.
































































