We wtorek brytyjska firma Forties rozpoczęła procedurę uruchamiania rury, którą do Wielkiej Brytanii płynie połowa tamtejszej produkcji. Pracę wznowiła też rafineria w szkockim Grangemouth, w której pracownicy zakończyli dwudniowy strajk.
Poza tym dość znacząca aprecjacja dolara sprawiła, że ropa stała się droższa dla inwestorów rozliczających się w innych walutach, co również zachęcało do sprzedawania kontraktów na ten surowiec. Część inwestorów kupowała ropę, traktując ją jako zabezpieczenie przed deprecjacją amerykańskiej waluty.
W efekcie w środę o godzinie 9:30 baryłka ropy marki Brent kosztowała 113,73 dolarów, czyli o 58 centów więcej niż na wtorkowym zamknięciu notowań, lecz o prawie 3$ mniej niż na ich otwarciu. Za baryłkę ropy gatunku Light Crude trzeba było zapłacić 115,81$, choć jeszcze w poniedziałek kurs tych kontraktów zbliżał się do poziomu 120$.
Dzisiaj rynek ropy zaleje cała seria danych mogących wpłynąć na wycenę tego surowca. Przede wszystkim będzie to wstępny raport na temat dynamiki amerykańskiego PKB w pierwszym kwartale, komunikat Komitetu Otwartego Rynku oraz cotygodniowe dane Departamentu Energii dotyczące zapasów paliw w USA. Co do tego ostatniego analitycy spodziewają się przyrostu rezerw ropy o 950 tys. baryłek.
K.K.































































