Cotygodniowy raport Departamentu Energii był jednoznaczny w swojej wymowie i dał silne oparcie naftowym niedźwiedziom. Po jego publikacji cena ropy Brent w ciągu godziny obniżyła się z 77,50$ do 75,70$ za baryłkę.
Sytuacja na amerykańskim rynku paliw wygląda bowiem nieciekawie. Rafinerie produkują coraz mniej benzyny, a wykorzystania mocy produkcyjnych spadło poniżej 80%. W efekcie rezerwy surowca zwiększyły się o 1,7 mln baryłek, czyli o 70% więcej od prognoz analityków. Aż o 2,6 mln baryłek wzrosły też rezerwy gotowej benzyny. Zaskoczenie po stronie surowej ropy można po części tłumaczyć większym importem.
Ale równocześnie odnotowano regres po stronie popytowej – średnie dzienne zużycie ropy w USA spadło o 4,3% i wyniosło 18,3 mln baryłek. To o 3,3% mniej niż przed rokiem i o 11% mniej niż przed recesją. Mniejsze niż przed rokiem jest też zapotrzebowanie na benzynę.
Takie dane wzmogły więc ostrożność inwestorów, którzy od października (jak na razie bez powodzenia) próbują przepchnąć kurs ropy przez barierę 80$ za baryłkę. Tymczasem o godzinie 14:00 za baryłkę surowca marki Brent płacono 76,65$, czyli o 1% więcej niż na zamknięciu wczorajszych notowań.
K.K.




























































