Chiński koronawirus ma też swoje pozytywne strony. Dzięki szerzącym się obawom o jego gospodarcze skutki notowania ropy naftowej znalazły się na najniższych poziomach od grudnia 2018 roku.


Świat liczy kolejnych zarażonych, których liczba już przewyższyła liczbę przypadków SARS sprzed 17 lat. I która wciąż jest ledwo nikłym ułamkiem zachorowań na zwykłą, sezonową grypę, która co roku zbiera swoje śmiertelne żniwo na całym globie.
Niemniej jednak sama histeria związana z rozprzestrzenianiem się koronawirusa i środki zapobiegawcze aplikowane przez władze zapewne będą miały bardzo poważne konsekwencje ekonomiczne. W całej Azji Południowo-Wschodniej zamiera ruch turystyczny, ludzie ograniczają przemieszczanie się i wolą siedzieć w domu, aby się nie zarazić. A to oznacza mniejsze zużycie paliw produkowanych z ropy naftowej.
W poniedziałek chiński gigant naftowy Sinopec poinformował o zmniejszeniu produkcji paliw w rafineriach o ok. 600 tys. baryłek dziennie. Rafinerie w prowincji Shandong z tygodnia na tydzień zmniejszyły zakupy surowca o 30-50% - donosi Reuters. „Nie widzieliśmy jeszcze tak szybkiej destrukcji popytu o tak dużej skali” – przyznał jeden z analityków.
Takie nastawienie od niemal dwóch tygodni przekłada się na zniżkujące ceny ropy naftowej. W poniedziałek amerykańska ropa WTi potaniała o 3,2%, osiągając ceny poniżej 50 dolarów za baryłkę. Ostatni (krótkotrwały) epizod z cenami poniżej 50 USD/bbl widziano w grudniu 2018 roku. Ukazując rzecz w szerszej perspektywie, można powiedzieć, że przez ostatnie 15 lat ropę wyraźnie poniżej 50 USD za baryłkę mieliśmy tylko na dnie globalnej recesji na przełomie 2008/09 oraz na przełomie lat 2015/16, gdy Amerykanie do spółki z Saudami zdołowali ceny, aby zaszkodzić Rosji i Iranowi.

Dobre wiadomości czekają też kierowców z Europy, gdzie ropa Brent po spadku o 4,3% osiągnęła kurs 54,23 USD za baryłkę. Także w tym przypadku są to ceny najniższe od ponad roku. Przypomnijmy, że jeszcze miesiąc temu rynek ropy bał się amerykańskiej napaści na Iran i wyceniał „czarne złoto” na przeszło 70 USD za baryłkę. Od tego momentu ceny spadły więc o blisko 24%.
Warto wiedzieć, że ceny na polskich stacjach paliw z pewnym opóźnieniem reagują na zmiany notowań ropy naftowej na rynkach światowych. Od początku stycznia obserwujemy zdecydowane spadki hurtowych cen benzyny i oleju napędowego. Ale ceny detaliczne ledwie drgnęły. Eksperci są jednak zgodni co do tego, że w najbliższych dniach stawki przy dystrybutorach powinny spaść.
Krzysztof Kolany



























































